About Me

 °Name: Isabell
 °Age: 20
 °Birthday: 1. May
 °Email............

Menu

 °Index
 °Guest Book
 °Characters
 °gg: 1733635.
 °Fav me


Archives

2006
maj (1)
czerwiec (8)
lipiec (1)
sierpień (4)
wrzesień (3)
październik (2)
listopad (1)
grudzień (1)

2007
styczeń (2)
luty (1)
marzec (1)
kwiecień (1)
maj (1)
czerwiec (1)
lipiec (4)
sierpień (1)
wrzesień (1)
październik (2)
listopad (2)

2008
styczeń (1)
luty (1)
marzec (2)
kwiecień (1)
czerwiec (1)
lipiec (3)
sierpień (1)
wrzesień (1)
listopad (1)


Links

moje dzieła.
Presenters.
Princess.
IAKKA. (zakończone)

pisarze.
Black.
Fantasmagoria.
Ariel. (zakończone)
Kath.
Freilyn. (zakończone)
Little Black Dress. (zakończone)
Naive. (zakończone)
Vip_live. (zakończone)
Naive.



Fav

ich-verbrenne-innerlichprincess-threkishi-ai

Credits

Stworzył Artur pobrano z Szablony Inventive
Powered by blog
Picture from Pictures for you
 °All Rights Reserved

Lustful memories...

- Inni lekarze musieli państwa ostrzegać, że ciąża w jej stanie jest niebezpieczna. Za kilka dni pani Breckman będzie mogła zostać wypisana ze szpitala.

- To przez wirus? – lekarz pokiwał twierdząco głową.

- Prawdopodobnie. – chwila ciszy - Wirus stał się bardzo silny. Zaczyna powoli atakować układ immunologiczny organizmu. Obecnymi na rynku lekami mamy możliwość spowolnienia działania wirusa, ale niestety nie zaprzestania.

- Ile mamy czasu? – zapytał bezbarwnym głosem starszego mężczyznę w białym fartuchu.

- Nigdy nie da się określić, jak długo organizm wytrzyma.

- Ile?

- 2, może 3 lata. – Dredowłosy mężczyzna wstał powoli i wyszedł z gabinetu doktora. Pomału stawiał każdy krok, kierujący go do grupy przyjaciół, czekających pod salą wokalistki. Nie odważył się na nikogo spojrzeć. Jak dziecko wtulił się w ramiona brata, osuwając się po chwili razem z nim na szpitalną posadzkę.

- Boże. – Aga zakryła dłonią usta, poczym usiadła na krzesełku.

*

- Tom, będzie dobrze, zobaczysz. – Bill poklepał bliźniaka po plecach.

- Miały być takie jak my. Dokładnie. Ona tego nie zniesie, jak się dowie.

- Widocznie tak musiało być. Jeszcze będziecie mieć setkę dzieciaków. – Czarnowłosy uśmiechnął się lekko.

- Za 3 lata jej już nie będzie. – szeptał, patrząc się bez celu przed siebie.

- Lekarze mogą się mylić. Jeszcze będziecie sobie razem nos podcierali, jako stare dziadki.

- Przestań pieprzyć! Sam widzisz, co się z nią dzieje, więc przestań mi tu pierdolić o historiach typu 'zestarzejecie się razem'! – wstał gwałtownie i podszedł do szyby, za którą znajdowała się nieprzytomna, czarnowłosa dziewczyna przypięta do różnych przyrządów. – Ona wcale nie poroniła. – spojrzał na jej mocno wystający brzuch.

- Skurczenie się skóry musi trochę potrwać. – usłyszał za plecami cichy głos, należący do Kath.

- Gdybym wcześniej przyjechał. Może to by coś zmieniło. – spuścił głowę.

- Nic byś nie poradził. Ona przeczuwała, że coś się dzieje. Isa nie chciała nikomu zawracać głowy, a Mike cały czas gonił z terminami. – jak na zawołanie w korytarzu pojawił się menager dziewczyn. Tom patrzył się przez chwilę na to, jak się zbliża, poczym skierował się w jego stronę. Gdy był już wystarczająco blisko, zamachnął się i najmocniej, jak tylko mógł walnął Mike'a pięścią w twarz.

- Tego kur.a chciałeś? Gdyby odeszła na jakiś czas z zespołu to straciłbyś główne źródło zarobku, co? – uderzył ponownie i ponownie. Jednak po chwili odciągnął go krzyk Kath, że jego dziewczyna właśnie się przebudza. Szybko przyszedł lekarz i pielęgniarka, którzy od razu zbadali pacjentkę.

*

- Jak się czujesz? – szepnął, patrząc na jej bladą twarz.

- Nieźle. – gdy chciał dotknąć jej policzka, odwróciła szybko głowę w bok.

- Niedługo wrócimy do domu. Wszystko się jakoś ułoży.

- Jestem strasznie zmęczona. – obróciła się do niego plecami. Wstał powoli i cicho wyszedł. Patrzył się jeszcze przez chwilę na ukochaną przez szybę, poczym opuścił szpital, nie odzywając się do przyjaciół, ani jednym słowem.

Będąc już w hotelu, wyjął telefon i wybrał numer.

- Dzień dobry. Z tej strony Tom Kaulitz. .... Nie. .... Wszystko odwołujemy. Niech panowie nic tam nie robią. .... Nie ma tam być ani jednego śladu świadczące o tym, że miały pojawić się w tym domu jakiekolwiek dzieci.

*

- To wszystko stało się tak nagle. Tak się cieszyła z tego, że jest w ciąży. – Kath ukryła twarz w dłoniach.

- Jest silna, poradzi sobie z tym. Tom jej pomoże. – Czarnowłosy przytulił narzeczoną.

- Dopiero teraz dociera do mnie, że z nią jest naprawdę źle i będzie gorzej.

- Kiedyś musiało to wyjść.

- Ona jest dla mnie jak siostra. Nie mogę jej stracić. – Bill jeszcze mocniej wtulił ją w swoje ramiona.

*

- Cześć Kochanie. – wcześnie rano zasiadł na krześle koło jej łóżka. Nadal patrzyła się tępo w okno. – Dzisiaj jest naprawdę ładny dzień, wiesz? Nie jest ciepło, ale świeci piękne słońce. Aga, Kaha, Kath i Bill wrócili wczoraj wieczorem do Magdeburga. Ale nie martw się, niedługo do nich dołączymy.

Brak odpowiedzi. Tak było codziennie, przez tydzień. Przychodził do niej, gdy tylko rozpoczynały się godziny odwiedzin i wychodził, gdy się kończyły. Mówił do niej cały czas. Ani razu nie otrzymał chociażby najkrótszej odpowiedzi.

- Jutro przyniosę ci ubrania, poczym wrócimy do domu. Do Niemiec. Cieszysz się? – uśmiechnął się lekko do niej, gdy dostrzegł, że zerka na niego, co jakiś czas. Przez tydzień ani razu na niego nie spojrzała, nawet na sekundę. – Śpij dobrze, będę jutro. Kocham cię... – popatrzył się na ukochaną jeszcze przez parę minut, poczym wrócił do hotelu. Musiał się jeszcze spakować. Jutro wracają do domu. Oboje.

*

- Usiądź może na wózku. Zawiozę cię pod taksówkę. – Tom stał z zapakowaną torbą dziewczyny i czekał, aż nareszcie będzie mógł opuścić to nieprzyjemne miejsce. Jednak Czarnowłosa stała przed nim i nawet nie zamierzała się go słuchać. Przeszła powoli koło niego i skierowała się w stronę windy. – Rozumiem, że pójdziesz sama, okej. – powiedział bardziej do siebie.

Zjechali razem na parter szpitala, poczym wyszli z budynku, kierując się do taksówki, która czekała przed wyjściem. Wypis wokalistki był wielką tajemnicą, dlatego przed szpitalem zastali tylko kilku fotografów, przed którymi szybko schowali się w samochodzie.

- Zaraz mamy samolot, ale nie martw się, powinniśmy zdążyć.

*

- Na pewno lecą tym samolotem? – Kath niecierpliwiła się na hali lotniska.

- Na pewno. Tom pisał mi numer lotu dwa razy. – Bill po raz kolejny zapewniał narzeczoną.

- O! Wylądował. – dziewczyna klasnęła w dłonie.

. . .

- Są. Widzisz ich? – Kath wypatrzyła w tłumie dwójkę przyjaciół.

- Isa wygląda o wiele lepiej, niż te kilka dni temu.

- Kochanie, boże. Nie mogłam się już doczekać. – gitarzystka od razu uścisnęła przyjaciółkę. – Lepiej już wyglądasz. To dobrze. – uśmiechnęła się szeroko, na co usta wokalistki wygięły się w lekki łuk.

- Jedźmy już do domu. Isa jest na pewno zmęczona. – Tom spojrzał na swoją narzeczoną, poczym złapał lekko jej dłoń. Uśmiechnął się szeroko, gdy poczuł, że jej palce oplotły jego.

*

- Chyba zasnęła. – Tom zszedł za dół, gdzie czekał na niego brat wraz z narzeczoną.

- Dlaczego się w ogóle nie odzywa? – Kath.

- Lekarze mówią, że to niedługo minie. Może być to pewnego rodzaju szok.

- Brzuch już jej zszedł. – zauważyła.

- Jeszcze nie do końca, ale prawie.

- A ty, jak się czujesz? – Bill.

- Jakoś żyję. Teraz najważniejsze jest, żeby ona zaczęła normalnie żyć.

- Wszystko się ułoży. Zobaczysz. – Kath uśmiechnęła się do niego.

- Brat, będziemy się zbierać, bo już późno jest.

- Jakby coś się zaczęło dziać, czy cokolwiek to dzwoń. – Kath.

- Dzięki za to wszystko, co robiliście, gdy było z nią najgorzej. – Tom.

- Za to nie musisz dziękować. – dziewczyna ubrała swój płaszcz, poczym pocałowała Dredowłosego w policzek i czekała, aż Bill się wyszykuje.

- I nie martw się. To najważniejsze. – Czarnowłosy uścisnął mocno brata, poczym chwycił swoją kurtkę i wyszedł za narzeczoną.

*
[podkład muzyczny]

Wszedł cicho do sypialni, aby zobaczyć, czy z Isą wszystko w porządku. Spała spokojnie, oddychając powoli. Wziął swoją pierwszą lepszą bluzę i wyszedł na duży balkon, gdzie usiadł na jednym ze stojących tam leżaków.

Wdychał rześkie powietrze, jak zwykle wpatrując się w złote punkty na czarnym niebie. Sam zaczął się już łapać na tym, że stanowczo za dużo czasu spędza na rozmyślaniu i wpatrywaniu się w sklepienie. Ale z drugiej strony wiedział, że jest to jedna z niewielu czynności, które pozwalają mu zebrać spokojnie myśli. Usłyszał, jak drzwi od balkonu cicho się odsuwają. Szybko spojrzał w tamtą stronę i ujrzał swoją dziewczynę w jego bluzie. Podeszła do niego powoli i wpatrywała się w jego oczy, aby po chwili usiąść mu na kolanach i mocno wtulić się w jego ramiona.

- Przepraszam. – usłyszał cichy głosik, stłumiony w jego koszulce. Odchylił jej głowę.

- Za co mnie przepraszasz?

- Gdybym bardziej uważała na siebie lub poprosiła Mike'a, aby dał nam trochę więcej odpoczynku to nic by się nie stało. To wszystko moja wina. – z jej oczu wypłynęło kilka łez.

- Nie mów głupot. Nikt nie mógł tego przewidzieć, ani nikt nie jest temu winny. Stało się i musimy się z tym pogodzić. Najważniejsze, że mamy siebie. – wtulił ją mocno w siebie, poczym uniósł i zaniósł do wnętrza domu.

- Połóż się tutaj ze mną. – poprosiła.

- Tak, za chwilkę, dobra? – zamknął szybko drzwi od balkonu, wyszedł z sypialni na korytarz, aby włączyć alarm na noc, poczym wrócił do dziewczyny. Zdjął bluzę, buty oraz spodnie i w samych bokserkach oraz koszulce położył się koło ukochanej pod ciepłą kołdrą.


Dawno już nic nie było, przepraszam. Staram się jak mogę, więc nie bądźcie źli.

Image Hosted by ImageShack.us

Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:
Zjawiam się tutaj z nową notką tak, jak obiecałam. Miłego czytania.
Rozdział dedykuję Agacie z fantasmagoria - wreszcie się doczekałaś ;).


[podkład muzyczny]

- Tom? Co ty tutaj robisz?

- Przyjechałem do Isy.

- Pół godziny temu pojechały na lotnisko.

- Co? Zespół miał tutaj być przez dwa dni.

- Odwołano tu koncert. Mike zadecydował, że polecą do Danii, gdzie jest jutro jakaś gala, na której na początku nie miały się pojawić, ale jeżeli tak wyszło.

- Bill, żartujesz, co nie? – bracia stali w recepcji hotelu, gdzie się spotkali.

- Też jestem wkurzony, bo miałem nadzieję, że spędzę z Kath trochę czasu.

- Jak ona się czuje?

- Dobrze. Całe szczęście trasa się kończy, więc już niedługo wróci do domu.

- A jak Isa?

- Mimo wszystko promienieje. Mike wycofał gitarę. Zabronił jej grać. Czasem gra trochę Aga. Poza tym, Isa jutro na gali ogłosi, że spodziewa się dziecka. Z resztą cud, że nikt nie zauważył iż jest o wiele grubsza niż była.

- Duży ma już brzuch? – uśmiechnął się lekko.

- No, ale nie ma się, co dziwić. Przecież to bliźniaki, a dwójka dzieci to nie jedno, bracie.

- Bliźniaki? To naprawdę bliźniaki?

- Nie wiedziałeś? O ku.rwa. Iska mnie zabije. – Bill się zmieszał, natomiast Tom zaczął skakać z radości i ściskać brata.

- Proszę się uspokoić. To porządny hotel, a nie cyrk. – odezwała się recepcjonistka.

- Będę miał bliźniaki. Bliźniaki, rozumie pani?

- Jak dla mnie to może pan mieć i słonia na złotym łańcuchu, ale proszę się opanować.

- Niemcy są strasznie pozbawieni wszelkiego humoru. – szepnął do Billa.

- Sam jesteś Niemcem, baranie.

- Nie ważne. Będę miał bliźniaki. Będą takie, jak my.

- Kocham cię, braciszku. – uściskał jeszcze raz brata, poczym w podskokach skierował się do wyjścia z hotelu – A. Jedziesz ze mną do domu?

- Tak. Taksówki są strasznie niewygodne.

*

Następnego dnia odbyła się duńska gala muzyki. Nie było to nic wielkiego, ale obecni byli tacy artyści jak Lindsay Lohan, Justin Timberlake, Matt Pokora czy zespół One Republic. Na gali pojawiłyśmy się w kreacjach zakupionych rano. Wybrałam beżową sukienkę, która ładnie prezentuje brzuch. Media już od jakiegoś tygodnia podejrzewały, że jestem w ciąży, jednak nie miały dowodów, więc śledziły każdy mój krok. A lepiej jest już chyba ogłosić prawdę, niż mieć "prywatnych" fotoreporterów.

*

- Dziewczyny, poznajcie Matta. – Mike jak zawsze zapoznawał nas z nowymi twarzami w muzyce na After show party.

- Miło poznać. – uśmiechnęłyśmy się.

- Poznanie The Butterfliez to dla mnie prawdziwy zaszczyt. Dużo o was słyszałem i nie skłamię, gdy powiem, że lubię słuchać waszych płyt.

- Dziękujemy. Słyszałam niestety tylko dwie twoje piosenki, ale uważam, że są bardzo dobre. – powiedziałam.

- Płytę Matta wyprodukował Timbaland, więc nie można było nie mówić o sukcesie. – Mike.

- Aga ma bardzo dobry kontakt z Timbalandem. Poznałyśmy go kiedyś na jakiejś gali. To jest niesamowity człowiek.

- Zgadzam się. Każda piosenka, którą stworzy staje się hitem.

27.06. – Germany – Berlin.

- Isa, dobrze się czujesz? – siedziałyśmy rano w hotelu.

- Tak. Tylko głowa mnie trochę boli.

- Od czego? – Aga.

- Skąd mam wiedzieć?

- Prześpij się trochę. To ci powinno dobrze zrobić. – Kaha.

*

- Dziewczyny, zbierać się. Jedziemy teraz na wywiad i sesję, a później soundcheck i koncert. – Mike.

- Przeszło ci? – gdy wychodziłyśmy z hotelu złapała mnie Kaha.

- Tak. – skłamałam. Było coraz gorzej.

*

- Siadać, siadać. – Mike wkroczył do naszej garderoby zaraz przed sesją zdjęciową.

- Co znowu masz nam do zakomunikowania? – Aga.

- Jak co roku ogłoszono właśnie listę nominowanych do nagrody Grammy.

- Wiemy, czytasz nam ją co roku. – Kath.

- Nie przerywajcie mi. Nie będę przedstawiał wam wszystkich nominacji, bo jak wiecie jest ich ponad 100, jednak. Jednym z zespołów, które są nominowane w kategorii 'Album of the Year', 'Best Rock Performance by a Duo or Group with Vocal' i 'Best Short Form Music Video' jest zespół The Butterfliez. – ogłosił z dumą na twarzy.

- Bez kitu! – Aga zaczęła skakać.

- Moment, moment. A czy w ogóle mamy jakieś szanse? – Kaha.

- Pieprzyć szanse. Sama nominacja to sukces. – Kath się zaśmiała.

- A. Nominacja 'Best Female Rock Vocal Performance' należy do ciebie, Isa. – Mike.

- Niesamowite. – uśmiechnęłam się.

- Co ty taka osowiała jesteś? Nagroda Grammy jest najważniejszą nagrodą muzyczną na świecie. Nie cieszysz się? – Menager.

- Wydaje ci się. Cieszę się i to bardzo, ale jestem po prostu zmęczona.

- Isa, jesteś taka od kilku dni. – Kath.

- To po prostu przemęczenie. Trasa i te sprawy. Już niedługo będę mogła odpocząć.

*

- To już niestety koniec, ale! Widzimy się za tydzień, tutaj w Berlinie na koncercie, kończącym światową trasę koncertową zespołu The Butterfliez! – rozległ się krzyk fanów – Grały dla was: Kaha-perkusja – słychać było krótką solówkę dziewczyny – Aga-gitara basowa i elektryczna.

- Isa-wokal. – krzyknęła Aga do swojego mikrofonu, a ja się ukłoniłam.

- Dziękujemy i do zobaczenia! – zeszłyśmy ze sceny. Prowadzona przez ochroniarza przeszłam do garderoby, gdzie czekała Kath. Zabrawszy butelkę z wodą ze stolika, usiadłam na kanapie i oparłam głowę o oparcie. Próbowałam opanować przyspieszony oddech oraz szum w głowie.

*

28.06. – Po śniadaniu o godzinie 10 i po zapakowaniu wszystkich naszych rzeczy odjechaliśmy spowrotem do Danii. W hotelu zameldowaliśmy się późnym wieczorem.

29.06. - Denmark – Copenhagen.

- Może jednak pójdziesz do lekarza, co? Odwołam wywiady, no trudno. – Mike.

- Naprawdę nic mi nie jest. To tylko zwykłe przemęczenie. – mruknęłam i poszłam do toalety.

*

Tak, jak zwykle zaczęliśmy dzień wywiadami i sesjami zdjęciowymi. Byłyśmy również w radiu, gdzie uczestniczyłyśmy w audycji na żywo i odpowiadałyśmy na pytania naszych fanów. Następnie pojechałyśmy na próbę dźwięku. Pół godziny przed koncertem przebrałyśmy się. Założono nam nasze słuchawki i byłyśmy gotowe na koncert.

*

Czarnowłosa wokalistka szła przed ochroniarzem z mikrofonem w dłoni przez niemal sterylnie biały korytarz, który prowadził do wejścia na scenę. Stawiała powoli swoje kroki, tak jakby niepewnie. Potężny mężczyzna nie spuszczał nawet na chwilę z niej wzroku. Gdy stanęła na chwilę i oparła się o ścianę, stanął zaraz za nią i patrzył na nią z niepokojem. Jednak po chwili ruszyła ponownie. Miał obowiązek iść blisko niej, dzięki czemu złapał ją, zanim upadłaby bezwładnie na twardą posadzkę. Przez swoją krótkofalówkę szybko wezwał pomoc.

*
Magdeburg.

- Czemu nie odbierasz telefonu, Tom? – zaraz po tym, jak otworzono Billowi furtkę do domu jego brata wszedł do środka.

- Bo mi się rozładowała. Stało się coś? – Dredowłosy stał z pilotem od telewizora w dłoni.

- Isa trafiła do szpitala. Jest nieprzytomna. Lekarze mówią, że jej stan jest dość poważny, a ciąża zagrożona. – Czarnowłosy mówił szybko, poczym wybiegł zaraz za Tomem.

*

Przez małe okienko samolotu, na który udało mu się kupić cudem bilety, patrzył na czarne niebo. Takie samo, jak wtedy.

"- Żałujesz? - cisza."

Właśnie w tym momencie również się bał. Tak, jak teraz.

"- Nie. Nie żałuję. Było mi dobrze. – szepnęła, odwracając się do niego, aby patrzeć mu w oczy.

- Zapomnijmy o tym, co było. To, co było na początku. – objął dłońmi jej szyję.

- Zapomnijmy. Bądźmy razem.

- Bądźmy. – nie wytrzymali. Usta odnalazły odpowiednią drogę, aby się razem połączyć. Oparł na chwilę jej czoło o swoje. Patrzyli sobie w oczy.

- Kocham i zawsze będę. – szepnął.

- Kocham i zawsze będę. – powtórzyła. Jego usta idealnie układały się z jej ustami."


Mimo że nie wierzy w Boga to właśnie teraz modlił się, jak najmocniej potrafił, aby to, co teraz się dzieje, cofnęło się. Chciał ponownie trwać w tej chwili, którą tak dokładnie pamięta.

Image Hosted by ImageShack.us

Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Seria druga - Rozdział 47 - Prawo i wiara.

środa, 20.sierpnia.2008, 14:50
Przypominam o numerze gg: 1733635.



- Mówiłam! Będzie chłopiec, ha! – Kath ściskała Billa, który specjalnie przyjechał na dwa dni do Leipzig, aby spędzić trochę czasu ze swoją przyszłą żoną. Chłopak również zaczął się cieszyć.

- No i jak go nazwiemy? Wiem! Wolfgang, albo Günter. – dziewczyna krzywo się na niego spojrzała.

- Po moim trupie. Musi mieć ładne imię i to na pewno nie takie.

- Günter jest ładne.

- Tak, ale dla starego faceta. Chcesz tym imieniem okaleczyć własnego syna?

- No właśnie. – Czarnowłosy odsunął się i usiadł na łóżku ze spuszczoną głową.

- Bill? Coś się stało?

- To nie jest mój syn, tylko Toma.

- Rozmawialiśmy już o tym. Wiesz o wszystkim. Pragnąłeś tego dziecka. – Kath usiadła koło chłopaka.

- Nie, źle mnie zrozumiałaś. Pragnę tego dziecka tak samo, jak przedtem. Chodzi mi jedynie o to, że tak naprawdę wszystkie prawa do niego posiada Tom. Rozumiesz?

- Takie jest prawo.

- Wiem. Jednak rozmawiałem z mamą o tym, jak mógłbym uznać to dziecko. W końcu Jörg tak robił z nami. Podobno można to załatwić ekspresowo i to z dzieckiem, które się jeszcze nie narodziło. Byłem w urzędzie cywilnym. Dowiedziałem się, że potrzeba złożyć wniosek o adopcję razem z matką dziecka, a później przyjść na rozprawę sądową.

- Ile czeka się na rozprawę?

- W Magdeburgu do tygodnia.

- Mamy 14:50. Koło 16:30 powinniśmy być na miejscu. Zbieraj się. – dziewczyna zaczęła pakować potrzebne jej rzeczy do torebki.

- Ale jak to?

- Jedziemy do Magdeburga złożyć wniosek. Im szybciej tym lepiej.

- Żartujesz sobie ze mnie? – Kaulitz nadal patrzył na Kath zdziwiony.

- Jak nie podniesiesz zaraz tego twojego szanownego tyłka to nie zdążymy. – wyszła z pokoju, a Bill szybko za nią. Marzenia się spełniają?

*

- Nie będziesz się do mnie odzywała już do końca życia? – długowłosy chłopak patrzył się na dziewczynę, która próbowała podłożyć chwyty basowe pod tekst nowej piosenki zespołu.

- Nie, aż mi przejdzie.

- Super. – prychnął. – A są szanse, że przejdzie ci przed tym, jak będę musiał wyjechać?

- Minimalne.

- Rozumiem. – Georg podniósł się, wziął w rękę swoją torbę, której nie chciało mu się rozpakowywać i podszedł do drzwi – W takim razie widzimy się po twojej trasie. – i wyszedł.

Basistka spojrzała na drzwi. Nie wierzyła, że z takiej małej głupoty rozpęta się taka burza. Nie wierzyła w to, że wyszedł i zostawił ją samą. A przecież to miały być cudownie spędzone dwa dni wolnego. To miały być ich dni.
Odłożyła swój bas na bok i oparła łokcie na kolanach, zatrzymując wzrok na pierścionku zaręczynowym od Georga.

Aga nie należy do tych dziewczyn, które rozpaczają, gdy pojawi się jakiś problem. Tak naprawdę to nikomu nie udało się doprowadzić do tego, aby ujrzeć łzy na twarzy dziewczyny. Była jedną z tych, które były silne i ze wszystkim sobie radziły. Do czasu.

*

- Mike. – blondynka siedząc na kanapie, patrzyła na mężczyznę, który twarz miał skierowaną w stronę mnóstwa dokumentów.

- Yhym. – nawet na nią nie spojrzał.

- Już prawie w ogóle ze sobą nie rozmawiamy. – podniósł głowę, by ulokować spojrzenie w jasnej twarzy swojej dziewczyny.

- Zobaczysz, gdy tylko trasa się skończy to wszystko się zmieni. – i znowu zaczął coś pisać, kreślić i czytać.

- Po trasie rozpocznie się sezon wszystkich gal muzycznych. Tylko tym się zajmiesz.

- To tylko trzy miesiące. Później będzie już więcej czasu. Musimy to przeczekać.

- Mike, ja mam dosyć czekania. Cały czas tylko na ciebie czekam. I nic z tego nie mam. Od rana zajmujesz się naszym zespołem, wieczorem jesteś zbyt zmęczony, abyśmy mogli coś porobić.

- Więc co mam zrobić? Rzucić pracę, zawalić wszystkie obowiązki? To, co robię to wielkie pieniądze. Wasze pieniądze, bo ja dostaję mniej niż połowę tego, co wy dostajecie. Robię to wszystko dla was.

- Pieniądze nie są najważniejsze. Nie tylko nimi człowiek żyje.

- Ale pozwalają żyć nam tak, jak tylko chcemy. Pozwalają stworzyć nam wymarzoną przyszłość.

- Nam? Coraz bardziej się przekonuję, że już nas nie ma. Nic już nas nie łączy.

- Do czego zmierzasz?


- Przyda nam się przerwa. Muszę sprawdzić, czy to, co do ciebie czułam jeszcze istnieje.

- Czyli to koniec? Jesteśmy ze sobą ponad rok. Naprawdę chcesz to zakończyć?

- Muszę. Od pewnego czasu żyję tylko tym, co między nami zostało. Przestała liczyć się dla mnie muzyka. Zgubiłam samą siebie. Przysięgłam sobie kiedyś, że nigdy tak się nie stanie, dlatego muszę od wszystkiego odpocząć. Zająć się tylko tym, co od małego kocham. Odnaleźć siebie.

- Skoro nie widzisz już dla nas szansy. Dobrze. Rozstańmy się.

- Dziękuję.

- W takim razie, zaraz skończę przeglądać te dokumenty i pójdę załatwić sobie inny pokój. – Kaha uśmiechnęła się do mężczyzny lekko w podziękowaniu i wyszła. Nie wiedziała, że wszystko tak gładko i spokojnie pójdzie. Miała już to za sobą. Czuła się wolna? Ani trochę.


*
[podkład muzyczny]

Na dworze robiło się ciemno. Na niebie pokazały się ciemne chmury, a w powietrzu można było wyczuć delikatny wiatr.
Jeden z najdroższych hoteli w Leipzig. Jedno z najwyższych pięter. Jeden z wielu eleganckich balkonów, a na nim na drewnianym leżaku siedziała jedna z najpopularniejszych wokalistek. Na pozór szczęśliwa i otwarta, dla tych, którzy ją znają zamknięta i borykająca się z coraz to nowszymi problemami. Połowę z nich powstało przez nią, wiedziała o tym. Jednak taka była jej dusza. Nie znosiła kłamstwa, lecz to właśnie ono otaczało jej życie. Bo życie gwiazdy jest fajne, prawda? Tylko ze strony obserwatora. Jak wielu z nich chciałoby znowu stać się tym jednym z wielu szary człowiekiem. Choćby na jeden dzień. Choćby na godzinę. I to jest prawda.

Czarnowłosa młoda kobieta podeszła do barierki. Spojrzała wprost na niebo, na gwiazdy. I na tę jedną, która właśnie spadała. Jak mała dziewczynka wierzyła, że spadająca gwiazdka spełni jej życzenie.

Wierzę tylko w to, co widzę i czego dotknąć mogę.

- Ty mnie tego nauczyłeś, pamiętasz? Pokaż mi więc, że jesteś siebie wart. – na jej dłonie spadły pierwsze krople deszczu.

*

Magdeburg. Wieczór. Potężne, murowane ogrodzenie. Dwupiętrowy, wielki dom, a przy nim na podjeździe duży, czarny samochód. Za domem wielki, zadbany, zielony ogród z basenem i dwoma huśtawkami. A po środku właściciel tego wszystkiego. W dwa tygodnie udało mu się wyremontować połowę domu. Wprowadził się. Sam.

Teraz leży z rękoma złożonymi pod głową i patrzy na gwiazdy, które były coraz bardziej widoczne i na księżyc nieopodal nich. Zanosiło się na deszcz. Niebo było szare. Zupełnie takie samo, jak jej oczy. Po raz kolejny nie wiedział, co robić. Co myśleć. Jak działać, by te oczy, które tak kocha znowu patrzyły tylko na niego z tylko jemu znanym błyskiem.
Na jego twarz spadły pierwsze krople deszczu, a on uśmiechnął się szeroko. Już pamiętał wszystko. Już wiedział wszystko. I pragnął tylko jednego. I teraz wiedział, co robić. I całym sobą wierzył, że się uda.

Bo z wiarą możemy wszystko, prawda?

Po luksusowym osiedlu rozległ się tylko głośny pisk opon i dźwięk zamykającej się bramy.

Image Hosted by ImageShack.us

Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:
06.06.2008 – France – Paris.

Powrót do Europy. To prawie, jak powrót do domu. Jednak od tej pory nasze koncerty się zmienią. Nie będziemy grały w komplecie. Kath została wycofana z dalszej pracy. W sumie dobrze, bo ten brzdąc nie daje jej ostatnio ani chwili odpoczynku, a to strasznie ją wymęcza. Sama ostatnio prosiła o wycofanie z dwóch, czy trzech koncertów. No i z powodu, że nie ma czasu na szukanie zastępcy to ja mam grać. To nie to samo, co gra Kath, ale dobre i to.

Natomiast jeżeli chodzi o mnie to przeżywam szok. Mój brzuch jest wielkości brzucha Kath, gdy ona była w prawie 5. miesiącu, a przecież ja jestem dopiero w 3. To wszystko zmusza mnie do noszenia coraz szerszych bluzek, aby ukrywać ciążę przez jeszcze pewien czas. Zaczęły się też inne przemiany. Mówiąc prościej powiększyły mi się trochę piersi. Fajnie brzmi, co? Jednak ostudzę wasze zafascynowanie, bo zaczęły również nieco boleć, co mi się nie podoba. Kath ostrzegała mnie przed tym i mówi, że to niedługo minie. Oby szybko.

*

Podczas koncertu wszystko poszło zgodnie z planem. Francuscy fani, jak zwykle przyjęli nas bardzo ciepło.
Kath wyszła dopiero na samym końcu występu. Zwiększony pisk i plakaty z życzeniami pokazują, że gitarzystka jest najbardziej ubóstwiana przez naszych fanów.

09.06. – Germany – Hamburg.

Jeżeli jesteśmy w Niemczech to znaczy, że bliżej domu. I to się czuje. Inne powietrze, inni ludzie, inny język na ulicy i inna atmosfera w ekipie. Każdemu tęskno do rodzin i do prawdziwego domu.

*

Zaraz po przylocie czekało nas dużo pracy. Właśnie przez to, że Kath jest w ciąży, o wiele więcej redakcji, niż zazwyczaj pragnie zrobić z nami wywiad, czy uwiecznić na swoich zdjęciach duży brzuch gitarzystki.
Godzinę przed koncertem odbyła się próba dźwięku. Po koncercie do nowych autobusów. Od tej pory ponownie, gdy ktoś zobaczy na drodze dwa wielkie autokary i sześć ciężarówek za nimi, może być pewny, że ma doczynienia z zespołem The Butterfliez.

10.06. – Germany – Hannover.

W tym dniu spokojnie sobie przejechaliśmy na kolejne miejsce koncertu. W hotelu zameldowaliśmy się koło godz. 19 i po kolacji mieliśmy wolne.

*

11.06. – Dzień zaczęłyśmy od dwóch sesji zdjęciowych i jednego wywiadu. Następnie spotkanie z fanami, obiad, soundcheck i koncert. Zaraz po koncercie czekał na nas syn, któregoś z właścicieli stadionu. Wiecie, autografy, zdjęcia i krótka rozmowa. I tak to jest, gdy ma się "wtyki" na odpowiednich miejscach. Po wszystkim odwieziono nas do hotelu, gdzie mogłyśmy odpocząć w miękkich i ciepłych łóżkach, bo koje w autobusach są strasznie niewygodne. Zaufajcie mi.

12.06. – Germany – Düsseldorf.

W hotelu byliśmy ok. godziny 20 i tak jak poprzednio zaraz po lekkiej kolacji mieliśmy wolne.

*

13.06. – O godz. 10 naszym pierwszym spotkaniem było odwiedzenia bliźniaczek w szpitalu dla śmiertelnie chorych dzieci. To naprawdę straszny widok, gdy tak młodzi ludzie praktycznie tylko czekają na śmierć. Dlatego lubimy pomagać i wspierać takie akcje, jak "Spełniamy marzenia".
Wieczorem odbyło się spotkanie z fanami, próba i koncert.

14.06. – Germany – Köln.

Tym razem praktycznie prosto z autobusu trafiłyśmy na spotkanie z fanami, próbę i specjalny koncert. Specjalny, ponieważ jeden z dwóch koncertów tej trasy, które zostaną nagrane, a następnie umieszczone na DVD zespołu. Na tym koncercie kilka utworów zagrała Kath. Jeszcze do końca nie dała się wygonić na macierzyński.

*

15.06. – Nadal byłyśmy w Kolonii. Dzisiaj i jutro zaplanowane były wszystkie wywiady, sesje, występy w TV.

*

16.06. – Po ciężkim dniu pracy przejazd na następne miejsce koncertu.

17.06. – Germany – Franfurt.

Dzień przed koncertem wszędzie jest niemal identyczny. Wywiady, sesje, spotkania z fanami i próba. Nudno, co? Jednak my kochamy takie życie. To jest nasz świat.

*

18.06. – Cały dzień wolny i przeznaczony na odpoczynek.

19.06. – Germany – Stuttgart.

Wywiad, sesja, próba, koncert.

*

20.06. – Po południu spotkanie z fanami. Reszta dnia wolna.

*

- Mike, możemy porozmawiać? – zajrzałam do apartamentu menagera. To dziwne, ale pomimo tego, że on i Kaha są ze sobą już tak długo to nigdy nie wzięli razem pokoju. Nigdy.

- Tak, jasne. O co chodzi?

- Tak sobie ostatnio myślałam o czasie po trasie i podjęłam decyzję.

- Zapewne związaną z wyjazdem do NY. Zgadłem?

- Nie chcę wyjeżdżać.

- A co z twoją karierą solową?

- Mike, po co mi ona? Tak, fajnie byłoby, gdybym tylko ja była odpowiedzialna za muzykę, która zostałaby stworzona. Jednak mam TB. To zespół jest moim życiem i jestem już pewna, że chcę zakończyć na karierze wokalistki w zespole.

- Ale to jest twoja jedyna szansa. Isa, przemyśl to jeszcze.

- Przemyślałam wszystkie za i przeciw. Jestem pewna.

- No dobrze. To jest twoja decyzja, którą uszanuję. Pozostało mi tylko wykonanie kilku telefonów, aby wszystko odwołać.

- Dziękuję ci. Wiesz, tym bardziej ten wyjazd nie jest mi na rękę, bo jak to tak w ciąży rozpoczynać takie podróże. – zaśmiałam się.

- Załatwiłyście mnie na całego z tymi ciążami, naprawdę. Jak się w ogóle czujesz?

- Jest dobrze. Nudności niemal zniknęły, biorę te różne leki.

- To dobrze. Cieszę się. A jak Tom czuje się z przyszłą rolą taty?

- Hmm... on się bardzo cieszy.

- Nareszcie wydorośleliście. – uśmiechnął się.

- Dzięki Mike. – wystawiłam mu język – To ja cię zostawiam, a ty rób to, co potrzeba. Pa.

- No, na razie.

21.06. – Germany – München.

Na miejsce koncertu dojechaliśmy przed południem. Najpierw przebywaliśmy na hali, gdzie obserwując rozkładanie sceny, udzielałyśmy wywiadu niemieckiej telewizji. Po wszystkim miałyśmy wolne.

*

- Boże, jak gorąco. Ludzie dopiero czerwiec jest. – marudziłam, wchodząc z Agą do galerii handlowej. Zawsze musiałyśmy się rozdzielać na połowy, żeby nie rzucać się w oczy oraz żeby było bezpieczniej.

- W sklepach będzie klimatyzacja. Po trasie wyjadę z Georgiem na wakacje. Nie ma bata. Trasa strasznie wymęcza.

- Wyjedziecie, o ile on będzie mógł. Przecież oni do studia weszli niedawno. A przecież wiesz, jak to wygląda.

- Nie, nie wiem.

- Ty jesteś głupsza ode mnie. – spojrzałam na nią.

- No. – zrobiła głupią minę. – Ej, tu jest Gucci. Chodź, bo widziałam w Mediolanie fajną kurtkę i w końcu sobie jej nie kupiłam.

- I myślisz, że tutaj będzie? Mediolan to Mediolan.

- Oj chodź. – i faktycznie kurtki nie było, jednak była inna, która też jej się spodobała. Znalazłyśmy dla siebie w sumie sporo rzeczy, nie tylko w tym sklepie. Odwiedziłyśmy także m.in. D&G, H&M, Lacoste, C&A oraz Chanel.
Zawsze lubiłyśmy luksus i cieszyłyśmy się, że możemy sobie na niego pozwolić. Wydałyśmy...hmm, bardzo dużo i musiałyśmy wracać. Czekała na nas próba, spotkanie z fanami i koncert.

*

22-23.06. – Siedzieliśmy w Monachium i nikomu nie chciało się nic robić. Dosłownie. Każda z nas wychodziła z pokoju tylko na śniadanie, obiad i kolację. Tak to oglądałyśmy TV, siedziałyśmy w internecie. Ja nawet odpowiedziałam na kilka maili od fanów.

24.06. – Germany – Dresden.

Dobrze, że były dwa dni wolnego, ponieważ w Dreźnie nie miałyśmy nawet czasu, aby spokojnie napić się kawy, czy zjeść obiad. Co chwilę jeździłyśmy na wywiady, sesje i na końcu tzw. meet&greet. Nareszcie dotrwałyśmy do próby, po której miałyśmy godzinę odpoczynku, bezpośrednio przed koncertem.

25.06. – Germany – Leipzig.

Po śniadaniu odbył się wywiad i sesja, która trwała nadzwyczaj długo. Następnie próba i spotkanie z fanami. Odpoczynek i koncert. Nie ma tak lekko. I przypominam, że Kath przestała z nami grać. Nawet już na to nie narzeka. A jutro jedziemy do ginekologa. Ona bardzo długo nie była, bo dobre pare miesięcy i obie dowiemy się o płci naszych dzieci. Boże, jak to śmiesznie brzmi. Ja mam przecież dopiero 19 lat, z resztą Kath tak samo. Będziemy miały dzieci, które będą w podobnym wieku i będą mały tego samego ojca. Super, nie? O ironio.

*

26.06. – Aga i ja wypożyczyłyśmy sobie samochody – dwa BMW X5. Lipsk to miasto, w którym zamieszkała mama Georga. Chłopaki zrobili sobie dwa dni wolnego, przez co Geo pojechał do mamy, aby spotkać się z narzeczoną i przedstawić ją rodzicielce.

- Gotowa? – narzeczeni stali właśnie pod drzwiami p. Listing.

- Nie, ale to nic nie zmieni. Muszę ją poznać. – uśmiechnęła się i zadzwoniła do mieszkania.

- Teraz nie ma odwrotu. Ostrzegam, że moja mama jest dość bezpośrednia.

- Przeżyję. – Aga spojrzała na chłopaka. Po chwili drzwi otworzyła potężniejszej budowy szatynka.

- Guziaczek? – powiedziała na widok syna – Wchodźcie.

- Cześć mamo. – kobieta wprost rzuciła się na chłopaka i zaczęła go ściskać – Mamo, proszę cię.

- Jak cię tu dawno nie było. Już nie przyjeżdżasz do starej matki.

- Nie mów tak, po prostu za dużo pracy ostatnio jest.

- No tak, wolisz jeździć z jakimś tam zespołem po całym świecie zamiast pobyć trochę z mamą.

- Nie jakimś tam zespołem, tylko z The Butterfliez. To zespół mojej narzeczonej.

- Kogo? – zdziwiła się.

- Mamo, to jest Agathe. Oświadczyłem się jej miesiąc temu, a ona mnie przyjęła.

- Dzień dobry. Bardzo cieszę się, że w końcu panią poznałam. Georg bardzo dużo mi o pani opowiadał. – uśmiechnęła się.

- Guziaczek dużo o mnie opowiadał? Na pewno same złe rzeczy.

- Wręcz przeciwnie.

- Zrobię wam herbaty. Poczekajcie. – i wyszła.

- Nie jest taka zła. – Aga.

- Poczekaj jeszcze...

- Więc Agnes – wróciła z kuchni.

- Agathe. – Georg wciął się.

- Przecież wiem. Czyli grasz w tym zespole, tak?

- Zgadza się, jestem tam basistką.

- To taka mało kobieca praca. Da się z tego wyżyć?

- Traktuję to jako hobby, a nie pracę i zarabiam na tyle wystarczająco, aby się z tego utrzymać.

- To dobrze. Kobieta nie powinna żyć tylko z zarobków męża.

- Jestem tego samego zdania, proszę pani.

- Ale Guziu, ty za młody jesteś na ślub. Co ty znowu kombinujesz?

- Mamo, mam już 22 lata, więc nie mów do mnie Guziu, tylko Georg. A co do ślubu to nic nie kombinuję. Kocham ją i wiem, że to jest właśnie TA kobieta, więc na co mamy czekać?

- Co ty wiesz o miłości? Z resztą ty potrzebujesz stabilnej kobiety na żonę, a nie takiej, której nie ma połowy życia w domu. – Aga nie chciała się wtrącać, wiedziała, że są to sprawy między Georgiem, a jego matką.

- Nie obrażaj jej. Wiem dużo o miłości i możesz być tego pewna. – chłopak wstał – A Agathe to jest odpowiednia kobieta dla mnie i ożenię się z nią, czy ci się to podoba, czy nie.

- Synku, czy ty siebie słyszysz? Chcesz skończyć, jak ja?

- Jak ty? Ty z ojcem pobraliście się po zaledwie miesiącu znajomości i to tylko ze względu na to, że zaszłaś w ciążę. I to ty wykończyłaś ojca. Cały czas mu gderałaś, że to i że tamto. Nie skończę tak, jak wy, bo w odróżnieniu od ciebie, umiem zadbać o związek. – zwrócił się do narzeczonej - Kochanie, wychodzimy. – złapał ją za rękę i wyciągnął z mieszkania. – I nie mów, że nie ostrzegałem.

- Ale Georg! – basistka była zdolna zareagować dopiero wtedy, gdy byli już w samochodzie.

- Przynajmniej ty dzisiaj nie zaczynaj. Musiałem tak to zakończyć, bo znam ją i wiem, że w tym momencie mogło być tylko gorzej.

- To jest twoja matka. Nie powinieneś tak postępować!

- A co miałem zrobić? Pozwolić na to, aby obrażała ciebie i wszystko, co jest z tobą związane?

- Cokolwiek by robiła to twoja matka i moim zdaniem postąpiłeś źle. – i na tych słowach zakończyło się. Oboje wrócili do hotelu, gdzie zamieszkał zespół i mimo że mieli wspólny pokój to nie odezwali się do siebie, ani słowem.

*

- Boli mnie kręgosłup. – stęknęła Kath, gdy ładowała się do samochodu.

- A dziwisz się? Chodzisz wygięta, jak królowa Wiktoria.

- Pogadamy o tym, dlaczego tak chodzę za kilka miesięcy.

- Hmm...patrząc, jak ten mój brzdąc się rozwija to będziemy mogły pogadać za miesiąc. – westchnęłam i ruszyłam. Czekała nas droga do przychodni prof. Kleinstein w Magdeburgu.

- A wiesz co? To faktycznie jest zastanawiające, jak dwie ciąże mogą się różnie rozwijać.

- Nie załamuj mnie. – spojrzałam na nią szybko. – A. Wczoraj tak mniej więcej obliczyłam, kiedy mogłam zaskoczyć...

- Zaskoczyć? – zaśmiała się – Zwolnij trochę.

- No wiesz, zajść w ciążę. I wyszło mi, że prawdopodobnie zaszłam w Londynie.

- No i pięknie. Ja zaszłam w jakimś przyklubowym hoteliku.

- Fakt, Tom zawsze wybiera dziwne miejsca. – mruknęłam.

- Nadal jesteś na niego tak potwornie zła?

- Nie no, w ogóle. A co do miejsc to wiesz, że ostatnio chciał uprawiać seks w łazience...i prawie by się udało, ale jakoś tak usiadłam, że wpadłam tyłkiem do umywalki i cała atmosfera prysła. – zaczęłam się śmiać.

- Brakuje ci go. – westchnęła.

- O. Jesteśmy na miejscu. – zmieniłam temat, zabrałam swoją torbę i wyskoczyłam z samochodu. – No chodź.

*

- Pani Braun, proszona do gabinetu. – pielęgniarka.

- A już niedługo pani Kaulitz. – szepnęłam jej do ucha.

- Zamknij się i chodź ze mną. – uśmiechnęła się i pociągnęła mnie za sobą.

- Dzień dobry. – powiedziałyśmy równo.

- Witam. Ostatnio miałam doczynienia z jedną ciążą, a tu proszę mamy teraz dwie. Cudownie. – uśmiechnęła się.

- Zaraziłam się od niej. – zaśmiałam się.

- A to ciekawe. Dobrze, jak się czujesz? – zwróciła się do Kath. – Mamy już VII miesiąc.

- Całkiem dobrze. Dziecko się już potwornie rusza oraz pojawiły mi się niedawno przebarwienia skóry pod pępkiem, ale czytałam, że to jest normalne.

- Tak, one będą się pojawiać jeszcze i będą sięgać spojenia łonowego. Jednak znikną po rozwiązaniu. Ile badań robiłaś podczas trasy?

- Hmm...tak jakoś wyszło, że żadnego.

- Żadnego? – pani prof. Spojrzała uważniej na gitarzystkę – No cóż, jeżeli czujesz się dobrze i następstwa ciążowe następują prawidłowo, więc zapewne nic się nie dzieje, ale ominęło cię najlepsze. Płeć dziecka powinnaś już wiedzieć od dawna. Zaraz to wszystko nadrobimy.

- Już nie mogę się doczekać. – Kath się uśmiechnęła.

- No dobrze. A ty Iso, który tydzień? – zwróciła się do mnie.

- Lekarz, u którego byłam powiedział, że 11., więc teraz już 12.

- III miesiąc mamy. Też ładnie. I jak się czujesz?

- Bolą mnie piersi, dziwnie reaguję na różne zapachy, a poza tym strasznie urósł mi brzuch.

- Każda ciąża rozwija się inaczej, a wszystko inne jest jak najbardziej prawidłowe. Dobrze, obliczały panie przybliżone terminy porodów?

- Nie, a jak można to obliczyć? – Kath.

- Zaraz to zrobimy. Muszą sobie panie przypomnieć, kiedy miały pierwszy dzień ostatniej miesiączki. – i zaczęło się. Takim sposobem dowiedziałam się, że powinnam urodzić koło 26. marca, a Kath koło 11. grudnia. Przeszłyśmy do badań USG. – Słyszycie, jak bije jego serce? – przytaknęłyśmy – O, tutaj jest nóżka, a tutaj druga. I rączkę mamy, główkę. No, no, no, i pokaźnego ptaszka tutaj widzimy. – roześmiałyśmy się, a Kath się rozpłakała i w zupełności ją rozumiem.

- To chłopiec? – zapytała się jeszcze dla pewności.

- Panno Braun, będziesz miała syna do wychowania. – tego wszystkiego nie da się opisać. Pani prof. obserwowała jeszcze przez chwilę malucha z tej bardziej medycznej strony, poczym wydrukowała kilka zdjęć dziecka i wręczyła je Kath. – To nie wszystko, będziesz miała jeszcze na pamiątkę filmik USG, tylko to już trochę dłużej trwa niż zrobienie zdjęć.

- Wspaniale, dziękuję. – wycierała zielony żel z brzucha. Poczekałyśmy i za chwilę Kath trzymała w rękach saszetkę z płytą z filmem USG. Przyszła pora na mnie.

- No to zaraz zobaczymy tego łobuza, który tak szybko rośnie. Włożę tylko nową płytę, aby wszystko się nagrało. Okej, zaczynamy. – kobieta rozprowadziła mi żel na brzuchu i włączyła monitor.

- To jego serce? – zapytałam, gdy usłyszałam dudnienie.

- Dokładnie. Widzicie główkę? – szczerze powiem, że ja widziałam tylko czarne plamki – Tutaj. – wskazała palcem i faktycznie zauważyłam zarys główki.

- A to tutaj? – pokazałam na monitorze.

- To jest nóżka. A tutaj rączka, i druga. I moment, moment. – pani prof. przez chwilę tylko jeździła mi po brzuchu i przyglądała się obrazowi w monitorze – Hmm, ojciec dziecka będzie szczęśliwy...




Zostawiam was w takim momencie, a co! Obiecałam wam, więc notka jest. I musimy bardzo podziękować za to kochanej Eli :*
Przypominam o numerze informacyjnym gg: 1733635.

Image Hosted by ImageShack.us

Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Seria druga - Rozdział 45 - ...wtedy zginę.

poniedziałek, 14.lipca.2008, 23:02
Osoby, które są zainteresowane powiadamianiem o nowych notkach, niech zapiszą lub odezwą się na nr gg: 1733635. Możecie również pisać, gdybyście mieli jakieś pomysły, co do opowiadania, jakieś porady, zażalenia. Zawsze wszystko przeczytam i na pewno z chęcią podyskutuję ;)



- Powinnaś o tym wiedzieć, bo to Tom jest ojcem. – zamarłam.

- On wie?

- Tak. Dowiedział się na początku. Podajże dwa dni po tobie.

- I cały czas to ukrywa?

- Isa...wiem, że to nie jest to, co chciałabyś usłyszeć, ale może spróbuj go zrozumieć...

- Zrozumieć? Jak mogę zrozumieć człowieka, któremu okazuje się, że nie mogę ufać?

- On cię naprawdę kocha. Nie psuj tego po raz kolejny.

- Ja psuję? Przepraszam, ale to ja go okłamuję, czy on mnie? Nie można żyć w wiecznym kłamstwie.

- Przepraszam, nie chciałam, aby tak to zabrzmiało. Masz prawo być na niego zła.

- Co byś zrobiła na moim miejscu?

- Nie jestem na twoim miejscu... jednak gdy musiałam powiedzieć Billowi prawdę to byłam w podobnej sytuacji.

- Bill ci wybaczył.

- To prawda, ale długo miał do mnie i Toma żal, że mu nie powiedzieliśmy. Że ja mu nie powiedziałam.

- To jakiś koszmar. Dlaczego on mi nie powiedział? Naprawdę myślałam, że nic gorszego niż wiadomość o HIV mi się nie przytrafi, a tu proszę. Jeszcze kilka dni temu cieszyłam się, że wszystko tak dobrze się układa. Kupiliśmy dom, kochamy się, zakładamy rodzinę...

- Rodzinę to będziecie zakładać, ale jak... – Kath spojrzała na mnie – Cholera, ty jesteś w ciąży...

30.05. – USA – New York.

Tak, jak było w planach o 10 rano wyjechaliśmy z Bostonu do NY. Czekały nas 4 godziny jazdy, a później dwie sesje zdjęciowe i spotkanie z fanami zaraz przed sondcheckiem i koncertem. Nie było czasu, aby myśleć o problemach.

*
[podkład muzyczny]

- Kath, gdzie Isa? – Tom.

- Poszła gdzieś z Mikiem. Wróci od razu na koncert.

- Miałem nadzieję, że się z nią zobaczę jeszcze przed. – miał już odejść.

- Tom? Musiałam jej powiedzieć. Przepraszam. – Tom się na nią spojrzał.

- Ja pierdolę. – wszyscy ucichli, gdy na ścianie roztrzaskała się pusta szklanka, a po chwili zatrzasnęły się drzwi za dredowłosym mężczyzną.

*

Koncert przebiegł jak zwykle. Po nim było rozdawanie autografów i do hotelu, aby się umyć i przespać.

*

- Musimy porozmawiać. – razem z Tomem weszliśmy do naszego apartamentu.

- Chciałem ci powiedzieć. Już dawno, ale gdy dochodziło co do czego to albo coś nagle przeszkadzało, albo traciłem odwagę. Uwierz mi.

- A pomyślałeś sobie, jaką ja musiałam mieć odwagę, aby ci powiedzieć o HIV? Olbrzymią. Tego się nie pozbędę. Poza tym powiedziałam ci tego samego dnia, kiedy sama się dowiedziałam, a ty? Ty o tym, że będziesz ojcem dziecka mojej najlepszej przyjaciółki wiesz od kilku dobrych miesięcy.

- Przepraszam. Bałem się, że mi nie wybaczysz, że nie zrozumiesz.

- Gdy coś się między wami stało to nie byliśmy razem, więc nie mogłabym ci mieć nic za złe. Boże, Tom...nie rozumiem, po prostu nie rozumiem. – usiadłam koło niego na łóżku.

- Między nami było coraz lepiej, a to stało się tak szybko i niespodziewanie. Bałem się. Cholernie się bałem, że cię stracę.

- Wtedy byś nie stracił.

- Nie zostawiaj mnie. – spojrzał na mnie, a ja oparłabym się mu, lecz skończyłam to szybko i wstałam.

- Muszę. Przynajmniej na pewien czas. Rozstańmy się i przemyślmy wszystko. Potrzebujemy czasu, aby wszystko zapomnieć. – nastała cisza, którą przerwał Tom.

- Kurwa, popełniłem błąd, fakt. Powinienem ci powiedzieć, ale tego nie zrobiłem. Żałuję i to bardzo żałuję, ale już tego nie cofnę. Kocham cię i już dawno obiecałem sobie, że nigdy nie dopuszczę do tego, abyś cierpiała. Nigdy. Tym bardziej przeze mnie. Uwierz mi, że pozwoliłbym ci odejść, gdybym tylko mógł. Po prostu potrzebuję cię do życia, a ty potrzebujesz mnie – chciałam się odezwać – I nie kłam, że tak nie jest, bo widzę to za każdym razem w twoich oczach. Jesteś moim powietrzem bez którego nie przetrwam. Zginę bez ciebie. Ale chcesz czasu, tak? Dobra, ale ile? Miesiąc, dwa? Tylko powiedz mi, że po tym czasie wrócisz i dasz ostatnią szansę, że już zawsze będziemy razem i nic tego nie zmieni. Proszę.

- Trochę czasu. Po prostu trochę czasu. – wzięłam swoją torbę i wyszłam, jednak zawróciłam – Tom? Ja...hmm. Myślałam, że powiem ci to w innych okolicznościach, ale też jestem w ciąży. – wyszłam i szybko skierowałam się do windy. Po drodze minęłam Billa. Pomógł mi. Zatrzymał, biegnącego za mną Toma. Wchodząc do windy, rozkleiłam się. Całkowicie.

[wyłączcie muzykę]
*

- Wiem, że to takie mało romantyczne. Nie mam kwiatów, brak jest wolnej muzyki i pysznej kolacji. – Georg, stojąc z Agą na środku swojego pokoju, trzymał jej dłoń – I mam nadzieję, że mi to wybaczysz.

- Geo, co ty odpierniczasz? – basistka nie wiedziała, co się dzieje. Zrozumiała, gdy ujrzała klękającego przed nią chłopaka – O Boże...Georg.

- Agathe Steckendorf, kocham cię ponad życie i jestem pewien, że chcę być z tobą do końca świata i jeszcze dłużej – z kieszeni wyjął małe, czerwone, kwadratowe pudełeczko – Pragnę, abyśmy założyli prawdziwą rodzinę odjazdowych basistów – tutaj wielki śmiech Agi – i żebyś była panią Listing. Pytanie tylko do ciebie...wyjdziesz za mnie?

- No romantycznej scenerii faktycznie ci zabrakło. – uśmiechnęła się i gwałtownie uklęknęła koło ukochanego – Kocham cię. Zwariowałam przez ciebie i już nie oddam cię nikomu. – pocałowali się gorąco.

- Daj lewą dłoń. – tak, jak powiedział, tak zrobiła i po chwili na jej palcu widniał piękny, duży pierścionek.

*

- No, więc tydzień po waszej trasie zajmiemy się poważnie ślubem, weselem itd. – Bill leżał z głową przy brzuchu Kath i nasłuchiwał każdego ruchu dziecka.

- I będzie trzeba się śpieszyć. W końcu mało czasu zostało. – Kath.

- A tyle rzeczy do zrobienia. Zaproszenia.

- Wesele, suknia ślubna.

- Garnitur. Musimy jeszcze wybrać świadków.

- Chciałam wybrać Isę, ale nie wiem, czy się zgodzi.

- A dlaczego miałaby się nie zgodzić?

- To Isa. Ona ma zawsze jakieś dziwne pomysły. Kogo ty wybierasz?

- Na pewno Toma. Nie mógłbym nikogo innego.

- Mam nadzieję, że do naszego ślubu pogodzą się, bo inaczej będą jazdy.

- Nie wytrzymają długo osobno, zobaczysz. My jednak rozmawialiśmy o naszym weselu.

- Nie chcę mieć dużego wesela. Kameralnie.

- 100 osób.

- 50.

- 0.

- Co?

- W sumie to po co nam jakaś wielka zabawa?

- Bill, w takim razie, co proponujesz?

- Ceremonia zaślubin normalnie w ratuszu w towarzystwie rodziny i tylko najbliższych przyjaciół. I koniec. Bez przyjęcia.

- Ratusz i do domu?

- Do domu, ale już jako żona i mąż. – Czarnowłosy podniósł się i ciepło uśmiechnął do narzeczonej.

- Ta opcja mi się bardzo podoba. Będzie spokojnie i całkiem prywatnie.

- No widzisz. – spowrotem się położył.

- Bill? – chłopak mruknął – Kocham cię.

- Ja ciebie też. Oboje was kocham. – pomasował, poczym pocałował duży brzuszek.

31.05. – USA – Philadelphia.

- Słucham? – zastrzeżony numer dzwonił.

- Isa, nie odkładaj słuchawki, proszę. – mogłam się domyślić, że to Tom.

- Tom, przestań wydzwaniać.

- Naprawdę jesteś w ciąży? – no tak, kiedyś zrobiłam mu już numer, że powiedziałam o ciąży, w której naprawdę nie byłam.

- Tak powiedział lekarz.

- Który miesiąc?

- Trzeci.

- Jak ma się ciąża do HIV?

- Dostałam leki, które mają dać szansę dziecku na nie zarażenie się.

- Tak się cieszę. Będziemy mieli dziecko. – cisza – Kocham cię.

- Wiem to.

- Więc wróć i zostań, bo bez ciebie już nie umiem żyć.

- Tom, muszę kończyć.

- Dobrze, ale obiecaj mi, że będziesz uważała na siebie.

- Obiecuję.

- Wybacz mi. – rozłączyłam się.

*

- Isa, teraz pytanie do ciebie. Potwierdziłaś, że jesteś zarażona wirusem HIV. Czy twoje życie zmieniło się po tym, jak się dowiedziałaś o zarażeniu? – byłyśmy właśnie na wywiadzie.

- Na pewno zaczęłam bardziej dbać o zdrowie, ponieważ moja odporność na choroby nie jest silna. Jednak z wirusem HIV ogólnie żyje się normalnie. Jak na razie przynajmniej.

- A jak zareagowała rodzina, znajomi, Tom? Co tam słychać w waszym życiu?

- Niestety rodzina musiała dowiedzieć się o tym przez telefon, co było dość kiepskim wyjściem. Jednak trwała trasa, przez co nie mogłam spotkać się z rodzicami osobiście. Było ciężko, ale teraz mnie wspierają. I ja to czuję. A co do Toma. Wiecie, że jesteśmy razem i to wam wystarczy. Muszę mieć trochę prywatności.

- Jednak dowiedzieliśmy się też, że kupiliście dom.

- Potwierdzę i więcej wam nie powiem. – uśmiechnęłam się.

- Rozumiem...

*

I jak zwykle. Sesja zdjęciowa, kolejny wywiad, spotkanie z fanami i koncert. Następnie trochę do hotelu i w podróż.

01.06. – USA – Washington.

Gdy dojechaliśmy na miejsce to pierwsze, co zrobiliśmy to było wyjście na miasto, aby pozwiedzać. W Waszyngtonie byłyśmy pierwszy raz, więc postanowiłyśmy poznać tereny. Następnie miałyśmy spotkanie ze śmiertelnie chorą dziewczynką, której marzeniem było spotkanie z nami. Spędziłyśmy z nią kilka bardzo miłych godzin, poczym z ciężkim sercem wróciłyśmy do hotelu.

*

02.06. – Od rana sesja, wywiad, sesja, spotkanie z fanami, wywiad, próba i koncert. Następnie powrót do NY. Mike nas nie oszczędza.

03.06. – USA – New York.

Powrót do "Wielkiego miasta". To tu rozpoczynają się wielkie kariery ludzi i to tu popadają w różne problemy. Miasto klątwa.

A, Tom dzwonił. Bez przerwy.

*

Podczas ponownej wizyty w Nowym Jorku miałyśmy spotkanie w nowojorskim studiu Universal z tamtejszymi menagerami. Spotkałyśmy się tam również z zespołem Jonas Brothers, którego menager chciałby zawrzeć współpracę z nami. Chodzi o stworzenie i nagranie wspólnej piosenki. Na początek jednej.
Mike podpisał umowę i tak 3 dni po zakończeniu naszej trasy JB przylatuje do Niemiec, by zagrać z nami.
Nick, Joe i Kevin, bo tak się nazywają, okazali się całkiem fajnymi chłopakami. Co prawda nieco nieśmiałymi, szczególnie Nick, który jest od nas młodszy o 3 lata, ale po dłuższej rozmowie wychodzi z niego prawdziwa dusza towarzystwa.

*

Koncert przeciętny, ale nie zły. My nie miewamy złych występów. Po show pożegnałyśmy się z amerykańską ekipą koncertową oraz z naszymi autobusami.

*

05.06. – O godz. 6. rano wyleciałyśmy do Europy.



Nowa notka bardzo szybko, jak widzicie. 19. wyjeżdżam na wakacje i będę odcięta od internetu. Jednak przed wyjazdem oddam przyjaciółce gotową notkę, którą wstawi ok. 24. lipca. Wiadomość o nowej notce pojawi się na podanym wcześniej nr gadu-gadu. Pozdrawiam.

Image Hosted by ImageShack.us

Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Seria druga - Rozdział 44 - Koniec bajki.

poniedziałek, 7.lipca.2008, 23:53
Ostrzegam. Nadzwyczaj nudne.



01.05. – China – Shanghai.

- I szczęścia jeszcze. I żebyśmy się szybko zobaczyli. Wszystkiego Naj, Naj, Naj Kochanie. – 8 rano. Tom dzwoni.

- Dziękuję. Gdybym mogła to bym cię teraz mocno ucałowała. – zaśmiałam się.

- Już żałuję. Jak się czujesz, jak trasa?

- Nadal wymiotuję, chociaż tak jakby rzadziej. Po za tym wszystko dobrze. A. Będziemy dzisiaj prawdopodobnie występować bez gitary, wyobrażasz sobie?

- Coś się stało Kath?

- Bobo ją dzisiaj maltretuje. Wiesz, jak kopie? Jakby chciał się przekopać na drugą strony. Jeżeli będzie tak przez cały dzień to Mike odsunie Kath od koncertu. I w zupełności go rozumiem.

- Czyli będę miał piłkarza w rodzinie. – ucieszył się.

- Powiedziałabym, że górnika. Muszę kończyć, bo ktoś puka.

- Jeszcze raz sto lat i pilnuj się tam i tęsknij.

- Nie musisz mi tego mówić. Kocham cię, pa.

- Ja ciebie też.

*

- Wiecie, że dzisiaj urodziny mam? – z uśmiechem od ucha do ucha, latałam po scenie na próbie. Tak, jak wspominałam już. Działałyśmy bez gitary. Gra gitary będzie z playbacku.

- Wiemy! Złożyłyśmy ci życzenia i dałyśmy prezenty o 1 w nocy, pamiętasz? – Aga.

- Dziewczyny, do roboty! – Mike.

*

- Happy Birthday to You!... - usłyszałam w 3 językach (angielskim, niemieckim i chińskim) w środku koncertu od fanów. Miło, prawda?

*

- W takim razie. Sto lat! – Mike uniósł kieliszek z szampanem do góry. Byliśmy już po koncercie. Pojechaliśmy do jakiegoś ekskluzywnego klubu świętować moje 19. urodziny. Stara jestem no. Szaleliśmy do 4 rano. O 8 samolot do Australii. Koncert jutro. Dzięki Bogu.

02.05. – Australia – Sydney.

- Gdzie ona jest? Musimy jechać na wywiad jest już prawie 9. – Mike chodził po recepcji hotelu, czekając na wokalistkę.

- W toalecie. Wymiotuje. – Kaha.

- Znowu? Ile można? – usiadł zrezygnowany na sofie. Po pewnym czasie zespół w komplecie mógł pojechać na spotkanie.

Magdeburg.
- Tak więc, w najbliższych dniach czekają was wywiady, sesje zdjęciowe, pojutrze występ w Viva Live. 6. maja lecimy do Francji. Tam wizyta w MTV, wywiady i sesje. Wracamy 10. 12. jesteśmy w Dani, a 13. w Holandii. 14., 15., 16. i 17. to Londyn. Tak samo, wywiady, sesje, spotkania z fanami i 17. koncert. Bilety zostały oddane do sprzedaży dopiero tydzień temu, jednak do kupienia jest jeszcze tylko kilkadziesiąt sztuk. – Dave wpadł w trans. Tęsknił za Tokio Hotel i za wszystkimi sprawami z nim związanymi. – 18. rano wracamy do domu i macie wolne. 19. lecimy do Belgi, gdzie też dacie koncert. 20. macie tam sesje itp. 21...

- Moment, moment. – Tom.

- No?

- 21. maja mam spotkanie w sprawie kupna domu.

- I dobrze. 21. rano wracamy do domu i macie wolne. 23. macie koncert w Berlinie, 24. w Kolonii, 26. w Monachium, a 27. wylatujemy do Nowego Jorku. Macie tam koncert 28. wieczorem. 29. macie sesje, wywiady, występ w MTV, wieczorem kolacja z Heidi Klum. Natomiast 30. odbędzie się spotkanie z fanami, dwie sesje zdjęciowe i trzy wywiady, wieczorem koncert The BuTTerfliez. – spojrzał na zdziwione, ale i zadowolone twarze podopiecznych. – 31. zaraz po wyjeździe TB wracamy do Niemiec. Dwa dni wolnego i do studia.

- Stare, dobre czasy wróciły. – szepnął Bill.

*

03.05. – Sydney.
Wywiady, sesje, obiad, sesje, wywiad, odpoczynek, koncert. Wylot.

04.05. – Australia – Melbourne.

- Ktokolwiek to ujawnił, zarobił niezłe pieniądze. – Mike.

- Teraz chyba byłoby najlepiej, gdybym to potwierdziła. – odparłam.

- Owszem. Jedziemy teraz na wywiad w telewizji. Na pewno o to zapytają. Dasz radę? – złapał mnie za ramię.

- Dam.

- Dzielna dziewczyna. – przytulił mnie – A teraz zmykaj. Za 5 minut na dole.

*

Sesja zdjęciowa, spotkanie z fanami, obiad, wywiad i przygotowanie do koncertu. Po występie wylot. 2 godziny na francuskim lotnisku. Wylot za ocean, proszę państwa.

06.05. – USA – Chicago.

- Cześć Kotek. – usłyszałam zaraz po naciśnięciu zielonej słuchawki na telefonie.

- Cześć. Co tam w Niemczech?

- Wypytują się mnie o ciebie. W związku z HIV.

- Typowe.

- Ogólnie to ja jestem we Francji teraz. Promocje mamy. A! Tak, jak ustaliliśmy byłem w kilku Agencjach Nieruchomości i wyobraź sobie, że trafiłem. Znalazłem nam piękny, duży dom z wielkim ogrodem, basenem i garażem na trzy samochody. Cena trochę szokuje, ale przeżyjemy. Oglądałem go już i umówiłem się 21. maja na formalności.

- Nie próżnujesz. – zaśmiałam się. – Skontaktowałeś się już z bankiem?

- Już dawno, wczoraj odebrałem kartę do konta. Natomiast i tak uważam, że powinniśmy kredyt wziąć.

- Nie potrzeba. Dzwoniłam do banku i dowiedziałam się, że na konto wpłynęły już twoje pieniądze, natomiast moja część wpłynie lada dzień, tak więc saldo tego konta spokojnie wystarczy na naprawdę duży dom. Tak w ogóle, gdzie ten dom się znajduje?

- Między Magdeburgiem, a Berlinem. Spokojna okolica, cicho, ładny park tam mają. Dom jest na osiedlu, gdzie znajdują się podobnej wielkości posiadłości.

- Brzmi dobrze. A jak tam mój dom? Ochrona się spisuje?

- Spisuje. Nie chcieli mnie wpuścić, dopóki nie przyszła twoja sprzątaczka i nie przekonała ich, że ja to naprawdę ja. Poza tym, zrobiłem przegląd techniczny w corvecie, bo oczywiście ty nie sprawdzasz swojego dowodu rejestracyjnego i nie wiesz, że w nowym samochodzie przegląd robi się, co dwa miesiące.

- Ale ty oczywiście to wszystko wiesz i sprawdzasz, więc ja nie muszę.

- W sumie nie sprawdzałem. Dowiedziałem się, jak dostałem mandat u takiego nie miłego policjanta.

- Dostałeś mandat?

- Bo ten samochód ma za czuły pedał gazu. Przekroczyłem limit prawie o 100km/h.

- Tylko nie zabij mi się tam.

- Tak jest! Słuchaj, muszę iść na jakiś wywiad. Trzymaj się. Kocham cię.

- Ja ciebie też. – sygnał przerywany.

*

No i stało się. Jesteśmy w Stanach. Dostaliśmy 2 wielkie autobusy i bardzo się z tego cieszymy, bo fajne są.
Przeddzień koncertu miałyśmy wolne, więc pochodziłyśmy po sklepach, odpoczywałyśmy, gadałyśmy i takie tam. Z Agą nawet w salonie kosmetycznym byłyśmy i się wypiękniłyśmy, o. A później spać, aby się wyspać. W autobusach nie za bardzo jest to możliwe, a dzisiaj miałyśmy ostatnią na długo noc w hotelowych pokojach.

*

07.05. - Wywiad, sesja, soundcheck, sesja, wywiad, spotkanie z fanami i koncert. Pakujemy się i jedziemy dalej. I tak wygląda normalny dzień w trasie.

09.05. – USA – Oklahoma City.

Jak my to kochamy. Podróż autobusem i opóźnienie. Krótki odpoczynek, szybka próba, spotkanie z fanami i na scenę. Zebranie do kupy i w drogę. Nie ma co czekać.

10.05. – USA – Dallas.

5 godzin za nami. Łatwo poszło. Jednak mało czasu pozostało. Zero odpoczynku. Od razu wywiady, sesje, spotkania z fanami, wizyta w radiu, próba, koncert.

11.05. – USA – Houston.

W Stanach jest fajnie. Wszystko ma kompletnie inny standard. Ekskluzywne w Europie, tutaj jest podrzędne. Bajery rządzą. Dzień wolny. Alleluja.

*

12.05. - Wywiad, sesja, występ w telewizji, próba, spotkanie z fanami, odpoczynek, koncert. O!

13.05. – Mexico – Mexico City.

Prawie cały dzień podróży. Późnym wieczorem dojechaliśmy do hotelu, w którym mogliśmy znowu się wyspać w normalnym łóżku.

*

14.05. – Pół dnia wolnego, gdzie trochę zwiedziłyśmy i trochę się poopalałyśmy, a pół dnia pracującego. Wywiadziki i te inne pierdoły.

*

15.05. – Kolejny wywiad, sesja, występ w telewizji, wizyta w radiu, próba, spotkanie z fanami, odpoczynek i koncercik. Bardzo udany koncercik.

*

16,17.05. – podróż.

18.05. – USA – Los Angeles.

Miasto Aniołów. Świat bajek Disneya. Pięknie oświetlone nocą wieżowce. Kilkugodzinne pościgi policyjne. To wszystko to LA.

*

Dzień wolny. Piękne słońce, zapełniona plaża i żar z nieba. Dzień wylegiwania na piasku właśnie nadszedł.

*

19.05. – Spotkanie z fanami, spotkanie prasowe, wizyta w radiu, wywiad w telewizji, spotkanie z fanami, próba i koncert. Następnie do hotelu, gdzie każdy poszedł spać. O 10 wyjazd z LA.

21.05. – USA – Las Vegas.

Miasto hazardu. Od razu po przyjeździe wczoraj wieczorem pognałyśmy do największego kasyna w centrum. Straciłyśmy więcej kasy niż wygrałyśmy, ale fajnie było.

*

Sesja zdjęciowa w kasynie, oficjalna wizyta w „The Mirage”, spotkanie z fanami, próba i koncert. I do hotelu, aby przespać 3-4 godziny. W drogę-przed nami 24h jazdy.

23.05. – USA – Seattle.

Po przyjechaniu późnym wieczorem dnia poprzedniego wyspałyśmy się w hotelu, poczym rozpoczęłyśmy pracę.

*

24.05. – Dzień przed koncertem miałyśmy niemal wolne. Po południu odbyło się spotkanie z fanami, soundcheck, wieczorem koncert i spać do hotelu.

*

25.,26.05. – podróż.

27.05. – USA – Chicago.

I ponownie Chicago. Dzień przed koncertem całkowicie wolny. Kontaktowałyśmy się z chłopakami, bo w dniach wcześniejszych miałyśmy mało czasu, z resztą oni też nie mają go za dużo. Tom kupił dom, ten o którym mówił. I czekamy teraz na wszystkie dokumenty, akty własności i księgę wieczystą. Czasami nie mogę uwierzyć w to, że wszystko układa się tak wspaniale. Będziemy mieli z Tomem dom, nasz własny. A z tego, co się dowiedziałam to nie będziemy mieszkać sami w tym domu. Już niedługo.

29.05. – USA – Boston.

Wywiad, sesja, spotkanie z fanami, odpoczynek, próba i koncert. Jutro zobaczę się z Tomem. Nareszcie.

*

- Mogę? – Kath weszła do mojego pokoju. Byliśmy po koncercie w hotelu. Do NY wyjeżdżamy jutro o 9.

- Jasne. Co tam? – uśmiechnęłam się do niej lekko.

- Pamiętasz, jak przyrzekłyśmy sobie, że nie będziemy miały przed sobą tajemnic i że nie będziemy się okłamywać?

- Czy coś się stało, Kath?

- Tak, okłamałam cię.

- Ty mnie? W jakiej sprawie?

- Dałam mu czas, aby sam ci powiedział. Nie zrobił tego, a ja nie mogę już wytrzymać z myślą, że nie wiesz, kto jest prawdziwym ojcem mojego dziecka.

- Ustaliłyśmy, że to nieważne.

- A jednak powinnaś wiedzieć, bo to Tom jest ojcem. – zamarłam. Znowu coś ukrył, znowu oszukał.

Image Hosted by ImageShack.us

Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Seria druga - Rozdział 43 - Zgadzam się.

niedziela, 15.czerwca.2008, 22:26
Długo, długo, jak cholera. I powracam. Tak, właśnie.



- Mike, błagam. Chociaż 2 godzinki wolnego. Prooooszę. – właśnie rozgościliśmy się w hotelu w Hiszpanii. Za oknem było widoczne piękne słońce, sztuczne jezioro i sztuczna plaża, na której opalało się dużo ludzi, co nie było częstym zjawiskiem w kwietniu, ponieważ zazwyczaj temperatura w tym miesiącu była o wiele niższa. Soundcheck mamy mieć 2 godziny przed koncertem, który jest o 19:30. Mamy 13, żadnych wywiadów, a Menager chce, abyśmy jechały na miejsce koncertu i zapoznały się z nim.

- Chcę, abyście pojechały na stadion.

- Kurna, po co?! Po cholerę mam oswajać się z tutejszą sceną? Scena, jak scena i zrobię to podczas próby. Błaaaagam...chcę iść się poopalać.

- Znowu myślisz tylko o sobie. – spojrzał na mnie.

- Nieprawda! Zobacz, Kath jest już chyba w 5. miesiącu ciąży, więc odpoczynek jej dobrze zrobi. No, Mike.

- Dobra. – uśmiechnęłam się – Kath zostaje i idzie na plażę, a my jedziemy. Ani słowa więcej.

- Wiesz co? Pieprzę cię. Siłą mnie nie zaciągniesz! – wyszłam, trzaskając drzwiami i poszłam do Kath.

- Idziemy na plażę, moja panno. – zakomunikowałam.

- Mamy wolne?

- Ty tak, a ja zwiewam od Mike’a. Idziesz?

- Tak.

*

Cztery dziewczyny z The BuTTerfliez plus czterech chłopaków z Tokio Hotel wygrzewało się na madryckiej, sztucznej plaży. Niemal nagie ciała na leżakach, 30 stopni w powietrzu, kolorowe drinki oraz butelki z piwem na stoliczkach i paparazzi w krzakach. Gdyby nie ten ostatni punkt, życie byłoby jak z bajki.

- Idziemy do wody? – Tom.

- Jeszcze nie. – Kath i Bill.

- Isa? – Dred.

- Tak. Zaraz się rozpuszczę. – wstałam, poprawiłam bikini, zrobiłam sobie kucyka i skierowałam za Tomem do wody.

*

- Poszłabym do nich, ale patrząc na to, jak się ze sobą bawią to wolę im nie przeszkadzać. – Aga.

- Tylko żeby z tej zabawy żadnych dzieci nie było. Jedno nam wystarczy. – Kath. – Jak tak dalej pójdzie to za dwa miesiące będę wielkości szafy.

- Uroki ciąży. – Kaha.

- Martw się o to, abyś wytrzymała jeszcze ponad 2 miesiące. Trasa kończy się 7. lipca. – Aga.

- W którym będziesz wtedy miesiącu? – Georg.

- Eee...coś koło połowy siódmego.

- Chyba sobie żartujesz, że pozwolę ci wtedy występować na głośnych, zakurzonych, zadymionych, niebezpiecznych koncertach. Co to, to nie. – Bill.

- A bo ty masz dużo do gadania. To jest nasza ostatnia na dłuższy czas większa trasa. Muszę grać do końca.

- Sratatata. Jesteś gotowa na to, aby urodzić na scenie?

- Oj, od razu rodzić na scenie. Urodzę terminowo, więc się nie martw.

- Kto ci tak powiedział? Ten brzdąc? – wskazał palcem na jej brzuch, a Kath rozejrzała się dookoła.

- Przynajmniej sprawę z ojcem dzidziusia mam rozwiązaną. Jutro w każdej gazecie będą pisać, że Bill Kaulitz będzie miał dziecko. Wspaniale.

- Przynajmniej oficjalnie pojawię się w twoim życiu.

- Już dawno pojawiłeś się oficjalnie. – szepnęła.

*

- Zostaw mnie ty brutalu! – śmiejąc się, próbowałam uciec Tomowi.

- Nie ma tak dobrze. – złapał mnie w tali i odwrócił do siebie – I co teraz?

- A co ma być? Rutyną byłoby, gdybyśmy się pocałowali?

- Lubię taką rutynę. – uśmiechnął się i pocałował mnie.

- Ej, ej. Co te twoje rączki tam majstrują, co? – nawet nie zdążyłam zareagować, kiedy w dłoni Toma wysoko nad moją głową zaczęła powiewać moja góra od bikini. Odrzucił je za siebie. – A...mój kostium. Ulubiony. Najładniejszy.

- Kupię ci inny. – szepnął i zaczął całować moja szyję.

- Tom, nie tutaj. Kurna, jak ja teraz niby wrócę z gołymi cyckami, co? – spojrzałam na niego. – W krzakach jest mnóstwo facetów, którzy tylko czekają na to, aby zrobić mi zdjęcie toples.

- Nie pozwolimy na to. – mruknął, składając na czubku mojego nosa całusa.

- Zanieś mnie do naszych leżaków. – chłopak wziął mnie jeszcze w wodzie na ręce tak, że piersi miałam całkowicie wgniecione w jego klatkę piersiową. Fakt faktem, nie było nic widać.

- Georg, podaj nam tę białą koszulkę.

- Twoją, czy Isy?

- A to ja tu stoję z gołymi cyckami, czy ona? – Tom wyglądał, jakby zaczął myśleć nad sensem wypowiedzianych przez siebie słów – Fakt. Nie odpowiadaj.

- Czy naprawdę tak bardzo podniecacie się nawzajem, że musicie robić to w miejscach publicznych? – Kaha.

- Nawet nie zauważyłam, kiedy mi ten stanik odwiązał, więc nie gadaj na mnie. – mruknęłam, zakładając ostrożnie bluzkę. – Nienawidzę chodzić bez biustonosza. I jak ja teraz wyglądam? Cycki mi zwisają. Pójdę chyba na jakąś operację plastyczną, czy coś.

- Wyglądasz podniecająco. – usłyszałam zaraz przy uchu, a na brzuchu poczułam duże dłonie Toma.

- Nie mogę z wami. Po prostu nie mogę. – Kath.

- I pomyśleć, że omijali się tak, przez jakieś pół roku. – Georg.

*

Równo o 17:30 wszyscy byliśmy w hali koncertowej, gdzie na tamtejszą chwilę odbywała się próba dźwięku.
O 19:30 wkroczyliśmy na scenę. Najpierw samo The Butterfliez, a później dołączyło do nas Tokio Hotel. Nie, nie pomyliłam się. Wczoraj wieczorem Mike dostał telefon od David’a. Universal po tym, jak zaczęli w dosłownie kilka dni dostawać miliony listów, maili od starych i nowych fanów i dużą ilość propozycji udziału w programach, koncertach, sesjach zdjęciowych z Europy oraz Nowego Jorku, postanowił dać jeszcze jedną szansę chłopakom na to, aby Tokio Hotel dumnie wróciło na rynek i kontynuowało to, co potrafi najlepiej. Tym samym Bill, Tom, Georg i Gustav muszą wrócić po koncercie w Pradze 25. kwietnia do Niemiec.

15.04. – Italy – Rome.

Ogólnie pobyt w Rzymie był krótki. W sumie dolecieliśmy, pojechaliśmy na próbę, po jakimś czasie był koncert i już. Pojechaliśmy do hotelu, gdzie spaliśmy do 9 i znowu: zbieranie się do kupy, lotnisko, wylot i lądowanie w nowym miejscu.

16.04. – Italy – Milan.

Mieliśmy 2 godziny wolnego. Nie mogłyśmy z dziewczynami nie zrobić zakupów w Mediolanie. Przecież to Mediolan, tam trzeba iść na zakupy.

*

Sesja zdjęciowa, wywiad, występ w telewizji, próba, chwila oddechu, koncert. I znowu koniec. Kilka godzin w hotelu i wylot.

17.04. - Switzerland – Zurich.

W Szwajcarii było o wiele chłodniej niż w Hiszpanii czy we Włoszech. W ruch poszły ponownie cieplejsze kurtki i litry gorącej kawy i herbaty. TB miało tutaj aż 5 sesji zdjęciowych i jeden wywiad. Przed koncertem odbyła się jedynie szybka próba dźwięku i od razu koncert. Wszystko wyszło perfekcyjnie. Jak zawsze.

18.04. – Italy – Rome.

I ponownie Rzym. To samo miasto i ten sam stadion. Zaczynały się te dni, w których wszyscy zaczęliśmy odliczać godziny do powrotu chłopaków do Niemiec. Teraz, kiedy wszystko zaczęło się układać oni muszą nas zostawić. Oczywiście cieszymy się, że TH dostało jeszcze jedną szansę. Przecież o to nam chodziło, prawda? Po prostu jest żal, cholernie żal się rozstać na 1,5 miesiąca.

*

Dzień, jak dzień. Koncert, jak koncert. W takim razie idziemy dalej.

19.04. – France – Paris.

- Nie po to wyciągnąłem cię na zakupy, abyś mi marudziła. Isa, skup się, błagam! – Bill wychodził już totalnie z siebie.

- No, ale zaręczyny? Już? Wasz związek nawet miesiąca nie ma.

- Ale dziecko ma ponad 5 miesięcy i urodzi się już niedługo. Chcę, aby urodziło się w normalnej rodzinie, a przygotowania do ślubu też będą trochę trwały.

- Kath nigdy nie chciała wielkiego ślubu. A gdzie będziecie mieszkać?

- Kupię dom.

- Hmm...ten jest ładny. – wskazałam na pierścionek z jakimś kamieniem. Pani, która nas obsługiwała od razu podała go nam.

- Dziękuję. – Bill spojrzał się na mnie.

- Jestem ci to winna. Z czego jest ten pierścionek?

- Jest to białe złoto z czystym brylantem.

- Jest idealny. Tylko czy będzie pasować? – Bill.

- Mnie się pytasz? Ja mam grubsze dłonie od Kath, więc na mnie nie patrz. – mruknęłam.

- Ona ma chyba 10-kę. Będzie taki pierścionek w takim rozmiarze?

- Już sprawdzę. – ekspedientka po chwili wróciła z małym pudełeczkiem w dłoni. – Jest.

- Genialnie. Biorę go. – na twarzy 19-letniego chłopaka pojawił się szeroki uśmiech.

*
[do posłuchania]

- Kocham Paryż. – te same osoby, to samo miejsce, inny wieczór.

- Tutaj jest jakaś tajemnicza magia. – Czarnowłosy. Kath przybliżyła się delikatnie.

- Kocham cię. – szepnęła zaraz przy jego uchu.

- Wiem. – spojrzała się na niego – Widzę to w twoich oczach.

- Jaka ja byłam głupia pozwalając ci wtedy odejść. Powinnam cię mocno trzymać i walczyć o ciebie.

- Nieważne jest kiedyś, ważne jest teraz i to, co będzie. A to jest bardzo ważne. – siedzieli okrakiem na ławce, aby być naprzeciwko siebie. Byli blisko.

- Bill...

- Cii... – przysunął się bliżej niej, a w kieszeni odszukał małe pudełeczko. Czuł, że to jest właśnie ten moment. Ten najodpowiedniejszy. Wyciągnął delikatnie swoją dłoń i spojrzał w jej zdziwione oczy. – Kath, wyjdziesz za mnie?

- Ja...

- Wiem, że jesteśmy ze sobą bardzo krótko, ale przemyślałem wszystko.

- Nie chcę, abyś robił to wszystko z powodu ciąży.

- Ciąża była tylko jednym z wielu powodów. – uśmiechnął się.

- Zgadzam się. – z prawej strony pięknie oświetlona wieża Eiffla, z lewej wielka, zmieniająca kolory fontanna, a po środku ławka, na której dwóch młodych ludzi namiętnie się całowało. Nikt nie był w stanie rozpoznać w nich gwiazd muzyki. W tej chwili byli po prostu zwyczajnymi ludźmi, którzy właśnie się zaręczyli. Mają 19 lat. Czy wszystko nie dzieje się za szybko?

*

20.04. - Drugi koncert w Paryżu. Zupełnie inny. To był szczególny czas. Każde wykonanie piosenki było lepsze niż zazwyczaj, każde wypowiedziane słowo było piękniejsze niż zazwyczaj, każdy okrzyk fanów był cudowniejszy niż zazwyczaj. Czy to ta tajemnicza magia Paryża, czy nastrój jaki udzielił nam się po zaręczynach Kath i Billa? Wszystko było piękniejsze od tej chwili.

*

21.04. – 8. rano.
- Co się dzieje? – zaspany chłopak z dredami stanął w progu łazienki. – Znowu?

- Tom...boję się. – szybko podszedł do swojej dziewczyny, kucnął przy niej i przytrzymał jej włosy, kiedy ona po raz kolejny zwróciła głowę w stronę klozetu.

- Będzie dobrze. Zobaczysz. – wolną dłonią masował jej plecy i spokojnie czekał aż skończy.

22.04. – France – Lyon.

Wizyta we francuskim MTV, 3 wywiady, próba i koncert. Mało czasu, dużo roboty. Tak by każdy to nazwał. Po koncercie każdy zmęczony skończył w swoim łóżku w hotelu. Pół dnia następnego wolne, a następnie spakowanie się i przelot do następnego kraju.

24.04. – Hangary – Budapest.

Praca, praca, praca. Sesje, wywiady, spotkania z fanami, z prasą. Chwila odpoczynku, aby następnie pojechać na próbę dźwięku i koncert. Dobrze się stało, że cały dzień był zapełniony. TH miało jutro nas opuścić, przynajmniej nie mieliśmy czasu na to, aby o tym myśleć.

25.04. – Czech Republik – Prague.

To tu. Teraz w głowie każdego z nas kłębiła się tylko myśl o tym, że trzeba się wieczorem rozstać. Staraliśmy się przez cały dzień trzymać razem, czasem rozdzielaliśmy się na pary, aby móc spędzić trochę czasu też z tą ukochaną połówką.

*

Koncert był niezwykły. Odbyło się oficjalne pożegnanie Tokio Hotel. Od tej pory podczas tej trasy koncertowej na scenie gościć będzie tylko jeden zespół. Jak na razie to koniec zespołu.

*

- Tom, kocham cię. Pamiętasz o tym, prawda? – samotne łzy spływały po moich policzkach, gdy żegnałam się z Tomem na lotnisku.

- Nie żegnaj się tak, jakby miał to być ostatni raz, kiedy jesteśmy razem.

- Będziemy do siebie dzwonić, pisać. Wszystko, co możliwe. – przytuliłam się jeszcze mocniej, bo ochroniarz chłopaków kazał im już iść.

- Tylko uważaj na siebie i mów mi wszystko, co się z tobą dzieje. Błagam.

- Idź już. No idź. – odepchnęłam go lekko i się odsunęłam. Podniósł swój plecak i ruszył do przejścia celnego. Zaraz przed bramką odwrócił się i uśmiechnął szeroko.

27.04. – Japan – Sapporo.

Przed nami Japonia i dwa inne koncerty niż zazwyczaj. Koncerty wchodzące w skład występów na gali The Dome. Miałyśmy spotkać się tutaj ponownie z Avril, ale rozchorowała się i jej Menager postanowił, że zostanie w domu, w USA.

*

Brakowało nam chłopaków. Zrobiło się spokojniej i nudno. Jednak natłok pracy, jaki zafundował nam Mike, nie pozwalał, abyśmy myślały tylko o jednym.

*

Od rana były przygotowania do gali. Rano próby dźwiękowe, później wybór strojów na czerwony dywan i na występ. Fryzjer, kosmetyczki i takie inne pierdoły. Gdyby nie to, że jesteśmy nominowane w trzech kategoriach, w których oczywiście wygramy, bo nie ma innej opcji plus nagroda za najlepszy występ na gali. Z tym ostatnim będzie trochę trudniej, ale damy radę.

*

A na czerwonym dywanie znowu spotkanie innych gwiazd show-biznesu. Z jednymi się lubimy, z drugimi nienawidzimy, ale o to właśnie chodzi.

*

Występ genialny, dwie statuetki zdobyte. Trzecią zabrało nam Linkin Park, no ale cóż. Nie lubimy ich od tej pory. Okej, żartuję.
Nagrody za najlepszy występ też nie dostałyśmy. Do dupy jest to Sapporo.

28.04. – Japan – Tokio.

W Tokio normalny koncert. Scena należy tylko do nas, próby dźwiękowe skupiają się tylko na nas. To i tak nie znaczy, że padłyśmy plackiem na kanapę i się nudziłyśmy. Od rana latałyśmy od jednego studia do drugiego. Aż w końcu została nam sama hala. Rewelacyjny koncert, choć bez TH.

29.04. – Japan – Saitama.

Tutaj wszystko szybko, zwięźle i na temat. Przyjechaliśmy, przygotowaliśmy się, pożegnaliśmy i odjechaliśmy. Tylko tyle, bo tak naprawdę tak to wyglądało.

01.05. – China – Shanghai.

Image Hosted by ImageShack.us

Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Seria druga - Rozdział 42 - Wierzysz?

niedziela, 13.kwietnia.2008, 00:39
- Chodź na spacer.

- Nie chce mi się.

- Oj no chodź. Mamy prawie godzinę wolnego.

- Bill, nie chce mi się iść na żaden spacer. Doceniam twoje dobre chęci, ale boli mnie głowa.

- No właśnie. Przewietrzysz się i to ci dobrze zrobi. No Kaaaaath...

- Nie.

- Mam cię prosić na kolanach? Dobra. – chłopak uklęknął przed dziewczyną i złożył ręce, jak do modlitwy.

- Wstawaj głupku i podaj mi kurtkę. – lekko się uśmiechnęła.

- No. I tak ma być. – Czarnowłosy w podskokach przyniósł dwie kurtki i jedną z nich podał towarzyszce. Ubrali się, zamknęli pokój gitarzystki i poszli na spacer po Paryżu.

*

- Może się czymś zatrułaś? – zaniepokojony chłopak stał pod drzwiami łazienki, słysząc co chwilę odgłosy wymiotowania.

- Jadłam sałatkę dzisiaj rano... – powiedziała i zwróciła głowę ponownie nad sedes.

- Isa, może ja wezwę Mike'a. Wymiotujesz od pół godziny, a to jest niebezpieczne, tym bardziej, że twój organizm dosyć szybko się męczy.

- Nie przesadzaj. Już mi lepiej. – drzwi się otworzyły, a Dredowłosy ujrzał trochę bladą dziewczynę.

- Dobra. Połóż się, a ja załatwię jakąś miętę, czy coś. – wykręcił numer do hotelowej restauracji. Nikt nie odbierał. – No to sam po nią pójdę. - Uśmiechnął się lekko i ściągnąwszy złotą narzutę z ich dużego łóżka, wyszedł z pokoju. W restauracji hotelu musiał się trochę naczekać na zamówienie, gdyż zaczęła się właśnie pora obiadowa i większość gości przyszło się pożywić. Jednak po 10 minutach niósł ostrożnie tacę z filiżanką, w której parzyły się zioła. Jego droga skończyła się pod windą, gdzie niemal cała zawartość naczynia wylała się na tacę.
- Georg, ty Gargamelu jeden! Wylałeś mi miętę. – oburzył się na przyjaciela.

- Sory, nie zauważyłem cię.

- Kupię ci okulary na urodziny. Zobaczysz. Kur*a. I teraz będę się musiał wracać. – odwrócił się i skierował ponownie do restauracji. Basista go dogonił.

- A tak w ogóle. Po co ci mięta?

- Isa się chyba czymś zatruła i wymiotuje co chwilę. Mięta podobno pomaga.

- Czyli dzisiaj mamy rozrywkowy dzień. A. Widziałem się z Mike'iem po drodze i kazał przekazać, że przed koncertem będzie tylko krótkie sprawdzenie sprzętu i dźwięku. Przekaż Isce, Kath i Billowi, jak ich spotkasz.

- A nie ma ich w pokojach? – zdziwił się, podchodząc do baru – Poproszę jeszcze jedną miętę.

- Już podaję. – młoda blondynka zabrała od niego zalaną tace i zaniosła do kuchni.

- Byłem tam, ale ich nie zastałem. Znowu się pewnie szlajają gdzieś.

- Bill w końcu ją zamęczy. Co chwilę spacerki, siedzi u niej całymi dniami, odpocząć jej nie da.

- Spacery na pewno dobrze jej robią. Z drugiej strony, ciekawe kogo jest to dziecko, hę?

- Nie wiem i chyba to nie jest nasza sprawa.

- Racja, ale ciekawe, czy Bill wie. W końcu coś chyba między nim a Kath jest, więc wydaję mi się, że powinien wiedzieć.

- Nic między nimi nie ma. Wiedziałbym to. Bill nie ma przede mną tajemnic.

- Proszę, mięta dla pana. – odebrał nową tacę od tej samej dziewczyny, co poprzednim razem i skierował się do windy.

- Nie wiem, czy powinieneś być tego taki pewny. – usłyszał od Georga.

- Wiesz coś? – stanął.

- Nie wiem, ale uświadom sobie, że ty i Bill dorastacie, zaczynacie własne życie i nie jest już tak jak kiedyś.

- Ty. Weź idź do jakiegoś psychiatry, czy coś. Dziwnie jesteś, taki nie georgowy. Jest winda, jedziesz? – weszli do windy i już do końca stali w ciszy. Rozeszli się do swoich pokoi.
Tom, widząc, że jego dziewczyna zasnęła, postawił tacę na stoliku, zdjął jej ostrożnie buty i przykrył. Położył się po drugiej stronie łóżka i odwróciwszy się do dziewczyny, gładził ją delikatnie po policzku, a jego usta wygięły się
w lekkim uśmiechu.

*
[do posłuchania]

- Paryż jest piękny. – Bill razem z Kath siedzieli na jednej z ławeczek przed wieżą Eiffla.

- Paryż to miasto miłości. – szepnęła, kładąc dłoń na swoim zaokrąglonym brzuchu, czując już po raz kolejny w tym dniu lekkie poruszenie w jej ciele. Kilka dni temu ta mała osóbka zaczęła się powoli poruszać, dając do zrozumienia dziewczynie, że teraz będzie mogło pokazać na co je stać.

- Słyszałem, że właśnie tutaj może stać się dosłownie wszystko.

- Daj rękę. – powiedziała.

- Co?

- Daj rękę. – złapała jego dłoń i położyła dokładnie w tym miejscu, gdzie przed chwilą poczuła lekkie kopnięcie. I znowu. Oczy chłopaka zalśniły, a na usta wkradł się szeroki uśmiech. Położył drugą dłoń do jej ciała, aby czuć mocniej. Wyraźniej.

Czy to możliwe,że Pan Którego Mogłabym Pokochać
Jest już w moim życiu..
Tuż przede mną..
Ale może jakoś utajony...

- Niesamowite. – szepnął.

- Lecz prawdziwe. – uśmiechnęła się.

- To Tom powinien to czuć. – spojrzał na nią.

- On się nie liczy. To tylko jego plemnik. Dziecko będzie moje. Nikogo więcej.

- Nikogo?

- Tom nie będzie jego ojcem. Będzie miał własną rodzinę, a ja własną. I tego się trzymajmy.

Kto nie tęskni za ciepłym uściskiem?
Kto wie jak kochać bez słów?
Kto mi powie czemu jestem sama?
Skoro każdy ma swoja przyjazną duszę...

- A...jeśli...ja bym nim został?

- Kim? – spojrzała na niego uważniej.

- Ojcem twojego dziecka...

- Ja... – zamarła.

- Nic nie mów... – delikatnie ją pocałował, a po chwili spojrzał głęboko w oczy.

- Bill...ja nie będę jak ona.

- Jak ona, czyli jaka? – szeptali.

- Nie wskoczę ci do łóżka. Potrzebuję stabilności.

- I chcę nam ją dać. I wcale nie chcę, abyś była jak ona. Nie pasuję do takiego typu dziewczyn. Pragnę osoby, którą będę mógł stopniowo dokładnie poznawać. Osoby, dla której nie liczy się seks, ale uczucie.

- Już raz odszedłeś.

- I zrobiłem błąd. A teraz jestem gotowy na to, aby zająć się tobą i dzieckiem.

- Rodzina to odpowiedzialność.

- Odpowiedzialność, na którą jestem gotowy.

- To nie jest takie proste.

- Daj nam szansę.

Większość związków zdaje się być przejściowymi..
Choć wszystkie są dobre brakuje tego jednego stałego...


- Dobrze.

- Uda nam się. Zobaczysz. – przytulił ją.

- Obyś się nie mylił.

- Przyłóż tu rękę. – wziął jej dłoń i położył na swojej lewej piersi. – Czujesz? – przytaknęła. – A teraz spójrz mi w oczy i uwierz, a wtedy zawsze będę.

- Wierzę.

- Więc będę. – pocałował ją w czoło i ponownie objął.

*

Dwie godziny przed koncertem pojawiliśmy się na hali koncertowej i odbyło się szybkie sprawdzenie sprzętu. Kath trochę gorzej się czuła, więc Tom, który był wyuczony gry do każdej naszej piosenki był cały czas gotowy na to, że w pewnym momencie będzie musiał ją zastąpić. Na szczęście, gdy posiedziała trochę w ciszy i napiła się ciepłej herbaty, wszystko było, jak zawsze i jej gra towarzyszyła nam przez cały występ. Oczywiście, paryscy fani jak zwykle nas nie zawiedli i szaleli kilkutysięcznym tłumem w każdej sekundzie naszego show. Po wszystkim były autografy, prysznice i wróciliśmy do hotelu, aby tam obejrzeć nasze 2 nowe autokary, którymi będziemy podróżować aż do koncertu w Hiszpanii. Wszystkie nasze rzeczy zostały zapakowane, a każdy z nas tylko przebrał się w jakieś piżamy i poszedł spać.

05.04. – France – Lille.

Dojechaliśmy pod hotel, gdzie zjedliśmy obiad i wzięliśmy prysznic. Następnie odbył się wywiad do francuskiego magazynu dla nastolatków i pojechaliśmy na miejsce koncertu. Znowu było przygotowanie sprzętu, próba dźwięku. Rozpoczęcie show. Niestety w połowie koncertu, Mike zdjął Kath ze sceny i wstawił za nią Toma. Dziewczynie kręciło się w głowie i robiło się duszno. Pozostała część występu odbyła się bez problemu. Po wszystkim przyszła pora na autografy, w których Kath już uczestniczyła, prysznic i władowanie się do autokarów.

06.04. – Belgium - Werchter.

Podczas tego koncertu Kath nawet nie dotykała gitary. Na scenę wyszła tylko na chwilę, aby się wytłumaczyć, poczym wróciła do autokaru razem z Mike'iem, gdzie cały czas leżała w łóżku. Otóż okazało się, że się przeziębiła podczas spaceru w Paryżu, dlatego ze względu na jej ciążę menager zdecydował się zostawić ją w łóżku.

07.04. – Holland – Nijmegen.

Miałyśmy wywiad, na którym zabrakło Kath. Z resztą tak samo było na koncercie. Tom ponownie robił nam za gitarzystę, a damskiej części naszych fanów, chyba zbytnio to nie przeszkadzało. Na koncertach zaczęły pojawiać się transparenty nie tylko skierowane do TB, ale i do TH. Nasza "kampania" działała.

08.04. – France – Nantes.

Mimo że gitarzystka przekonywała nas o tym, że czuje się już doskonale i spokojnie może wrócić na scenę, Mike wolał przetrzymać ją jeszcze jeden dzień w łóżku, aby na pewno doszła do siebie.
Koncert był niesamowity, tym bardziej, że w pewnym momencie ujrzeliśmy transparent rozciągnięty na całą szerokość hali z napisem 'K. Nantes jest z tobą.'. Fani z Francji są niezwykli i całe TB jest dumne, że ma tam fanów.

09.04. – France – Lyon.

Miałyśmy tam dwa wywiady i sesję zdjęciową. Następnie przygotowanie do koncertu i nareszcie występ w pełnym składzie.

10.04. – France – Toulouse.

Tam mieliśmy dzień wolnego, który spędziliśmy na zakupach i odpoczywaniu, aby następnego dnia odpowiedzieć na pytania do wywiadu z francuskiego radia. Wieczorem odbył się normalnie koncert, po którym bardzo długo rozdawałyśmy autografy. Każdy wziął szybki prysznic, aby następnie utonąć pod kołdrą w autokarze i odjechać do kolejnego miejsca.

12.04. – France – Amneville.

Tutaj odbył się nasz jeden z ostatnich koncertów we Francji. Z resztą odbył się z lekkim opóźnieniem, ponieważ mieliśmy lekkie kłopoty z dostaniem się na halę. Ale to nie jest ważne. Ważne jest to, że fani wytrwale czekali i nas nie zawiedli. Wszyscy bawiliśmy się wyśmienicie. Iść spać mogliśmy dopiero ok. 2 w nocy. Nikt z tego nie zrezygnował.

13.04. – Spain – Madrid.

*
Dobiliście mnie ilością komentarzy pod poprzednią notką.

Image Hosted by ImageShack.us

Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Seria druga - Rozdział 41 - Tour.

poniedziałek, 31.marca.2008, 22:15
Pisane przy:


23. 03. - Finland – Helsinki.

Cała droga minęła im szybko. Sądząc, że w Niemczech i Polsce było zimno, mylili się. W Finlandii było mnóstwo śniegu i chyba minus 20 stopni. Jednak nie przeszkodziło to fanom zespołu w czekaniu na nich godzinami pod hotelem i halą koncertową.
Na koncercie był komplet ludzi i wszystko poszło w porządku. No może oprócz tego, że Georgowi, który przechodził sobie podczas koncertu przed barierkami, jakieś dziewczyny wyrwały trochę włosów. A. I jeszcze oprócz tego, że gdy Kaha grała na perkusji to jedna z pałeczek wyślizgnęła jej się z ręki i poleciała tak daleko, że aż trafiła w jednego z kamerzystów, który przez to spadł ze sceny. Mogłabym jeszcze wspomnieć o tym, że Aga upuściła sobie na stopę bas i przeklinała przez cały występ. Ale nie. Nic specjalnego w Finlandii się nie działo.

24. 03. - Sweden – Stockholm.

Pogoda taka sama, jak w Finlandii. Cały ich pobyt tam był spokojny. Dziewczyny dały jeden wywiad i miały sesję fotograficzną. Koncert jak koncert. Wyjątkiem był fakt, że pod koniec piosenki TH na występie, chłopaki wyszli ze swoimi instrumentami. Kaha oddała Gustavowi perkusję. Tak zagrali na jedną perkusję, dwie gitary, dwa basy i dwa głosy drugą piosenkę autorstwa Tokio Hotel 'Geh', którą dzień wcześniej Isa omawiała z Billem. Fani szaleli. 5 godzin po koncercie byli w drodze do kolejnego miasta.

26. 03. - Norway – Oslo.

Zespół miał podobną sytuację, co w Rosji. Dojechali godzinę przed koncertem. Odbyła się tylko szybka próba dźwięku. Przygotowali się i było trzeba zaczynać show. Plan był identyczny i występ zakończyli dwoma piosenkami TH. Po umyciu się i spakowaniu przez ekipę całego sprzętu pojechali na lotnisko, gdzie godzinę później odlecieli do następnego państwa.

28. 03. - Denmark – Copenhagen.

Mieli pół dnia wolnego, który spędzili na szybkich zakupach po duńskich butikach odzieżowych. Wrócili późno i niemal od razu poszli spać. Rano odbyła się próba, gdzie odkryto, że ukradziono zaspołowi 2 mikrofony i 3 pasy do Gibsona. Mike potwornie się wkurzył i przyrzekł, że nie pozostawi tego tak i wyjaśni całą sprawę. Niby posaidają dużo akcesoriów ze sobą, ale nie mogą dopuszczać do tego, aby coś im kradziono. W południe miały 2 wywiady i wizytę w radiu. Później obiad. Przygotowanie i występ. Bez zmian. Ok. 2 w nocy wylecieli z Dani.

29./30. 03. - UK – London.

Pod hotelem i halą były tysiące ludzi. Znowu piski, flesze, kartki i prezenty rzucane im pod nogi, autografy. Zakwaterowanie w hotelu. Wywiad. Przygotowanie sprzętu. Godzinna próba. Wywiad. Wizyta w radiu. Sesja zdjęciowa. Wywiad. Spokój. Kolacja.
- Jutro koncert i wylot do Manczesteru, tak? – Gustav.

- Dokładnie. O 12. mamy jeszcze próbę i o 19. koncert. Wylot znowu koło 2. w nocy. – Kath.

- Dobra jest ta sałatka. – Iska, w pewnym momencie.

- Pokaż. – Tom zabrał jej talerz. – Łe. Sos musztardowo-miodowy. Nie lubię go.

- Jest najlepszy. No i jeszcze czosnkowy, ale po nim to można mieć sensacje. – uśmiechnęła się.

- Jest już lepszy. – dokończyli jeść i rozdzielili się, idąc do swoich pokoi.

- Co będziemy teraz robić? – dziewczyna zapytała Toma, który otwierał ich pokój.

- A co chcesz? – przepuścił ją w drzwiach.

- Coś przyjemnego.

- Hmm. Znam coś bardzo przyjemnego. – podszedł do niej bliżej.

- Taak? A co? – uśmiechnęła się do niego zaczepnie i stając na palcach oplotła dłońmi jego kark.

- Coś, co nam się w końcu należy. – zaczął delikatnie całować jej usta. Po chwili pocałunek stawał się szybszy i zachłanniejszy. On swoimi dużymi dłońmi masował jej czule plecy, a ona swoimi jego kark. Podniósł ją trochę dla wygodności i skierował się małymi krokami do łóżka. Posadził ją tam, poczym zdjął swoją koszulkę, a ona swoją. Powoli kładł ją całkowicie na łóżku, znajdując się tym samym na niej. Chłopak zaczął całował jej dekolt, schodząc coraz niżej. Gdy już dotarł do podbrzusza wrócił do twarzy i zajął się ustami. Czarnowłosa swoimi dłońmi wyczuła jego rozporek w spodniach i zręcznie się ich pozbyła, on zrobił podobnie z jej biustonoszem. Tom został w samych bokserkach, a ona majtkach i spodniach, których z resztą po chwili nie miała. Obrócili się tak, że teraz to on leżał na plecach. Teraz to ona delikatnie muskała cały jego tors, zatrzymując się dłużej przy sutkach. Natomiast chłopak jedną ręką masował jej pierś, a drugą plecy. Po zejściu do jego podbrzusza, chwyciła za gumkę od jego bokserek i pomału ściągnęła do łydek, dalej zajął się nimi chłopak. Ponownie przewrócili się i teraz on był górą. Od razu zszedł niżej i zaczął pozostawiać pocałunki na wewnętrznych stronach jej ud. Ściągnął energicznie ostatnią część garderoby dziewczyny i powrócił do jej brzucha, dekoltu i ust. Jego dłoń powędrowała do nowo odkrytego miejsca, a jego usta wpijały się mocno w jej. Dredy drażniły przyjemnie odkryte ramiona, a kolczyk w wardze chłodził rozgrzane usta. Pieścili się nawzajem, łącząc po raz pierwszy miłość z seksem. Potęgowało to ich podniecenie, które i tak dosięgało niemal zenitu.
- Tom, gumka? – przerwała wszystko.

- Niepotrzebna. – sapnął, przenosząc się na jej szyję.

- Potrzebna. – podniósł się tak, aby patrzeć jej w oczy.

- Jesteśmy już i będziemy w tym razem. Co ma być to będzie. A teraz kontynuujmy. – uśmiechnęli się do siebie. Przekręcili się i to dziewczyna miała ponownie władzę. Usiadła na jego miednicy i powoli złączyła swoje ciało z ciałem chłopaka. Zaczęła powolnymi i posuwistymi ruchami poruszać swoimi biodrami. Widziała zadowolenie na twarzy Dredowłosego i to, jak przymyka oczy. Po pewnym czasie poruszała się już o wiele szybciej i rytmiczniej, do tego chłopak dołożył swoje ruchy. Położył dłonie na jej biodrach i sam kontrolował szybkość ruchów. Gdy poczuli, że zbliżają się do najważniejszej fazy, jeszcze bardziej przyspieszyli. Po kilku ruchach poczuła, jak dłonie chłopaka zaczynają lekko drżeć, a po chwili poczuła, jak ciepła substancja wypełnia jej podbrzusze. Na jej skórze pojawiła się gęsia skórka, a plecy wygięły się momentalnie do tyłu. Przeszedł ją gorący prąd, poczym sama doznała niesamowitej rozkoszy. Trwało to 2 lub 3 minuty, poczym nie schodząc z Toma, spoczęła na jego klatce, kładąc głowę na jego piersi. Oboje oddychali szybko.
Dredowłosy, mając dziewczynę na sobie gładził jej plecy, pośladki i uda, czując jak nadal powoli porusza się w jej środku. Wiedział, że sprawia jej przyjemność, bo cicho pojękiwała. Ich ciała były mokre od potu, a twarze uśmiechnięte. Ponownie zaczęli się całować, jednak kończąc na tym. Przenieśli się pod prysznic, gdzie nawzajem myjąc swoje ciała, pieścili się. Przeżyli tam razem jeszcze jeden orgazm. Po wyjściu, ubrali się i zmęczeni, wtuleni w siebie zasnęli.

*

Ok. 12. zespół miał próbę, a później wywiad. Następnie przygotowania do koncertu i sam występ. Zakończenie występem z Tokio Hotel. Prysznic, spakowanie wszystkiego, transport na lotnisko, odprawa bagażowa i kontynuacja trasy.

31. 03. – UK – Manchester.

W Manczesterze wszystko szybko. Zakwaterowanie w hotelu, aby przespać tam 6 godzin. Godzina 13, próba. Następnie 2 wywiady i sesja zdjęciowa. Przygotowanie do koncertu. Występ. Tokio Hotel. Jak zawsze autografy, zdjęcia. Szybki prysznic. Spakowanie się i podróż na lotnisko. Odprawa i odlot.

01. 04. – UK – Birmingham.

Kath przestała mieć poranne wymioty, jednak zaczęła się potwornie skarżyć na nawał zapachów, które ona czuła, a my nie. Podobno tak jest, podczas ciąży, no cóż. Gitarzystka coraz częściej rozmawiała z Billem i w wolnych chwilach chodziła na jakieś spacery z Czarnowłosym oraz Agą i Georgiem. Związek basistki obchodził dzień wcześniej 4 miesiące bycia razem. Natomiast ja coraz częściej odczuwałam bóle brzucha, co po konsultacji z lekarzem okazało się lekkim zapaleniem nerek. Dostałam antybiotyk i nakaz, że mam dużo pić, aby je przemywać. Trasa trwała dalej.

*

Ok. godziny 12 miałyśmy próbę dźwięku i spotkanie z fanami. Następnie dwa wywiady. Zjedliśmy obiad i zaczęliśmy przygotowywać się do koncertu. Wejście na scenę. Występ. Zakończenie. Pozbieranie się do kupy i wylot z Anglii.

02. 04. – Ireland – Dublin.

Odkryłam z Kath, że całkiem mocno zaokrąglił jej się brzuszek i zaczął lekko odznaczać się na bluzkach. Gitarzystka postanowiła powiedzieć już chłopakom o tym, że jest w ciąży. Odbyło się to w restauracji hotelu, kiedy jedliśmy śniadanie. Najbardziej zaskoczyło to Billa, który zaraz po ogłoszeniu wiadomości wstał od stołu i wyszedł. Kath jeszcze chwile posiedziała, poczym poszła za nim. Gdy wracałam z innymi do pokoi słyszeliśmy głośną wymianę zdań między dziewczyną a Czarnowłosym. Skończyło się na tym, że usłyszałam trzaśniecie drzwi i wejście Billa do mojego pokoju. Wyciągnął Toma na szybki spacer i już. Dredowłosy po powrocie zachowywał się jakoś dziwnie, ale nie pytałam, co się stało.

*

Koło 14. mieliśmy próbę, na której było nadzwyczaj spokojnie. Nikt nie wariował. Następnie oddałyśmy z dziewczynami 2 wywiady.
Kath i Bill chyba się pogodzili, ponieważ poszli razem wybrać kostki dla dziewczyny na koncert. Przygotowaliśmy się wszyscy do występu i rozpoczęliśmy go. Finiszowaliśmy piosenkami TH. Później były autografy i zdjęcia z fanami. Spakowanie się i ponowny odlot w inne miejsca.

03. 04. – France – Paris.

*
Trochę dziwnie wyszło.

Image Hosted by ImageShack.us

Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:
- Bill, miałeś jakieś informacje od Toma? – złapałam chłopaka dosłownie 5 minut przed koncertem.

- Rozmawiałem tylko z mamą. Powiedziała, że Tom nadal siedzi u nich. Naprawdę nie rozumiem, jak mógł tak po prostu zwiać...

- Z jednej strony rozumiem go, przestraszył się. Zrobiłabym to samo. A z drugiej mam żal, że nie jest tutaj ze mną... – zmieniłam puchatą kurtkę na białą kurtkę skórzaną.

- Właśnie. Boję się, że mogę być zakażony...chociaż prawdopodobieństwo, że chłopak zarazi się od dziewczyn podczas seksu jest znikome...

- Mam nadzieję, że jesteś zdrowy. Wystarczy, że ja umrę. – uśmiechnęłam się krzywo.

- HIV to nie AIDS. Będziesz żyła jeszcze długo.

- To wykażą dalsze badania. A teraz muszę iść do pracy. – poprawiłam słuchawki w uszach, wzięłam swój mikrofon i skierowałam się do dziewczyn, które były przy wejściu na scenę.

- Pamiętamy, co robimy na ostatnim bisie? – Aga.

- Trudno o tym zapomnieć. Mam nadzieję, że to im pomoże. – Kath.

- Powodzenia! – przybiłyśmy sobie "piątki" i po chwili można było usłyszeć pierwszą piosenkę z nowego albumu.

*

- To jest dopiero zespół. – Gustav, patrząc na ekran przy scenie, gdzie mogli oglądać koncert.

- Jestem ich największym fanem. – Bill.

- Ja większym... – Georg. Cała trójka się zaśmiała i obserwowała, jak wokalistka wraca na środek sceny, gdzie miała stojak na swój mikrofon.

- To już chyba ostatni bis, co nie? – Czarnowłosy.

- Taaa... – Geo.

*

- Kochani! Jako ostatnią piosenkę dzisiejszego wieczoru zagramy niespodziankę. Zagramy coś, co nie należy do naszego repertuaru. – mówiłam, ustawiając swój stojak z mikrofonem dokładnie na środku złączenia sceny z wybiegiem. – Jest to coś specjalnego. Coś, co będziemy grały na każdym swoim koncercie, aż do skutku.

*

- Ej. Nie wiem o co chodzi... – Bill.

- Zamknij dziób to może się dowiemy! – Georg.

*
[do posłuchania]

- Chcemy, aby wrócili z nami na rynek. Chcemy, aby znowu robili to, co kochają najlepiej. Będziemy ich promować i od nowa rozkochiwać nimi nastolatków z całego świata. Uwaga! Teraz "Throught The Monsoon"! Tokio Hotel! – dziewczyny zaczęły grać.

*

- O kur...czaczki. Słyszę właśnie naszą piosenkę na koncercie TB... – Bill.

- Ale jak? Skąd? Dlaczego? Kocham je. – Gusti.

- Nie wiem, co wy na to, ale w tym momencie sądzę, że TB jest potęgą na światowym rynku muzyki rockowej. – Kaulitz.

- Zgadzam się z tobą. – Georg.

*

W kulminacyjnym momencie piosenki(czas:3:01) po obu moich stronach wybuchły dwa wysokie ognie. Publiczność szalała. Uzyskałyśmy właśni ten efekt, który chciałyśmy.

- Dziękujemy za wspaniały koncert. Kochamy was i na pewno zawitamy tutaj jeszcze nieraz. Dziękujemy jeszcze raz i życzymy bezpiecznego powrotu do domu. Żegnaj Austrio!! – krzyknęłam, poczym zgasły światła. Tylko jeden człowieczek małą latarką pokazywał nam drogę do zejścia. Zdjęto nam słuchawki, każda oddała swój instrument, ja mikrofon i wpadłyśmy w uściski Billa, Georga i Gustava. Jego nie było. Nadal.

*

- Łaaał... My nie mieliśmy takiego koncertu... – Gustav, ściskał mnie z całej siły.

- Nigdy. – Geo.

- Dziękujemy wam. – powiedzieli niemal jednocześnie.

- Nie jesteście źli? – zapytałam.

- Źli?! Jesteśmy szczęśliwi! – na każdej twarzy widniał uśmiech. I znowu to samo. Autografy przez godzinę, powrót do hotelu na prysznic i zaledwie kilka godzin spokojnego snu. Godzina 8 rano. Ruszyliśmy do Rosji. W niekompletnym składzie.

[wyłączcie podaną muzykę]

*

- Tom, nie możesz tak się zachowywać. – odezwała się Simone, patrząc na syna, który bez przerwy leżał na kanapie w ciszy.

- Nie wiesz, jak to jest. Musisz wybrać: miłość lub życie w spokoju. – mruknął.

- Miałam taki wybór: życie w spokoju lub dobro moich synów. – kobieta usiadła na końcu kanapy.

- Wybrałaś pierwszą możliwość. I jest dobrze.

- Nie jest. Żałuję tego. Rozstałam się z waszym ojcem, jak byliście mali. Musiałam was sama wychować. Musiałam zastąpić wam ojca. Nie umiałam tego zrobić.

- Nieprawda. Poradziłaś sobie.

- Nie. Bill stał się za kobiecy, a ty zaraz się odciąłeś i żyłeś sam. Nie miałeś ojca, który wytłumaczyłby ci, jak ważna jest kobieta i że nie wolno traktować ich tak, jak ty to robiłeś. To są wszystko błędy, których nie da się już cofnąć.

- Bill jest jaki jest, ale umie sobie radzić. A ja się zmieniłem. Już nie robię tego, co wcześniej.

- Ta dziewczyna cię odmieniła i jestem jej za to wdzięczna. Zrobiła to, czego ja nie potrafiłam. I teraz cieszę się, że ją poznałeś.

- Ale przecież...byłaś jej przeciwna. Kazałaś mi ją zostawić. Co się zmieniło?

- Uwierzyłam, że jest warta tego, aby jej zaufać. Wiem, że dzięki niej będziesz szczęśliwy, co by się nie działo.

- A co jeśli się zarażę? To nie jest grypa, na którą mogę się zaszczepić. – podniósł się, lecz mówił cicho i niepewnie.

- Nie zapomniałam o tym i biorę to pod uwagę. Jednak zarażenie się chłopaka od dziewczyny ma minimalne szanse, a zawsze można się dodatkowo zabezpieczyć. Rozmawialiśmy o tym kiedyś. – lekko się uśmiechnęła. – Miłość potrzebuje wyrzeczeń. Zaufaj jej i sobie, a będzie dobrze. Bo kochasz ją, prawda?

- Kocham. – powiedział już pewniej.

- W takim razie nie rozumiem zupełnie, dlaczego siedzisz tutaj i wypłakujesz mi się w ramię, zamiast siedzieć z nią i pozwolić, aby ona wypłakała się w twoje. Powinieneś być z nią i mówić, że wszystko będzie dobrze i że razem nic wam nie grozi. – chłopak spojrzał na matkę i szeroko się uśmiechnął.

- Kocham cię mamo. – pocałował ją w policzek i zabierając szybko swoje rzeczy, ubrał kurtkę, buty i wystrzelił z pokoju hotelowego, jak z procy. Posyłając jeszcze ukradkiem uśmiech matce.

- Też cię kocham synku. – blondynka uśmiechnęła się do siebie i zadzwoniła do męża, że może wracać już do ich pokoju. Już po wszystkim.

*
[do posłuchania]

Wbiegł szybko do hotelu. Przed wejściem nie było ich autobusu. Skierował się do recepcji.

- Gdzie jest zespół The BuTTerfliez? – zapytał starszej kobiety, która tam siedziała.

- Nie udzielamy takich informacji. – rzekła.

- Jestem z ekipy. – wyszukał w kieszeni swój identyfikator, który udowadniał, że należy do ekipy koncertowej zespołu i pokazał kobiecie.

- Zespół 5 minut temu odjechał w dalszą podróż.

- Nie... – mruknął, lecz usłyszał jeszcze raz głos kobiety.

- To chyba dla pana została ta wiadomość. Proszę. – otrzymał złożoną kartkę, którą szybko odczytał.
"Ok. 8:30 będziemy na postoju na stacji benzynowej 'EKKO Tankstelle' na drodze A10. Jest tylko jedna taka. Mam nadzieję, że posłuchałeś się matki i zależy ci na tym, aby być teraz tutaj, gdzie my. Mike."

Nie mógł uwierzyć. Jednak nie stał, jak słup. Skierował się szybko do postoju taksówek i wsiadł do jednej. Podał namiary stacji i przeczytał kartkę jeszcze raz z uśmiechem na ustach. Dojechał po 15 minutach. Z daleka widział wielki autokar, a obok niego Georga, który rzucał w Gustava gumą do żucia i Billa, który zawzięcie gestykulując rozmawiał o czymś na boku z Kath. Zapłacił taksówkarzowi i zaraz po wyjściu z samochodu ujrzał Kahę i Agę, które robiły głupie miny do Mike, a on udawał, że nic go to nie obchodzi. Na każdej twarzy widział uśmiech. Brakowało mu tylko jednego. I zauważył ją. W czarnej kurtce, z dużymi okularami na nosie i z rozwiewanymi przez wiatr długimi, czarnymi włosami. W jednej ręce niosła dwie torebki z zakupami, a w drugiej portfel. Wzrok miała wbity w ziemie, co ułatwiło mu trochę podejście. Nie widziała go dopóki do niej nie podszedł.

- Jesteś. – powiedziała cicho, podnosząc głowę tak, aby móc widzieć jego twarz.

- Przepraszam, że dopiero teraz, ale

- Nie tłumacz się. Rozumiem. – ruszyła znowu w stronę autokaru.

- Muszę, bo źle się z tym czuję, że

- Że po tym wszystkim mnie zostawisz? Nie będę miała ci tego za złe.

- Isa! Nie przerywaj mi i nie dogaduj jakichś głupot. Nie chcę cię zostawić. Prawda, stchórzyłem, ale jestem i nie odejdę. Już się nie boję. Kocham cię i już. – złapał ją za rękę i mocno do siebie przytulił. Była jego promyczkiem, który chciał od tej pory pielęgnować i chronić przed złem. Przyrzekł sobie, że już nigdy nie pozwoli na to, aby przez niego cierpiała. Nigdy.

Żadna przeszkoda nie może oprzeć się miłości.
Miłość przezwycięża wszystko.
Bo miłość jest potęgą, która nie ma sobie równych.



*

- Ej, ej, ej. Zgubiłam mikrofon. – mieliśmy opóźnienie. Do Petersburga dojechaliśmy 4 godziny przed koncertem. Od razu zrobiliśmy próbę.

- Masz go w ręce. – Mike.

- A. No właśnie. Okej. To możemy zaczynać. – po godzinnej próbie, kiedy wszystko było w porządku poszłyśmy do garderoby, gdzie każda mogła zrobić sobie szybki prysznic. Ubrałyśmy się, umalowałyśmy i zostały założone nam słuchawki z odsłuchem i z eliminacją hałasu w pomieszczeniu. Zostało nam jakieś 10 minut na to, aby zrelaksować się przed koncertem. Później wszystko działo się szybko. Wejście na scenę. Koncert. Piosenka Tokio Hotel. Kolejne podziękowania od chłopaków. Autografy i zdjęcia z fanami. Prysznic. Zebranie się do kupy i wgramolenie się do autokaru. Wyruszenie w drogę do Finlandii, do Helsinek.



Wiem. Krótko.

Image Hosted by ImageShack.us

Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Seria Druga - Rozdział 39 - Mimo wszystko.

wtorek, 12.lutego.2008, 15:32
- Isa wstań. – Tom.

- Po co? – mruknęłam, nie otwierając oczu.

- Przejeżdżamy przez granicę. Zaraz mogą nas sprawdzać.

- Łeee... Głupia granica. Ja chcę spać. Boli mnie brzuch. Która godzina? – podniosłam się.

- 7:30 prawie. Jeszcze zdążysz się wyspać. Przez całe Czechy musimy przejechać.

- Masakra. Gdzie ja mam spodnie? – okręciłam się dookoła siebie, jednak oprócz pary różowych skarpetek na podłodze, nie znalazłam nic.

- Chyba je widziałem na kanapie w naszym a'la salonie. – uśmiechnął się.

- Masakra. – założyłam różowe skarpetki i w o dziwo różowych majtkach poszłam po spodnie.

- Cześć. – krzyknęli chórkiem pozostali lokatorowi tego autobusu.

- Aha... Tu podobno były moje spodnie. – rozejrzałam się.

- Są na dole. – Kath.

- Masakra. – klapnęłam na kanapie koło Kath.

- Będziesz tu tak siedziała? – Aga.

- Nie. Muszę iść po spodnie. Kurna, mam dość. – podniosłam się i skierowałam w stronę małych schodków.

- Będziesz miała okres? – Kath.

- Za późno. Już mam. – jęknęłam i zeszłam na dół. Faktycznie znalazłam tam swoje spodnie, poczym wróciłam na górę. Zaczęłam grzebać w swojej torebce w poszukiwaniu małego pudełeczka. Nie było go tam. Wróciłam do saloniku. – Aga, masz tampony?

- Chłopaki, witajcie na trasie TB. Tak, mam tampony. Musimy dokupić gdzieś na postoju. – poszłam za nią.

- Gdzie Kaha? – zapytałam.

- W drugim busie. Poszła do Mike’a.

- Zdrajczyni. Powiedz, że masz tabletki przeciwbólowe... – jęknęłam, zginając się w pół.

- Też będzie trzeba kupić.

- Masakra.

- Przestań już z tą masakrą.

- Dziewczyny, weźcie swoje dowody i zejdźcie na dół. Celnikom zachciało się nas sprawdzać. – Georg.

- Kurna no. Ja mam okres, nie mam czasu na celników. – wygrzebałam z portfela swój dowód i zeszłam razem z Agą na dół.

- Dzień dobry. Proszę wyjść z pojazdu. – rzekł celnik po angielsku. Ubraliśmy szybko buty, kurtki i wyszliśmy. – Proszę pokazać dowód osobisty lub paszport.

- Proszę. - każdy pokazał swoje dokumenty, poczym dwóch celników poszło przeglądać bagażnik, a później zerknąć do autokaru.

- Mike. Staniemy gdzieś zaraz? – zapytałam.

- Za pół godziny zatrzymamy się na stacji benzynowej. Będzie też jakiś sklep, więc będziecie mogli sobie coś kupić.

- Okej. – celnik powrócił.

- Wszystko w porządku. Miłej podróży. – pan graniczny, że tak go nazwę.

- Dziękujemy, do widzenia. – wpakowaliśmy się z powrotem do pojazdów i ruszyliśmy dalej.

- Ej, chłopaki. My idziemy się położyć. Jakbyśmy zasnęły przed postojem to nas obudźcie, bo musimy iść do jakiegoś sklepu. – Aga.

- Dobra. – Gustav. I poszłyśmy.
*
- Co jest? Dlaczego stoimy? – Georg.

- Postój. Wychodzić dzieciaki. – kierowca.

- Trzeba iść obudzić dziewczyny. – Bill skierował się w stronę sypialni.

- Bill stój. Niech śpią. Zrobimy im zakupy. – Tom.

- Właśnie. Aga chciała Red Bulla, gumę do żucia, kawę w saszetkach, mleko i jakieś herbatniki. – Geo, wychodząc na powietrze.

- Kath mówiła coś o kakao, soku pomarańczowym i snickersach. A Iska? – Gusti.

- Wodę nie gazowaną, Red Bulla, proszki przeciwbólowe i sok jabłkowy. A. I...tampony. Kurwa. – Tom ze skwaszoną miną skierował się w stronę sklepu.

- Tylko wybierz odpowiedni rozmiar! – krzyknęli za nim ze śmiechem i ruszyli za nim.

- Strasznie śmieszne. Pokażę wam, że jestem prawdziwym mężczyzną i kupię swojej dziewczynie tampony. O. – oburzył się i biorąc mały sklepowy koszyk, poszedł do działu z przyborami higienicznymi, by zrobić zakupy.
*
Po godzinie 21. dojechaliśmy do hotelu w Wiedniu. Każdy dostał swój pokój i udał się tam. Byliśmy wymęczeni, więc zjedliśmy szybko kolację, zjedliśmy coś i poszliśmy spać. W Austrii nie mamy żadnych sesji, ani wywiadów. Następny dzień mamy prawie wolny. Tom i Bill jadą rano do rodziców na chwilę, a my będziemy siedzieć w hotelu i wieczorem pojedziemy na próbę dźwięku.
*
Obudziłam się po 9. i niemal od razu umyłam i ubrałam. O 10 spotkałam prawie wszystkich na śniadaniu. Bliźniaki pojechali już o 8 i powiedzieli, że wrócą na 11.
Zjadłam i umówiłam się z dziewczynami, że zaraz przyjdą do mojego pokoju. Musiałam coś zrobić. Kath, Kaha i Aga przyszły razem.

- Gotowa? – Kath.

- Tak, daj mi tę kopertę. – mruknęłam.

- Wiecie co? Boję się. – Aga.

- Ty się boisz? To chodzi o moje życie... – patrzyłam na białą kopertę, którą trzymałam w dłoni.

- Co dotyczy was, dotyczy i mnie.

- Otwórz. – Kaha, która siedziała do tej pory cicho. Dziewczyny spojrzały na mnie. Drżącymi rękami wyjęłam dwie kartki. Jedną z wynikami badania i drugą z wiadomością od lekarza prowadzącego. Z wyników oczywiście nic nie zrozumiałam. Jednak przeczytałam dodatkową kartkę. Było tam wszystko jasno napisane.

- I jak? – Kath.

- Jestem zarażona.

- Pójdę po Mike'a. – Kaha podniosła się i poszła po menagera. Chwile siedziałyśmy w ciszy, ale za chwilę Aga i Kath mocno mnie przytuliły.

- Wszystko będzie dobrze. – Kath.

- Jesteśmy z tobą i zawsze będziemy. – Aga.

- Kurwa, nic nie będzie dobrze! – wstałam gwałtownie. – Czemu tak do cholery jest?! Zaczęłam układać sobie życie i co?! I znowu mnie coś dopadło. To koniec wszystkiego! – mówiłam ciszej i opierałam się rękami o komodę – To koniec tego, co było piękne. Teraz płacę cierpieniem za to, że inni cierpieli przeze mnie.

- Nie mów tak. Żyłaś, jak żyłaś, ale nikt nie będzie cię za to karał. – Aga. Do pokoju szybko wszedł Mike.

- To prawda? – zapytał. Kath pokiwała głową. – Wiedziałem, że twoje lekkie życie, kiedyś się na tobie zemści! I co mamy teraz zrobić?! Fani dowiedzą się i niektórzy odwrócą od zespołu!

- A co mam teraz zrobić?! – krzyknęłam. – Odejść z zespołu?!

- Może to by było dobre wyjście! Może boska Isa w końcu poczuje, jak to jest być zranionym!

- Stop! Nikt nie będzie odchodził z zespołu! – Aga.

- Stało się i nie odstanie. Musimy się z tym teraz zmierzyć i to wszyscy. – Kath.

- I znowu to my cierpimy przez księżniczkę. Tylko, czy ktoś może mi powiedzieć, ile jeszcze?! – wyszedł, trzaskając za sobą drzwiami. Opadłam na fotel i ucichłam. Bez płaczu, bez złości.

- Musisz powiedzieć Tomowi. – Kaha.

- Tom... – zamyśliłam.
*
- Mamo, nie tak mocno. – dosyć wysoka blondynka ściskała właśnie dwóch swoich dorosłych już synów.

- Tak się za wami stęskniłam. Strasznie długo was nie widziałam. Za długo. – cała trójka usiadła w małym saloniku.

- Jako tak wyszło. Koniec zespołu, a teraz trasa TB. – Tom.

- Trochę się we wszystkim pogubiliśmy, ale teraz jest już wszystko dobrze. – Bill.

- No dobrze. Jak sobie radzicie w swoim domu? – uśmiechnęła się.

- Chyba dobrze. Mamy małe kłopoty ze sprzątaniem, ale radzimy sobie. – młodszy bliźniak.

- Jakbyś sprzątał po sobie to by było czysto. A nie. Gdzie się pojawisz tam zaraz coś po tobie zostaje... – Tom.

- Czyścioch się odezwał. – mruknął Czarnowłosy.

- Bill. Rzadko się zdarzało, aby Tom miał bałagan w pokoju. Zawsze miał wszystko poukładane i posegregowane. – Simone.

- Mamo! Ty go zawsze bronisz! – oburzył się.

- Widzisz braciszku, to mnie mama bardziej kocha... – Dredowłosy wystawił bratu język, a zaraz można było usłyszeć perlisty śmiech, wydobywający się z trzech gardeł.

- Powiedzcie mi, jak tam wasze życie towarzyskie. Bill, widzę, że podniosłeś się po rozstaniu z tą wokalistką.

- Na początku było ciężko, ale już jest wszystko ok. Jesteśmy przyjaciółmi i jest fajnie.

- Cieszę się. A ty Tom? Nadal krzywdzisz te niewinne dziewczyny?

- Już dawno nie. Zakochałem się. – uśmiechnął się nieśmiało.

- Nie poznaję swojego syna... Kim jest ta wyjątkowa dziewczyna, która zdołała cię usidlić?

- Isa Breckman. Wróciliśmy do siebie. – kobieta wyprostowała się, a z jej twarzy zniknął uśmiech.

- Już raz cię skrzywdziła. Skrzywdziła twojego brata. A za każdym razem mówiła, że kocha. Nie możesz z nią być. Nie takiej dziewczyny szukasz. Nie z taką masz spędzić życie.

- Mamo, co ty mówisz? Kocham ją i czuję, że ona kocha mnie. Nie jest tak, jak poprzednio. – Dredowłosemu też powoli odchodził dobry humor.

- A jaką masz pewność, że teraz wszystko jest szczere?! – uniosła trochę swój głos. Młodszy z braci przysłuchiwał się tej wymiany zdań, bo nauczył się już, że nie należy im w takich momentach przerywać.

- Czuję to. Od początku coś do niej czułem. Niedawno dowiedziałem się, co to jest. Walczyłem o nią.

- Twoje uczucie to tak, jakby nic. A jeżeli walczyłeś, to nadaremnie. Znowu pojawią się jakieś problemy i znowu będziesz cierpieć. Zakończ ten związek. – jej głos był srogi, nie znoszący odmowy. Chłopak wstał.

- Kocham ją i nie zostawię. Nigdy. Mów co chcesz. Do widzenia. – wyszedł szybko z pokoju, a następnie z hotelu.

- Mamo, przepraszam za niego. Wiesz, jaki on jest impulsywny. Najpierw robi, a później myśli. – Bill zaczął bronić swojego brata. Zawsze tak robił. Przytulił matkę i wyszedł za bratem, którego nie było już nigdzie widać. Skierował się do hotelu.
*
[do posłuchania]

Szedł szybko główną ulicą Wiednia oddalając się od hotelu, w którym była ona, matka. Jedna jedyna, którą kochał. Mimo wszystko, potrzebował jej właśnie teraz. Pragnął, by wzięła go w ramiona i powiedziała, że wszystko będzie dobrze. Pragnął poczuć na nowo, jak go kocha. Poczuć, że i tak go wspiera i zawsze będzie.
(...)
Wszedł do swojego pokoju. Ogarnęła go pustka. Musiał iść do drugiej najważniejszej kobiety w swoim życiu. Musiał mieć pewność, że to, o co się kłócił było prawdziwe. Zapukał i słysząc ciche 'proszę', wszedł do środka. Siedziała w czarnym dresie na fotelu i patrzyła się w okno. Nie spojrzała na niego. Nagle wstała i mocno się w niego wtuliła. Jakby wiedziała, że on tego potrzebuje.
*
Wróciła na fotel, a on usiadł na łóżku. Patrzył się na nią, bo czuł, że coś jest nie tak. Znowu utkwiła swój wzrok w widoku za oknem. Trzymała go w niepewności bardzo długo. Może godzinę, może dwie. Nikt tego nie wie.
- Musimy porozmawiać. Muszę ci coś powiedzieć. Wszystko się po tym zmieni... – odważyła się spojrzeć mu w oczy.

- Co się stało? – bał się. Znowu się bał o nią, o nich. Znowu coś było nie tak.

- Przed wyjazdem byłam w pewnej klinice zrobić sobie badania. Była tam ze mną Kath. To ona miała odebrać wyniki i przywieźć je ze sobą. Zrobiła to. Dzisiaj je odczytałyśmy...

- Jesteś w ciąży? – zapytał spokojnie.

- Nie. Inne badania. Groźniejsze. – umilkła. Zabrakło jej odwagi.

- Powiedz. – zbliżył się do niej i uklęknął zaraz przy kolanach. Chciał być blisko. Chciał pokazać, że może mu powiedzieć, że mimo wszystko będzie z nią.

- Jestem nosicielką wirusa HIV. – powiedziała cicho. Chłopak zamarł, lecz po chwili wstał i wyszedł.
Czarnowłosa została, a po jej policzkach spłynęły pierwsze łzy. Miał być zawsze, miał pomagać. Miał powiedzieć, że będzie dobrze, że razem dadzą sobie z tym radę. Zawiódł. Zostawił w momencie, kiedy był naprawdę potrzebny.

"Nie chcę pozwolić ci odejść
Nie chcę widzieć jak odchodzisz
Potrzebuję cię tutaj przy mnie
Nie zostawiaj mnie samej..."


*
Uciekł od jednego problemu do drugiego. Był zrozpaczony i zły. Gdy wychodził z hotelu, już się ściamniało. Nie obchodziło go to, że idzie ulicą, a w jego oczach zbierają się łzy. Cierpiał i nie potrafił tego ukryć. Wiedział, gdzie potrzebuje iść. Wiedział, czego teraz potrzebuję. Matczynego serca, w którym może skryć każdy swój problem. Matki, przy której każdy problem znajdował swoje rozwiązanie. Kilka godzin temu pokłócił się z nią, a jednak po kilku minutach siedział wtulony, jak mały chłopiec w matkę. Płakał i nie bał się tego. Opowiedział wszystko, a ona nie krzyczała. Nie mówiła, że miała rację. Przytuliła syna i próbowała uspokoić. Tak jak wtedy, gdy kolega zabrał mu ulubiony samochodzik, czy gdy rozbił sobie kolano. Znowu była przy nim. Słuchała wszystkiego, co mówił. Uwierzyła synowi, że on naprawdę kocha tę dziewczynę, a ona jego. Zaczęła nawet ją cenić za to, że miała odwagę wszystko od razu wyznać. Nie była pewna, czy ona sama posiadałaby taką odwagę.
Położyła syna spać, choć było wcześnie. Sen jest odpowiedni na wszystko.
*
TB pojechało na 20. do wynajętej hali koncertowej, gdzie miało zagrać następnego dnia koncert. Odbyła się próba, która i tak nie wyszła. Menager był nadal wściekły, ale udawał, że się nic nie stało. Wokalistka, mimo że dawała z siebie wszystko nie była taka, jak zawsze. Pozbawiona blasku. Cały zespół był przygaszony i robił wszystko, aby jak najszybciej to się skończyło.
(...)
Do hotelu wrócili po 23. Toma nadal nie było, jednak Bill dowiedział się, że jest on z matką. Poszli spać, bo jutro mają zrobić jeszcze jedną próbę, a o 16 zaczynają koncert.

Image Hosted by ImageShack.us

Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Seria Druga - Rozdział 38 - Polska, cz.2-ostatnia.

niedziela, 20.stycznia.2008, 20:48
- Proszę zapiąć pasy. Za 5 minut lądujemy. – dało się słyszeć głos stewardessy w samolocie, lecącym do Polski. Właśnie tym samolotem leciał zespół The BuTTerfliez razem z przyjaciółmi na miejsce, gdzie rozpocznie się wielka trasa promująca najnowszą płytę zespołu.

- Nareszcie. Nie cierpię samolotów. – Kath.

- Wiesz co? Mogłabym przelecieć tak jeszcze jakieś 3 razy, gdyby mi obiecali, że hala przylotów nie będzie pełna ludzi i fotografów, którzy będą chcieli nas oślepić fleszami. – Aga.

- Fakt. Nie wysiadam. – zaśmiała się.

- Mike! Kath nie chce wysiąść z samolotu! – basistka zaczęła skarżyć się menadżerowi.

- I ma rację. Jeszcze nie wylądowaliśmy. – odparł spokojnie, czytając nadal jakieś dokumenty.

- Łeee... Zepsułeś wszystko! – oburzyła się.

- Wynagrodzę ci to. – odwrócił się do basistki i uśmiechnął.

- O. Ciekawe jak?

- Zaraz po rozpakowaniu jedziecie na próby do koncertu.

- Ej. Ale koncert jest jutro. Chyba. – Kath.

- Boże. Scena jest na świeżym powietrzu przecież. Lepiej zrobić próbę dzisiaj, gdy jest tam mało ludzi, niż jutro, gdy będzie ich multum.

- Zimno będzie. – Kaha.

- A wiesz już ile jest wykupionych biletów na koncert? – Aga.

- Yhym. Ok. 36 000 ludzi. Jednak bilety są jeszcze sprzedawane. – Mike.

- Luzik. Będzie fajnie. Chyba wylądowaliśmy. – basistka.

- Chłopaki! Pobudka! – dziewczyny pobudziły trójkę chłopaków i każdy zabierając ze sobą swoje podręczne rzeczy udał się rękawem do budynku lotniska.

- Załatwię przenoszenie waszych bagaży. Ta ósemka panów tutaj to wasi ochroniarze. Ruszacie z nimi do samochodów. Jasne? – Mike.

- Taaa. Do zobaczenia. – Aga, Kaha, Kath, Bill, Georg, Gustav otoczeni wianuszkiem ochroniarzy wyszli z hali odpraw do poczekalni. Przywitało ich jak zawsze mnóstwo fotografów i fanów. Dziewczyny rozdały kilka autografów i przyjęły kilka prezentów od wielbicieli. Na parkingu czekały już 3 czarne Mercedesy i jeden bus towarowy na bagaże. Wszyscy się porozdzielali i wsiedli dwójkami. Mike dosiadł się do Kahy i Kath.

- Patrz. Dostałam misia z rozpinaną kieszonką na dupie. A w niej. Uwaga, uwaga. List miłosny. – Aga wyjęła swój list, a Georg wpadł w śmiech – Kolejny zakochany 16-latek. Super.

- Zawsze wiedziałem, że mnie zdradzasz. – basista powiedział zaczepnie.

- Oczywiście. Zawsze, wszędzie i o każdej porze. – w dobrych humorach odjechali do hotelu, a następnie na miejsce jutrzejszego koncertu, gdzie zespół miał być już w komplecie.

- Witam brygado! – zaśmiałam się, widząc wszystkich wysiadających z samochodów. – Ej. Ja nie dostałam samochodu.

- Bo nie zasłużyłaś. – Kath wystawiła mi język.

- Nie mamy czasu na pogaduchy. To jest wasza scena. – Mike wskazał na wielką scenę, przy której krzątali się dźwiękowcy, pracownicy firmy budowlanej itd. – Tutaj zaczynają nam się bramki. Za sceną został postawiony dla was pokój i łazienka.

- Okej, a mówiłeś nam, że jednak będziemy podróżować więcej autokarem, ale nie mówiłeś dlaczego nie lepiej byłoby latać samolotami... – Kath.

- Razem z producentami stwierdziliśmy, że tak będzie ciekawiej. – Mike.

- Pff. Ciekawiej. Ale dobra. I tak nie lubię latać. – Kaha.

- Nie marudzić mi tutaj. Zabieramy się do pracy. Dziewczyny idą ze mną na scenę, a wy – zwrócił się do chłopaków – róbcie, co chcecie. Tylko, żebym miał was na widoku. – ruszyliśmy.

- Mogliśmy zacząć od Ameryki. Tam jest ciepło. Ale nie. Będziemy grały w mrozie. – mruknęłam.

- Mówiłem bez marudzenia! – Mike krzyknął.

- Przecież nie marudzę! – weszłam za dziewczynami za kulisy, a później schodami na scenę. Jakiś facet od sprzętu podłączył nam podsłuch itd. Dziewczyny zaczęły grać i tak zeszła nam godzinna próba.
*
- Tom. Rozmawiałem z mamą, jak przyjechaliśmy do hotelu. – zagadał Bill do brata.

- O. Co chciała?

- Wiesz, że wyjechała wczoraj z Jörg'iem do Austrii, do Wiednia. A my nawet nic o tym nie wiedzieliśmy. – zaśmiał się.

- No wiesz. Dawno się nie widzieliśmy.

- No właśnie. Słuchaj. Przecież my będziemy w Wiedniu za 2 dni chyba. Wykombinowałem tak, że dziewczyny pojadą na próbę dźwięku, a my do mamy. Co ty na to?

- Czasem myślisz, braciszku. – roześmiali się.

- A co ty w ogóle taki radosny cały czas?

- Odzyskałem ją. – Tom powiedział dumnie.

- Ją? Gitarę? – Bill.

- Debil! Ją. – wskazał brodą na scenę, gdzie odbywała się właśnie próba, a wokalistka stała na samym końcu wybiegu.

- Żartujesz! Nawet nie wiesz, jak się cieszę! – Czarnowłosy rzucił się z objęciami na brata.

- Ej, ej, ej. Bez zbytnich czułości! – zaśmiał się.

- Dobra, dobra. Ale jak to się w ogóle stało? – Bill.

- Postawiłem wszystko na jedną kartę... – po słowach Toma, młodszy Kaulitz spojrzał się na brata wzrokiem, który miał znaczyć, że ma powiedzieć coś więcej. Dredowłosy zaczął opowiadać mu cały wczorajszy dzień.
*
- Umieram! Moim zdaniem jest już wszystko dobrze. Możemy wrócić do hotelu. – mruknęłam, siadając zdesperowana na scenie.

- Dobra. Macie wolne do końca dnia. Spływać mi stąd. – Mike.

- Yeah babe! – krzyknęłam, podrywając się i zbiegając ze sceny.

- Ej. Tam przed bramą wjazdową jest kilkoro fanów. Wyjdźmy do nich, co? – Kaha.

- Prowadź. – uśmiechnęłyśmy się i ruszyłyśmy w daleką drogę do wyjazdu.

- Gdzie wy idziecie?! – Georg.

- Jak to gdzie?! Do fanów, mój drogi. – Aga posłała mu buziaka i przyspieszyła kroku. Po jakimś czasie doszłyśmy. Czekało tam 10-15 fanów. Wyszłyśmy, poczym rozdawałyśmy autografy, robiłyśmy zdjęcia i po prostu rozmawiałyśmy. W końcu wyjechały nasze samochody. Z jednego wysiadł Tom, co wywołało lekki zachwyt u jakichś dwóch, czy trzech dziewczyn.

- Czas jechać. – powiedział.

- Już. – schowałam swojego markera i odwróciłam, aby udać się do samochodu.

- Isa, zobacz tam. – Kath wskazała palcem na biegnącą w naszą stronę grupę ludzi.

- Zmywamy się. – wpakowałam się do samochodu, a reszta zrobiła to samo. Po chwili zadzwonił mój telefon. Kaha.

- Mike kazał mi zadzwonić. – zaczęła.

- W jakiej sprawie?

- Teraz podjeżdżamy pod hotel. Chłopaki wysiadają i idą do pokoi. My zostajemy i jedziemy na wywiad, później obiad, wywiad i sesję zdjęciową.

- Witamy na trasie. – mruknęłam.

- Widzimy się później. Pa.

- Pa.

- Co jest? – Tom.

- Dzisiaj się już chyba nie zobaczymy.

- Dlaczego?

- Wrócę późno i od razu pójdę spać. Muszę się wyspać.

- Wytrzymam. A dlaczego mamy oddzielne pokoje? – spojrzał na mnie.

- Bo muszę się wyspać. – zaśmiałam się.

- Sugerujesz coś? – uśmiechnął się i poruszył kilka razy językiem swój kolczyk na wardze.

- Nie muszę. I tak wiesz, o co mi chodzi... – pocałowaliśmy się akurat w tym momencie, gdy stanęliśmy pod wejściem do hotelu.

- Wracaj szybko. – szepnął mi do ucha i wyszedł z samochodu.

- Tom. – zawołałam w ostatniej chwili – Jeżeli spytają o to, czy jestem wolna?

- Mam nadzieję, że się mnie nie wstydzisz. – uśmiechnął się i odszedł. Pojechaliśmy do redakcji jakiejś młodzieżowej gazety, przywitaliśmy się z dziennikarką i usiadłyśmy przed dyktafonem.
*
- Jesteście w Polsce i właśnie tutaj rozpoczynacie swoją trasę. Nie gracie tutaj pierwszy raz, lecz po raz pierwszy na tak dużej scenie u nas. Denerwujecie się?

- Gramy koncerty już od ponad 5 lat. Przed każdym wyjściem na scenę trochę nas ściska w żołądku, jednak nie tak bardzo, jak było to na początku kariery. – odpowiedziałam.

- Tym razem koncertujecie od razu po wydaniu płyty. Nie boicie się, że fani mogli jeszcze nie zdążyć kupić waszą płytę i zapoznać się z tekstami piosenek?

- Wierzymy w naszych fanów. Płyta wyszła 3 dni temu i od 2. jest tutaj w Polsce. Będzie dobrze. – Aga.

- "Love or hate us". Tak brzmi tytuł tej płyty. Dlaczego właśnie tak?

- Dwa powody. Jesteśmy dość specyficznym zespołem. Nie da się nas lubić. Ludzie albo nas kochają albo nienawidzą. Po drugie istnieją fani, którzy chcą mieć nas na własność. Mówią, że nas kochają i pragnęliby zamknąć nas w swoim pudełeczku. Wtedy sprawialiby nam ból. Tak więc zadajemy sobie pytanie: kochasz, czy nienawidzisz? – ja.

- Miłość. Prawie każda piosenka z tej płyty mówi o miłości. Bez obrazy, ale kojarzy mi się to z wokalistkami Pop. Wiecie, Britney Spears itd.

- Właśnie o to nam chodziło. Coś innego, coś nowego. Przyznam, że teksty naprawdę są jak dla słodkiej blondyneczki, która śpiewa o miłości. Patrząc na nasze teksty, bałyśmy się, co z tego wyjdzie. Myślałyśmy, że spadamy na same dno. Że jest źle. Jednak gdy połączyłyśmy je z grą gitary, basu, perkusji, czasem fortepianu i skrzypiec powstały nas piosenki, które nabrały swojej głębi. Trzeba się w nie wsłuchać, aby naprawdę poczuć, o co w nich chodzi. – Kaha.

- Pierwszy raz zaczęłyście pisać również o seksie. Nie boicie, jak może być to odebrane?

- Cholera. Seks to normalna rzecz. Coraz więcej nastolatków posuwa się do niego mając 15 lat, a nawet mniej. Nie jest to niczyja wina. Tak jest i już. Możecie powiedzieć, że dzieje się tak właśnie przez tego typu piosenki. Co my na to? Mamy to gdzieś. Nie podoba się? Nie słuchaj. – wytłumaczyłam.

- Okej. Teraz chyba najbardziej oczekiwane przez męską część waszych fanów pytanie. Macie chłopaków?

- Kaha, Isa i Aga mają. Ja nie mam i wcale mi to nie przeszkadza. – Kath się uśmiechnęła.

- No właśnie. Aga jest z Georgiem z Tokio Hotel, Kaha z waszym menagerem, a ty Isa? Z kim obecnie jesteś i czy na długo?

- Tym razem związałam się na poważnie. A z kim? Z przyjacielem Georga, który jest gitarzystą.

- Tom Kaulitz? – przytaknęłam – Gratulację. Pozostaje mi teraz życzyć wam powodzenia na jutrzejszym koncercie i do zobaczenia.

- Dzięki. – koniec. Była już godzina 15. Pojechaliśmy do restauracji na obiad, a później na sesję zdjęciową i kolejny wywiad. W hotelu pojawiłyśmy się parę minut przez północą. Jutro pobudka o 8.
*
Rano była kolejna sesja i dwa wywiady. Teraz stałyśmy za sceną i dźwiękowiec przypinał nam słuchawki, dzięki którym nie ogłuchniemy przez fanów i będziemy słyszały muzykę. Czas wyjść na scenę.
- Dziewczyny. Pora pokazać, kto na tym świecie rządzi muzyką! – krzyknęłyśmy i przytuliłyśmy. Robiłyśmy tak zawsze.

- Kaha, Aga, Kath. Wchodzicie za 10 sekund. Iska wchodzisz za minutę. – rozległ się krzyk reżysera całego widowiska. Zmieniłam puchowy płaszcz na skórzaną kurtkę. Zaczęłam się modlić o to, abyśmy się zamarzły. Usłyszałam Pierwsze chwyty do piosenki, którą wybrałyśmy na singiel. Zdjęłam rękawiczki, szalik i chwyciłam mikrofon, który leżał na fotelu.

- Chłopaki, trzymajcie kciuki. Mike zapewne pokazał wam ekran, na którym zobaczycie koncert. Możecie także stać przy wejściu na scenę. Idę. Pa. – wybiegłam w ostatniej chwili na scenę, śpiewając wersy piosenki. Ujrzałam szalejących ludzi, którym nie przeszkadzał fakt, że w obecnej chwili na termometrach mamy 0 stopni.
*
- Nie możemy was zostawić w takiej chwili. Ostatnia piosenka. "Girl all The Bad guys want"! – wydarłam się, a z głośników wypłynęły mocne bicia perkusji i szybka gra gitar.

- To wszystko. Dziękujemy za wspaniały koncert, dziękujemy za was wszystkich! Widzimy się 4. lipca. Miłego powrotu do domu! Cześć! – światła zgasły, a my zbiegłyśmy spocone ze sceny. Ktoś mówił, że jest 0 stopni? Chyba żartujecie.
*
- Świetny koncert! – chłopaki przekrzykiwali się nawzajem i ściskali nas z gratulacjami. A my? Byłyśmy wykończone i marzyłyśmy o łóżku. Jednak na nie jeszcze za wcześnie. Szybko ubrałyśmy ciepłe kurtki i przeszłyśmy na miejsce, gdzie miałyśmy rozdawać autografy. Mnóstwo ludzi i hałas. Znałyśmy to bardzo dobrze.
*
Godzina 00:25. Ledwo trzymając się na nogach, wlekłam się za Tomem, który niósł swój plecach i moją torbę podręczną. Umyci i najedzeni wsiedliśmy do wielkiego i luksusowego autokaru, który ma zawieść nas do Austrii. Nie oglądałam pojazdu. Zdjęłam spodnie, skarpetki, biustonosz i pozostając w majtkach i szarej bluzce rzuciłam się na jakąkolwiek koję, aby móc spać.

Image Hosted by ImageShack.us

Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Seria druga - Rozdział 37 - Polska, cz.1.

wtorek, 20.listopada.2007, 18:00
- Lecę do Polski. – uśmiech nie schodził mu z twarzy.

- Ale przecież ty miałeś jechać z resztą pojutrze. – usiadłam na swoim miejscu.

- Nie chcesz mnie to po prostu powiedz. Nawet nie zauważysz, że tutaj jestem. – odwrócił się w druga stronę i siedział. Głos, wydobywający się z głośników kazał nam zapiąć pasy. Po 10 minutach odlecieliśmy i mogliśmy już się odpiąć. Między mną, a Tomem była cały czas cisza.

- Tom. – nic – Tom. Naprawdę się cieszę, że ze mną lecisz. Będę mogła przedstawić cię moim rodzicom. – odwrócił się do mnie. Chciało mi się śmiać, bo zachowywał się jak małe dziecko. – Tylko nie zdziw się, jak moja mama zacznie się wypytywać, czy coś nas łączy. Taka już jest. – uśmiechnęłam się.
*
- A łączy nas coś? – zaryzykował i zdawał sobie z tego sprawę. Odważył się, jednak bał się, że popełnia właśnie największy błąd w życiu.
*
Dziewczyna zaskoczona tym pytaniem siedziała i patrzyła się na Dredowłosego. Co miała odpowiedzieć? Skłamać, czy powiedzieć prawdę? Może właśnie teraz jest ten moment? Jednak nie zdążyła się odezwać, bo on to zrobił.
- Bo... Chciałbym, żeby tak właśnie było. – spojrzał jej głęboko w oczy. W te szare oczy, które przypominały mu wieczorne niebo, z którego miał zaraz padać deszcz. Deszcz, który w głębi tak uwielbia.
- Ciii... – położyła palec na ustach chłopaka i uśmiechnęła się, poczym usiadła prosto w fotelu i zamknęła oczy. A Tom? Nie dostał odpowiedzi, ale nadzieję. Nie zaprzeczyła, czyli są jakieś szanse.
*
Zamknęłam oczy. Całe moje wnętrze skakało teraz z radości. Ale czemu mu nie odpowiedziałam? Czego się boję? Już raz z nim byłam. 3 dni. I odeszło w zapomnienie. Co, jeżeli teraz znowu tak będzie? Co, jeżeli będę po tym jeszcze bardziej cierpieć? Boję się bólu, boję się zaryzykować. Zmieniłam się. I właśnie teraz najbardziej to odczuwam.
*
- Tooom! Zacząłeś się już pakować? – krzyknął Bill siedząc w salonie. Musiał dopilnować, aby jego brat nie pozostawił pakowania, jak zawsze na ostatnią godzinę przed wyjazdem. Sam był już prawie spakowany. Zostało mu tylko parę kosmetyków i na końcu rzeczy podręczne.
- Tom! Pojebańcu, odezwałbyś się chociaż! – młodszy Kaulitz podniósł się z trudem z miękkiej kanapy i ślamazarnie skierował się na górę do pokoju brata.
- Czy ty kurwa jesteś głu... – wszedł do pokoju, gdzie nikogo nie było - ...chy? – Bill poszedł do łazienki, aby sprawdzić, czy jego brat może tam jest. Nie było go.
- Oszaleję kiedyś. W takim razie ja cię zacznę pakować. A tylko mi coś później powiedz, to wszystkie dredy wyrwę. – chłopak wrócił do pokoju Toma i otworzył szafę, która była niemal pusta.
- Ej. Spakowałeś się już... – Czarnowłosy podrapał się śmiesznie po głowie i poprawił duże, beżowe kapcie w kształcie psów, które miał na stopach – Zadzwonię do ciebie. O tak. Bill, świetny pomysł. Jestem z ciebie dumny. – poklepał się lekko po policzku i z głupią miną skierował do swojego pokoju. Na biurku koło komórki zauważył kartkę z pismem swojego brata.
- „Wiem, że powinienem Cię uprzedzić...” Sratatata. „...wpadłem na genialny pomysł...”. Tak ty i genialne pomysły. Brak seksu chyba naprawdę ci szkodzi. Ble. Ble. Ble. „...lecę z nią, więc widzimy się pojutrze. Narka.” Co?! Zwariuję. Zupełny dom wariatów! – stanął na chwilę – Chociaż. Przynajmniej nie będzie mi siedział nad głową w samolocie i pytał, kiedy lądujemy. O tak. Do zobaczenia braciszku. – podszedł do lustra, które wisiało koło wyjścia z jego pokoju.
- Wiesz co, Bill? Głodny jestem, a ty? No właśnie. Po raz kolejny mówię ci, że jesteś genialny. Oł jeah, bejbe. – wystawił palec wskazujący w kierunku swojego odbicia, poczym poszedł zrobić coś sobie na kolację.
*
- Z tego, co wiemy mamy Panią zawieść do domu pod Warszawą. Gdzie dokładnie? – ochroniarz. Napisałam im na karteczce dokładny adres domu moich rodziców. Tom miał 3 duże walizki. Jeden z ochroniarzu zapakował je na wózek i przewiózł do busa, wynajętego przez Universal. Zapakowali wszystkie 9 walizek, poczym ruszyliśmy w drogę. Rozmawialiśmy z Tomem na jakieś głupie tematy, przyglądając się przy okazji mijanemu miastu – stolicy Polski. Po niecałej godzinie jazdy stanęliśmy pod średniej wielkości domkiem. Ani na lotnisku, ani pod domem nie było fanów. Wcześniejszy przyjazd do Polski był wielką tajemnicą. Przynajmniej na razie.

- Czyli to jest twój rodzinny dom? – Dredowłosy przyglądał się jasnemu domowi z dosyć dużym, zadbanym jak na porę roku ogrodem. Mimo godziny 23 przed dom wyszli moi rodzice. Wyściskali mnie i spojrzeli na Toma:

- Mamo, tato to jest Tom Kaulitz. – przedstawiłam.

- Miło mi Państwa poznać. – Tom pocałował moją mamę elegancko w rękę, a mojemu tacie po prostu uścisnął dłoń.

- Wypakowaliśmy już wszystko. Nasza praca skończona. Dobranoc. – ochroniarze.

- Dziękujemy. Dobranoc. – Tom.

- Jak ja cię córeczko dawno nie widziałam. Jeszcze bardziej schudłaś. Doprowadzę cię do porządku przez te dwa dni. – spojrzała na Dredowłosego – O. I ciebie Tom też. Ja nie wiem. Sama skóra i kości. – nie ma to jak mama.

- Mamo... – jęknęłam.

- Tom chodź. Zaczniemy wnosić te wszystkie walizki do domu. Już późno jest. – mój tata odszedł razem z Tomem. A mama złapała mnie pod ramię i zaprowadziła do kuchni.

- Porządny chłopak z tego Toma. – zaczyna się – Chcesz herbaty, kakao?

- Kakao. – odpowiedziałam.

- Idź się zapytaj czy oni będą coś pić.

- Yhym. – wyszłam na zewnątrz. – Tom, tato chcecie herbatę lub kakao?

- Kakao. Prawda Tom? – tato odpowiedział z uśmiechem, a Tom przytaknął.

- Chcą kakao. – rozmawiałyśmy z mamą długo. W końcu przyszedł mój tata z Tomem. Wypiliśmy czekoladowe napoje i opowiadaliśmy, co tam u nas słychać. Gdy zaprowadziłam Toma do pokoju gościnnego, udałam się do siebie. W tym domu zawsze było gorąco, bez wyjątku, czy była właśnie zima czy lato. Z jednej walizki wyciągnęłam letnią piżamkę, czyli koszulka na ramiączka i szorty. Przebrałam się w łazience, zmyłam makijaż i położyłam się w mięciutkiej i pachnącej domem pościeli. Za tym zawsze tęsknie. Zasnęłam z godziną 1 na zegarze.
*
Zaraz po przebudzeniu, dredowłosy chłopak wstał i odszukał swojego telefonu w celu sprawdzenia godziny.
- 10:02. Może być. – uśmiechnął się do siebie, poczym ubrał dżinsy, pierwszą lepszą koszulkę i zszedł na dół, gdzie zastał tylko mamę Isy. – Dzień dobry.

- A dobry, dobry. Jak się spało chłopcze? – odpowiedziała z uśmiechem.

- Dziękuję, bardzo dobrze. Isa jeszcze nie wstała?

- W domu zawsze długo śpi. Siadaj. Zrobiłam kanapki i zaraz zrobię ci herbatę.

- Ale niech pani nie robi sobie kłopotu... – odparł szybko.

- Ale to żaden kłopot. Robię sobie akurat kawę. Smacznego. – chłopak odwzajemnił uśmiech, poczym usiadł przy stole. Czuł się trochę nieswojo. Mama dziewczyny, postawiwszy na stole kubek dla Toma i filiżankę aromatycznej kawy dla siebie, dołączyła do śniadania. – Czyli poznaliście się z Isą na poprzedniej trasie jej zespołu tak?

- Dokładnie. Ale początek naszej znajomości był nie za specjalny.

- Chyba wiem, co masz na myśli. Znam moją córkę i niestety wiem, czego mogę się spodziewać. A teraz? Co jest teraz między wami?

- Nie wiem. Naprawdę nie wiem. Ale...ale kocham ją.

- Jeszcze nigdy nie widziałam, aby miała tak wielką radość w oczach, gdy jest koło ciebie. Walcz o nią, synku. – kobieta złapała Dredowłosego za rękę i ciepło się uśmiechnęła.

- Walczę. I nie poddam się. – zaśmiał się. Mama wokalistki wstała i na chwilę wyszła. Wróciła w płaszczu i kozakach.

- Mimo że zrobiliśmy sobie dzisiaj z tatą Isy wolniejsze dni to musimy pokazać się w pracy. Będziemy w domu za 4 godziny. Jakbyście chcieli gdzieś wyjść to klucze od domu są w tej małej skrzyneczce przy wejściu.

- Dobrze. Wszystko przekażę Isce.

- A. I czuj się jak u siebie. – uśmiechnęła się jeszcze raz, poczym wzięła torebkę i wyszła do samochodu stojącego już przed bramą.
*
Obudziły mnie jasne promienie jeszcze zimowego słońca. Przeciągnęłam się, wydając z siebie śmieszne jęknięcie. Nie zakładając kapci, wyszłam z pokoju i skierowałam się na dół.
Już w połowie schodów usłyszałam grający telewizor i ujrzałam Toma na kanapie przed nim. Jak najciszej umiałam, podeszłam do kanapy i zasłoniłam chłopakowi oczy.
- Kto to? – zapytałam z uśmiechem na ustach.
*
Poczuł chłodne dłonie na swoich powiekach, a na całym ciele gorącą falę ciepła. Uśmiechnął się.
- Hmm... Jakaś wysoka, piękna blondynka? – zaśmiał się.

- Ej. – zbulwersowała się, robiąc właśnie to, co Tom przewidział. Szybko złapał ją za dłonie i pociągnął w dół na kanapę koło siebie. Miał teraz przewagę. Mógł dokładnie przyjrzeć się dziewczynie, którą kocha całym sercem. Zaczął od twarzy. Szare i duże oczy, w których tańczyły teraz wesołe ogniki (nie kurwiki, Kath, nie kurwiki). Mały i kształtny nosek, na którym nie było nawet odrobiny pudru, dzięki czemu było widać dokładnie na samym czubku jej dwa małe piegi, które prezentowały się naprawdę słodko. Duże, czerwone usta, które miały dla niego niepowtarzalny smak i które pragnął całować, kiedy tylko będzie chciał. Delikatne dłonie zakończone dość długimi i zadbanymi paznokciami.
Następnie po kolei partie ciała. Opalony dekolt, który prowadził do kształtnych, sporawych piersi, schowanych pod koszulką. Płaski brzuch, i na końcu gładkie nogi z kształtnymi łydkami, oraz paznokciami u stóp pomalowanymi na krwisty czerwony.
Dopiero po kilku minutach spostrzegł, że właściciela tego wszystkiego uważnie przygląda mu się z wielkim uśmiechem.
- Tak nie można! – odezwała się, wybuchając przy tym ogromnym śmiechem.

- Jak widzisz można. I teraz już nigdzie nie pójdziesz. – poruszał śmiesznie brwiami, poczym umocnił jeszcze uścisk na jej nadgarstkach.

- W głowie mi się już kręci. Nie mogę być długo do góry nogami... – faktycznie. Twarz dziewczyny zrobiła się już lekko czerwona.

- Dobra. Wygrałaś. – westchnął i puścił wokalistkę, która szybko przekręciła się nogami w poprawną stronę i usiadła koło Dredowłosego.

- Co będziemy robić? – Czarnowłosa zmrużyła oczy.

- Najpierw pójdziesz zjeść dwie kanapki, które są w kuchni, a później? A później zobaczymy.

- Tak jest, Sir! – śmiesznie zasalutowała i poszła do kuchni. Tom tylko się zaśmiał i swój wzrok skierował ponownie na ekran telewizora.
*
Tom zajął łazienkę na górze, a ja skierowałam się na dół. Otworzyłam drzwi i widok, który ujrzałam potężnie mnie zdziwił. Na podłodze leżały pudełka z glazurą, a na ścianach nie było połowy płytek. Że też właśnie teraz zachciało się moim rodzicom remont łazienki robić. Wróciłam do swojego pokoju, gdzie się przebrałam w normalne ubrania, poczym wzięłam przybory do mycia zębów, makijażu i skierowałam się do łazienki na górze.
- Tom. Mogę wejść? – w odpowiedzi usłyszałam tylko jakieś „yhy” i pociągnęłam za klamkę. W środku ujrzałam chłopaka ze związanymi gumką dredami w duuużych spodniach dżinsowych i z gołą klatą. Mył właśnie zęby. Zerknęłam tylko na niego i rzuciwszy kosmetyki na szafeczkę, nałożyłam na swoją szczoteczkę do zębów pastę i usiadłam na pralce. Gdy już skończyłam, Tom nakładał sobie żel do golenia na brodę. Nadal siedząc związałam włosy w wysokiego kucyka i zaczęłam przyglądać się chłopakowi. Trzymając maszynkę do golenia w prawej ręce i patrząc się bez przerwy w lustro, z dokładnością poruszał ostrzami w dół i górę brody. Kropelki wody, jak i żelu spoczęły na jego klatce piersiowej. Po skończeniu golenia spłukał z brody resztki żelu i wytarł delikatnie ręcznikiem.
- Co się tak na mnie patrzysz? – spojrzał na mnie.

- Wyglądasz bardzo interesująco, jak się golisz. – stwierdziłam, poczym niemal poczułam, że moje policzki robią się lekko czerwone.
*
- Niemożliwe. Sławna Isa Breckman się rumieni. – uśmiechnął się i powoli zbliżył do dziewczyny. Żadne nie wiedziało, co się zaraz stanie. W głowach mieli pustą przestrzeń, serca przyspieszyły bicie. Zaczyna się. Teraz mogli tylko przypuszczać, że już niedługo między nimi nie będzie granic i że żadne z nich nie będzie umiało się już bronić.

- My...my się możemy... – szepnęła, czując jego ciepły oddech na twarzy.

- Przecież nic nie robimy...

- A... – nie zdołała nic powiedzieć. Poddała się po raz kolejny. Usta obojga wykonywały właśnie swoją pracę. Zatracili się w sobie. Świat przestał dla nich istnieć. Byli tylko oni. Teraz, tutaj, na zawsze.
Jednak dla świata oni nadal istnieli. A jak bywa w takich sytuacjach coś musi przeszkodzić. Tym razem był to dzwonek domofonu.
Spojrzeli na siebie. Nie chcieli tego kończyć. Ale musieli.

- Muszę iść zobaczyć, kto dzwoni... – mruknęła. Tom tylko się uśmiechnął i przepuścił.
*
Dredowłosy, nakładając na twarz mleczko po goleniu analizował każdy punkt sytuacji. Mógłby teraz skakać z radości. Wiedział, że teraz będzie już tylko lepiej.
Tak samo dziewczyna, schodząc na dół wiedziała już, że już nie ma wyboru. Wiedziała, że nie może bać się tej miłości.
*
Otworzyłam furtkę. Tata wrócił.
- Cześć córeczko. – dostałam całusa w policzek.

- Cześć tato. Co tak wcześnie? – zapytałam.

- Stwierdziliśmy z mamą, że fajnie by było, gdybyśmy mogli spędzić z wami czas. Ale i tak muszę zaraz po nią jechać. Samochód jej się zepsuł. – uśmiechnął się. – Gdzie Tom?

- Chyba się jeszcze myje. Zaraz przyjdzie.

- Kto zaraz przyjdzie? – na schodach pojawił się właśnie w pełni ubrany chłopak z wielkim uśmiechem na ustach.

- Ty. – wystawiłam mu język.

- Dzień dobry. – uścisnął z moim tatą dłoń.

- Dzień dobry i do wiedzenia. Muszę już jechać. – zaśmiał się i łapiąc ponownie kluczyki od samochodu, wyszedł z domu. Natomiast Tom, zaczął się powoli do mnie zbliżać. W ostatniej chwili przeszłam na bok.
- Pokażę ci coś. Chodź. – złapałam go za rękę i skierowałam się w stronę zejścia do piwnicy. Odszukałam tam na wielkim regale dwa wielkie albumy ze zdjęciami.

- Co to?

- To jest część moich zdjęć z czasów, jak byłam małym dzieckiem.

- Ooo. Pokaż. – otworzył pierwszy album i natknął się na zdjęcie, gdzie jako mała dziewczynka ubrana w kolorową sukieneczkę i z dwoma warkoczykami na głowie, stałam na stole z pilotem od telewizora i udawałam piosenkarkę światowego formatu. – No proszę. Już jako dziecko wiedziałaś, gdzie twoje miejsce.

- Poczekaj, aż dojdziesz do zdjęć z konkursów wokalnych. – poruszałam brwiami. Tak nam zeszło dobre kilka godzin na oglądaniu różnych zdjęć i opowiadaniu śmiesznych historii z mojego i jego życia. Oglądaliśmy znalezione filmy z mojego dzieciństwa na starym telewizorze w piwnicy. Słyszeliśmy, że moi rodzice już dawno wrócili, ale nie zważaliśmy na to. Gdy już znudziliśmy się oglądanie wróciliśmy do domu. Godzina 19:30. Czas szybko leci, gdy jest się w towarzystwie.

- No nareszcie. Wiem, że oglądanie pamiątek jest interesujące, ale żeby stracić na tym cały dzień? Zaraz wam odgrzeje obiad. Chociaż to już będzie kolacja. Idźcie umyć ręce i wracać mi tutaj szybko. – pozdrawiam moją mamę :]

- Doskonale. Teraz proszę zjecie wszystko, co macie na talerzach. I bez marudzenia. – mama wyszła, a my wpadliśmy w śmiech. Zabraliśmy się do jedzenia.
*
Siedziałam razem z Tomem i rodzicami przed telewizorem. Jednak gdyby zapytał mnie ktoś, o co chodzi w oglądanym filmie, nie odpowiedziałabym nic. Cały czas miałam w głowie poranną scenę z łazienki. Myślałam nad tym wszystkim.
- Wyjdę się przewietrzyć. – wstałam i skierowałam się w stronę wyjścia do ogrodu za domem. Stanęłam dokładnie na środku i wpatrzyłam się w niebo. Dzisiejszego wieczora było bezchmurne i niemal czarne. Wyróżniały się tylko pojedyncze świecące, małe punkciki. Gwiazdy. Tworzyły przepiękny kontrast.
*
- Tom? – usłyszał głęboki głos po prawej stronie.

- Tak, proszę pana. – zwrócił tam twarz.

- Pamiętasz, co mi wczoraj mówiłeś? – chłopak przytaknął – Idź i wykorzystaj swoją szansę.

- Nie rozumiem.

- Walcz, Tom. Walcz. – mężczyzna wskazał brodą na ogród. Dredowłosy już zrozumiał. Przytaknął tylko głową i nieśmiało skierował się na zewnątrz.
*
- Myślisz, że to dobry pomysł? – kobieta spojrzała najpierw na odchodzącego nastolatka, a następnie na twarz swojego męża.

- Doskonały. Nie jest taki odważny, jakiego go opisywali. Trzeba im pomóc. – złożył pocałunek na czole swojej żony, poczym oboje wrócili do oglądania popularnego, polskiego serialu.
*
- Nad czym tak myślisz? – Tom cicho zapytał, obejmując dziewczynę od tyłu i schylając głowę, aby położyć ją na jej ramieniu.

- Nad wszystkich. Głownie nad tym, co było dzisiaj rano w łazience.

- I? – głos mu zadrżał – Żałujesz? – cisza. Taka cisza pełna napięcia. Jedno nie wie, co powiedzieć, a drugie boi się, co usłyszy.

- Nie. Nie żałuję. Było mi dobrze. – szepnęła, odwracając się do niego, aby patrzeć mu w oczy.

- Zapomnijmy o tym, co było. To, co było na początku. – objął dłońmi jej szyję.

- Zapomnijmy. Bądźmy razem.

- Bądźmy. – nie wytrzymali. Usta odnalazły odpowiednią drogę, aby się razem połączyć. Oparł na chwilę jej czoło o swoje. Patrzyli sobie w oczy.

- Kocham i zawsze będę. – szepnął.

- Kocham i zawsze będę. – powtórzyła. Jego usta idealnie układały się z jej ustami. Współpracowały ze sobą. Tak jakby...zostały stworzone tylko dla siebie.

Image Hosted by ImageShack.us

Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:
- Jestem waszą największą fanką! – krzyczała któraś już z kolei osoba, podchodząc do stolika ustawionego w Music Taun i prosząc o podpis na nowej płycie. Właśnie dzisiaj wyszła 3 płyta zespołu The BuTTerfliez. W dwóch sklepach muzycznych zebrały się tysiące ludzi. Wszyscy na coś czekali. Najpierw na dopchanie się do kasy sklepu, aby zapłacić za nowy nabytek, a później na dopchanie się po 4 małe podpisy, które należą do sławnych nastolatek. Całe zamieszanie rozpoczęło się niespełna godzinę temu.
*
- Cieszymy się, że mamy takich fanów. – wypracowana odpowiedź i uśmiech na twarzy. Tak robiła każda z nas. Wszystko to było męczące, a zarazem dodające mnóstwo energii.

- Można z dedykacją dla Katji i Mark'a? – dość wysoki brunet, uśmiechając się podał książeczkę od płyty Adze, która była na początku.

- Pewnie. – i puściła do niego oczko. Flirt? Nie. Po prostu kontakt z fanami. – Następny! – i tak w kółko. Po Adze przechodzono do mnie, następnie do Kath i na końcu do Kahy. Wszystko było zaplanowane i wymierzone na ok. 1000 fanów. Co oznaczało, że na podpis mamy jakieś 10 sekund. Zdjęcia z nami zostały zabronione.
- Mike! Która godzina? – odchyliłam się na pół sekundy do tyłu, gdzie stał nasz menager i Georg, który przyjechał z Agą. Wczoraj przewiózł ostatnie swoje rzeczy z domu rodzinnego do niej. Zamieszkali razem.

- 12:48. Za 10 minut kończycie.

- Ok. – krzyknęłam.

- Marker mi się wypisał. – stwierdziła Kath, kiedy przy 2 próbie złożenia podpisu, widziała tylko mały zarys. Nikt jej nie usłyszał, więc wkurzona odchyliła się do tyłu. – Kurwa! Marker! – wybuchłam śmiechem.

- Iska, spokój! – Kath mnie uspokajała, a Aga z Kahą powstrzymywały się, aby nie skończyć jak ja. Odchyliłam się do tyłu, aby trochę ochłonąć i poleciaaaaałam na podłogę. Dziewczyny nie wytrzymały, a mnie rozbolał już brzuch. Wszyscy się już śmiali. Podleciało do mnie 3 ochroniarzy i pomogli mi wstać.

- Dziękuję. – i podpisując ostatnie już książeczki cały czas chichotałam.
*
- Dziękujemy wszystkim za przyjście! Niestety zespół musi jechać w kolejne miejsce, gdzie będzie podpisywać kolejne płyty. Jednak zapraszamy Was przed telewizory dzisiaj o godzinie 17 na program Viva Live. Odbędzie się tam wywiad na żywo, związany z wydaniem płyty. Do zobaczenia! – Mike przemówił, poczym dołączył do nas na tyły sklepu i przeszliśmy do busa. Pojechaliśmy w kolejne miejsce.
*
- 601.602.603.604.... – liczyłam sobie w głowie, która na dodatek zaczęła mnie boleć.

- Z dedykacją dla Günter'a. – stał przede mną dosyć niski chłopak na oko z 14 lat, który miał kręcone włosy i okulary na nosie.

- Dobra. Proszę. – i podałam kartkę, na której się podpisałam do Kath. Zaczęłam szukać Mike'a wzrokiem i znalazłam, jednak był pochłonięty rozmową z jakimś facetem w garniturze. Zauważyłam Georga.

- Geo! – zawołałam.

- No? – stanął za mną.

- Zdobądź mi wodę nie gazowaną i jakieś tabletki na ból głowy.

- Ok. Nie jesteś na nic uczulona?

- Nie. – i poszedł. A ja podpisywałam dalej wszystko, co mi podsunęli.
*
- Cześć. – usłyszałam, poczym poczułam buziaka na policzku i przeszywającą falę gorąca. – Przyniosłem wodę i prooooochy... Ile tu ludzi...

- To jest już mało. Jesteśmy tutaj półtorej godziny. – podał mi butelkę i listek z tabletkami. – Mój wybawca.

- Zawsze do usług. – uśmiechnął się promiennie.

- Jesteście razem? Tak ładnie ze sobą wyglądacie. – przyglądały nam się 2 dziewczyny z wielkimi uśmiechami.

- Ja...To zna... – przerwał mi donośny głos ochroniarza, który kazał się śpieszyć, bo inni czekają. Połknęłam szybko tabletki i zabrałam się do dalszej pracy, czując nadal Toma za plecami.

- Dla Carmen. – usłyszałam piskliwy głosik i zaraz ujrzałam wysoką blondynkę w jasnych dżinsach i różowej kurtce. Blee. Spojrzała na chłopaka za mną. – O Boże! Tom Kaulitz? Czemu TH już nie ma?! Kocham cię! – zaczęła się rzucać.

- Spokojnie. – odpowiedział na to wszystko, a we mnie się gotowało. Zazdrość? I to jaka!

- Ochrona! – jak krzyknęłam to zleciało się 5 ochroniarzy i zabrali różowe COŚ. – Uff.

- Męczące są takie. – poczułam jego oddech przy uchu.

- Taa. Głowa mnie boli... – po tabletkach zamiast przestać, ból zaczął mi bardziej dokuczać.

- Tabletki nie pomogły?

- Jeszcze pogorszyły chyba. – koszmar. Głowa boli od hałasu, ręka od podpisywania.

- Przepraszamy bardzo, ale Isa musi iść na odpoczynek! Zostają dla Was pozostałe dziewczyny. – Tom krzyknął tak głośno, że jego głos zaczął mi aż dudnieć w głowie. – Chodź. – odsunął mi krzesło. Zabrawszy moje markery i prezenty od fanów, złapał za rękę i wyprowadził z sali głównej domu kultury w Magdeburgu.

- Ja tak nie mogę. Mam zobowiązania. Fani... – stęknęłam.

- Praca to praca. A tobie tego krzyku i harmideru wystarczy na dzisiaj.

- Dobra. Za godzinę mam program. I wreszcie wolna. – uśmiechnęłam się do niego.

- A miałaś przecież lecieć do Polski.

- O cholera. Kompletnie zapomniałam! – uderzyłam się otwartą dłonią w głowę – Przygotowałam sobie rzeczy, ale nie spakowałam. Boże, jaka jestem głupia.

- Nie jesteś głupia. Pojadę do ciebie i jeżeli mówisz, że masz wszystko przyszykowane to cię zapakuję. I po kłopocie. – odparł chłopak.

- Jesteś kochany! – rzuciłam się na niego, aby go mocno przytulić.

- Tak wiem. Daj mi tylko swoje klucze. – dałam, a on pojechał. Po chwili przyszły dziewczyny i Mike. Pytał się, dlaczego wyszłam z promocji. Wyjaśniłam mu, co i jak. Nie był zły. Za to byłam mu wdzięczna. Pojechałyśmy do budynku Vivy.
*
Dredowłosy chłopak pojechał taksówką do dobrze znanego mu domu. Szybko dostał się do środka, a później do sypialni, gdzie były przygotowane rzeczy do wyjazdu i 6 dużych walizek na nie.
- To zabieramy się do pracy. – mruknął sam do siebie. Włączył radio, które stało na komodzie i zajął się składaniem ubrań oraz pakowaniem różnych kosmetyków do wielu kosmetyczek.
Zajęło mu to 2,5 godziny. Przenosząc wszystkie walizki na dół, znalazł bilet na samolot. Wziął do ręki telefon i wystukał zapisany na rachunku zakupu telefon. Wpadł bowiem na genialny pomysł.
*
W studiu tylko szybkie przygotowanie do wyjścia. Przebranie w inne ciuchy i gotowe. Prezenter pytał o płytę, o to jak nam się ją nagrywało. Na koniec życzył powodzenia na nowej trasie i już. Program trwał godzinę. Pożegnałam się z dziewczynami i Mike'iem, ponieważ nie będę miała już czasu przed lotem. Pojechałam do domu, gdzie czekały już spakowane walizki i karteczka od Toma, że musiał szybko gdzieś jechać. Trochę zasmuciło mnie to, że nie pożegnam się z nim, ale przecież zobaczymy się za 2 dni.
Zjadłam szybko jakieś kanapki z pozostałości w lodówce, poczym przebrałam się w wygodniejsze ciuchy. Przyjechało 4 ochroniarzy z polskiego Universal'u, którzy mieli dopilnować, abym bezpiecznie dotarła do Polski. Leciałam przecież publicznym samolotem. Zapakowali wszystko do busa. Wzięłam dużą torebkę podręczną i zamknąwszy uprzednio porządnie dom, wsiadłam do pojazdu i ruszyłam na lotnisko.
A ochroniarze? Niemal, że ich nie znam to jeszcze okazali się jakimiś gburami.
*
- Niech pani się zbiera, bo właśnie parkujemy. – ostrzegł jeden z "goryli", mówiąc koślawo po niemiecku. Szybko się zebrałam, założyłam czarne okulary, czapkę z daszkiem, czarną kurtkę z białym logiem TH na plecach(ukradłam jedną Bill'owi, ale ciii) i gdy stanęliśmy wyskoczyłam z samochodu. Jeden z ochroniarzy razem z wynajętym pomocnikiem na lotnisku, ciągnął moje walizki, drugi szedł przede mną, trzeci za mną, a czwarty gdzieś poszedł. Gdy weszliśmy na halę odlotów, zrobiło mi się gorąco. Przy każdym otwartym okienku ciągnęła się kolejka, aż do wyjścia z budynku. Ludzie, którzy mnie rozpoznali i chcieli podejść byli szybko odganiani przez ochroniarzy. Nie spodobało mi się to. Przy jednej z kolejek przeszliśmy do samego początku, poczym jeden z ochroniarzy biorąc moje dokumenty podszedł do okienka poza kolejnością.
- Przepraszam bardzo, ale czemu my się chamsko wpychamy, zamiast stać kulturalnie, jak normalny człowiek w kolejce? – spytałam z lekkim oburzeniem ochroniarza.

- Tacy ludzie, jak pani, nie stoją w kolejkach na lotnisku.

- Tacy, to znaczy jacy?!

- Niech pani nie gada tylko idzie dalej do odprawy! – i lekko mnie popchnął dalej.

- Wypraszam sobie takiego traktowania! – wkurzyłam się. Jednak ochroniarz nie zwrócił na mnie uwagi, tylko mruknął coś po polsku pod nosem. Nie mówiąc od 11 lat po polsku trudno się dziwić, dlaczego mało co rozumiem w tym języku. Tym bardziej, że moi rodzice też nie mówili w domu po polsku. Mieliśmy na zawsze zostać w Niemczech, przez 11 lat używaliśmy tylko tego języka.
Będąc już za odprawą podeszło do mnie 4 ludzi. Dwóch chłopaków i dwie dziewczyny.
- Możemy prosić o autograf?

- Odejdźcie stąd, śpieszymy się! – zagrzmiał ochroniarz

- Halo! Nigdzie się nie śpieszymy! Dla kogo autografy? – zwróciłam się z uśmiechem do czwórki. Wykonałam podpisy, zrobiłam sobie z nimi zdjęcia i poszłam dalej. Kawałek dalej zwróciłam się do ochroniarzy.
- Nie przyjmuję takiego zachowania! Jeżeli podejdą do nas jacyś fani, to nie macie prawa ich odganiać i to jeszcze w taki sposób. – ponownie nic nie odpowiedzieli, tylko kazali iść mi dalej. Usiedliśmy w jakiejś kawiarence i tam przeczekaliśmy pół godziny, po której można było wejść do samolotu. Odszukałam swojego miejsca w pierwszej klasie i stwierdziłam z przyjemnością, że w pobliżu nie będzie żadnego z tych ochroniarzy. Jednak na miejscu obok ktoś już siedział.
- Tom? Co ty tutaj robisz?

Image Hosted by ImageShack.us

Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Seria druga - Rozdział 35 - Teledysk, cz.2-ost.

niedziela, 28.października.2007, 22:32
- Jeszcze raz. To ma wyjść naturalnie! – krzyczał reżyser, kiedy już po raz 6 nagrywaliśmy moment, kiedy znajduję wyjście z hali i biegnę przez korytarz. Cały czas coś idzie nie tak. Albo nagle się potykam o niewiadomo co, albo wszystko wychodzi strasznie sztucznie.

- Powieszę się zaraz... – mruczałam, przechodząc od otwartych drzwi do mojej rozwalonej już skrzyneczki.

- Nie marudź. – dziewczyny z TB i chłopaki z dawnego TH śmiali się w najlepsze.

- Cisza na planie! – znowu rozległ się krzyk. Zmierzono mi ponownie odbicie światła od twarzy itd. – Akcja! – ujęcie – No nareszcie. Teraz jest super. Teraz nagramy moment, jak łapie cię ten chłopak. A. Właśnie. Gdzie jest Günter?

- Nie ma go. – jedna ze stylistek.

- Jak to nie ma? Tak to jest, jak bierze się pierwszych lepszych statystów.

- I co teraz zrobimy? – zapytałam.

- Dobre pytanie. – kierownik rozejrzał się po hali. – A wasi koledzy? Ci z Tokio Hotel?

- Eee... Nie wiem, czy się którykolwiek zgodzi na to... – mruknęłam.

- Chłopaki pozwólcie tutaj. – zawołał naszych przyszłych "aktorów".

- Tak? – Bill.

- Czy któryś z was, nie zagrałby chłopaka, który więzi dziewczyny? – facet postawił sprawę jasno.

- Ale jak to? – Georg.

- Nie przybył chłopak, który miał go zagrać. Potrzebujemy szybko zastępcę.

- Jak potrzeba to z chęcią pomożemy. – przytaknęli całą czwórką.

- Super. Chłopak musi być mniej więcej Iski wzrostu. – zmierzył nas wzrokiem – Isa, stań koło nich. Yhym. – rzeczywiście super. Tomowi sięgałam do ramienia, Billowi też tak gdzieś, Georg był wyższy o głowę i tylko Gusti był jakieś 5 cm ode mnie wyższy. No cóż. W końcu mam tylko 1,65 m wzrostu. Nie moja wina. – Gustav. Ty będziesz najlepszy.

- A z czego to wynika? – zainteresowali się pozostali.

- Jesteście za wysocy. Jakbym wziął np. Billa to byście wyglądali jak wielkolud i krasnal. – zaśmiał się.

- Dzięki. – skrzywiłam się. Właśnie zostałam nazwana krasnalem. Skaczę z radości.

- Oj, nie obrażaj się. – i odszedł, jednak zaraz było go słychać – Wszyscy na miejsca! Kręcimy! – poszłam z Gustavem na obskurny korytarz, gdzie miał mnie złapać. Chłopak został przypudrowany trochę i był niemal gotowy.

- Słuchaj. Nic trudnego. Ona biegnie, jak usłyszysz dźwięk dzwonka to masz wyjść z tej wnęki i ją złapać. Koniec sceny. Rozumiesz wszystko? – pan Andreas wytłumaczył mu całe ujęcie.

- Tak. Jestem gotowy.

- Ok. Iska do drzwi. Ty się tutaj schowaj i zaczynamy. Mamy godzinę 14, jak dobrze pójdzie skończymy za jakieś 1,5 do 2 godzin. Postarać się! – odszedł – Uwaga! Dawać playback i akcja! – i znowu. Było trochę kłopotów przy pierwszych dwóch próbach nagrania, ponieważ Gusti nie mógł sobie wszystkiego oszacować, jak, co i kiedy. 4 próba. – Cięcie! Pięknie! Gratulacje! Kath przygotuj się. Teraz scena jak psujesz gitarę i razem z Isą uciekacie. Dobrze nam idzie. Oby tak dalej.

- A może jakaś przerwa? – zaproponowałam.

- Przerwa? Była 2 godziny temu. Będziemy nagrywać to szybciej skończymy. No Kath! Raz, dwa!

- No idę, idę. – Kath.

- A...a...przepraszam bardzo. Ale czy ja to wszystko przeżyję? – Gusti.

- Oczywiście. – zaśmialiśmy się – Kath walnie gitarą w ścianę lekko na skos od twojej głowy. Tobie się nic nie stanie, a wszystko będzie wyglądało tak, jakbyś naprawdę dostał nią w głowę. Tylko musisz sobie wyczuć ten moment, kiedy masz upaść.

- Ok. – i znowu wszystko to samo. Tę scenę nagrywaliśmy jak na razie najwięcej razy. Dopiero po 14 próbie wszystko wyglądało pięknie.

- Gustav tobie bardzo dziękujemy. Zgłoś się do menagera dziewczyn to dostaniesz wynagrodzenie, a my idziemy dalej. Jeszcze tylko 3 sceny do nagrania. Jak Iska z Kath uciekają. Jak wybiegają na dwór i ostatnia jak dołączają do nich dziewczyny. Do roboty.

- Przydałaby nam się przerwa. – powtórzyłam po raz kolejny tego dnia.

- Jaka przerwa? To jest godzina pracy i jesteśmy wolni. Bierzemy się do roboty!

- Niech pan mnie posłucha. Nagrywamy od prawie 5 godzin bez przerwy. Nie nagram ani sekundy bez chociażby 5-minutowej przerwy! – postawiłam się.

- Dobra. 5 minut dla wszystkich. – kierownik krzyknął i każdy się rozszedł.

- Mogłaś powiedzieć 20 minut. Co nam po 5? – Kath.

- Dobre i to 5.

- Wiecie, że Gustav dostał 500 € za to, że zagrał w 2 ujęciach?! – Georg się zbulwersował.

- Było trzeba tak nie rosnąć. – wystawiłam mu język i zobaczywszy kubeczek z kawą w rękach Toma, podeszłam do niego i mu go zabrałam.

- Ej. To moje! – zawył.

- Nieprawda, bo już moje. – zaśmiałam się.

- Krasnoludek.

- Pff. Wielkolud.

- Nie kłóćcie się. Mam pytanie. – Gustav.

- To on zaczął.

- Nie, bo ona.

- Jak z dziećmi... – Kaha pokręciła głową.

- Słuchajcie. Wiecie coś o tym, dlaczego David kazał nam się zacząć pakować i przygotować na wyjazd?

- Eee...– Aga się zmieszała.

- Ja nic nie wiem. – zakomunikowałam, patrząc w innym kierunku.

- Czyżby na pewno? – Bill chciał rozwinąć temat.

- Oj, chyba nas już wołają na plan. – Kath i ja chciałyśmy już się ulotnić.

- Nie tak szybko. – czwórka chłopaków zastawiło nam drogę.

- Koniec przerwy! Na plan! – tym razem reżyser spadł nam, jak z nieba. Wróciłyśmy z Kath tam, gdzie poprzednio skończyliśmy i zostałyśmy standardowo zaatakowane przez makijażystki. – Uwaga! Playback, akcja! – 1 raz. 2 raz. 3 raz. ... 6 raz. 7 raz. – Dobra. Mamy to. Teraz tylko Aga i Kaha jak dołączają i koniec.

- Nareszcie. – stęknęła Kath.

- Dziewczyny wiedzą co robić? – słowa zostały skierowane do Kahy i Agi, które przytaknęły. Mogliśmy nagrywać ostatnią scenę. – Gotowe. Akcja! – wszystko udało nam się nagrać perfekcyjnie z zaledwie 2 powtórzeniami. Rekord. Zaczęły się oklaski dla zespołu, techników, reżysera i wszystkich, którzy mieli wkład w teledysk. Później były długie podziękowania, pożegnania. Przebrałyśmy się i byłyśmy wolne. Gdy już wychodziłyśmy z budynku, zatrzymałam na chwilę Kath.

- Mam do ciebie prośbę... – zaczęłam.

- O co chodzi?

- Pojedziesz ze mną teraz na badanie? – zmieszałam się trochę.

- Dobrze, ale jakie badania? – wyjaśniłam jej wszystko, poczym pożegnawszy się z Kahą, Agą i chłopakami pojechałyśmy w stronę centrum Berlina. Już po ok. 30 minutach jazdy, zaparkowałyśmy na parkingu kliniki i weszłyśmy do wielkiego budynku o nazwie: Berliner Aids-Hilfe.

- Dzień dobry. Nazywam się Isabell Breckman. Chciałabym zrobić sobie badania na obecność wirusa HIV. – powiedziałam do pielęgniarki, która siedziała w rejestracji.

- Ma pani szczęście, ponieważ doktor jest właśnie wolny. Zazwyczaj trzeba się wcześniej umawiać na wizytę. – uśmiechnęła się.

- Cieszę się.

- Dobrze. Niech pani uda się pod gabinet nr. 10 i poczeka chwilę na lekarza. Powinien zaraz się pojawić.

- Dziękuję.

- Proszę bardzo. – udałam się z Kath pod dany pokój i usiadłam razem z nią na krzesełkach.

- Nie spodziewałam się, że myślisz o takich badaniach... – odezwała się.

- Dyrektor Universal'u przed rozpoczęciem nagrywania naszej płyty kazał mi iść się zbadać.

- To dlaczego dopiero teraz tutaj jesteś?

- Znasz mnie. Musiałam być mądrzejsza. Wyśmiałam go i zapomniałam o tym. Jednak te różne zasłabnięcia zaczęły mnie niepokoić. Pytałam się już lekarza w szpitalu, czy jest taka możliwość, że to mogą być właśnie jakieś objawy. Powiedział, żebym się przebadała.

- Boże. A co jeśli...

- Jeśli jestem chora? Nie wiem. Boję się... – dopiero teraz tak naprawdę doszło do mnie, czego mogę się zaraz dowiedzieć. Przytuliłam się do przyjaciółki.

- Będzie wszystko dobrze. Zobaczysz. Nawet jeśli wynik będzie pozytywny, będę z tobą. Nie zostawię cię... – siedziałyśmy tak chwilę. Czułam, że gitarzystka przeżywa wszystko tak bardzo jak ja. A ona nie powinna się teraz denerwować.

- Witam panie. Zapraszam do gabinetu. – doktor koło 50. z lekką łysinką na głowie otworzył swój gabinet i dłonią dał do zrozumienia, że mamy wejść. – Orientuję się trochę w tym, jakie życie pani prowadzi, pani Breckman, więc pozwolę sobie zgadnąć, że to właśnie pani przyszła na to badanie.

- Dokładnie. – odpowiedziałam.

- Dobrze pani robi. Pobierzemy tylko krew i oddamy do badania.

- A kiedy dowiem się o wynikach?

- Badania nad obecnością wirusa HIV we krwi, przeprowadza się uważnie i co najmniej 3 razy. Nie możemy dopuścić do jakiejkolwiek pomyłki nad wynikiem testu. Dlatego wiadomości o tym, czy jest pani chora czy nie, należy się spodziewać po 4 dniach.

- Rozumiem. Jest też taki problem, co do odebrania wyników. Wyjeżdżam za 2 dni, ale czy mogłaby je odebrać przyjaciółka?

- Tak, jednak będzie pani musiała podpisać zaraz oświadczenie o tym, że wie o wszystkim. Oraz pani przyjaciółka też będzie musiała złożyć podpis na oświadczeniu, jak i przy odbiorze wyników.

- Dobrze.

- To teraz pójdziemy pobrać krew, a papiery panie załatwią w recepcji. – Kath została w gabinecie, a doktor i ja przeszliśmy do mniejszego pokoiku, gdzie były wszystkie lekarstwa i igły. Lekarz wypełnił moją krwią 4 małe fiolki, poczym przykleił na nie karteczki z moim nazwiskiem i jakimś numerem. Następnie odstawił je do specjalnego naczynia. – To wszystko z mojej strony. Proszę powiedzieć, co i jak pielęgniarce w recepcji i wszystko już tam załatwić.

- Dziękuję bardzo. Do widzenia.

- Do widzenia. – wyszłyśmy z pomieszczenia i wróciłyśmy do recepcji. Tam Kath i ja podpisałyśmy omawianą wcześniej zgodę i pożegnawszy się, pojechałyśmy do swoich domów. Teraz muszę przeczekać 4 dni.
- Będzie dobrze. – z tymi słowami zasnęłam.

Image Hosted by ImageShack.us

Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Seria druga - Rozdział 34 - Teledysk, cz.1.

poniedziałek, 8.października.2007, 19:31
Zaczyna się. Siedzę właśnie z dziewczynami w "garderobie". Malutkie i obskurne pomieszczenie, do którego wstawiono nam kanapę, cztery obrotowe fotele i wielki wieszak, na którym były ubrania dla każdej.
- Trochę tutaj... – Aga.

- ...śmierdzi... – Kaha.

- Hmm... W końcu nie można było spodziewać się, jakichś luksusów w starej opuszczonej hali. – powiedziałam, przeglądając ciuchy.

- Tutaj jest podobno temperatura na minusie...a ja nie widzę w tych rzeczach żadnych swetrów, ani kurtek. – Kath.

- Ej. A może to jakiś zamach na nas i chcą nas zamrozić – stwierdziłam poważnie, poczym wszystkie wybuchłyśmy śmiechem.

- Dobra. Trzeba się ubrać. – Aga.

- Yhym. Co my tutaj mamy? – Kaha zaczęła oglądać ciuchy – Czarne szorty. Czarna bluzka z krótkim rękawem. Czarne adidasy.

- Seksownie... – mruknęła Kath.

- Bardzo. Ale ej. Ja mam jakąś falbaniastą mini. – trzymałam w rękach krótką, czarną spódniczkę ze sztruksu z białymi nie wystającymi falbanami pod spodem.

- No. I nie masz adidasów, Moja Droga. Może masz być boso? – perkusistka, która właśnie zmieniała swoje długie spodnie na szorty.

- Chyba oszaleli.

- To chyba twoje – Kath podała mi adidasy, które leżały za kanapą.

- Dzięki. Miałam sobie je znaleźć? Już mi się tutaj nie podoba. – mruknęłam i tak jak dziewczyny zaczęłam się przebierać. Po kilku minutach byłyśmy gotowe i czekałyśmy na wizażystki. Po chwili zjawiły się dwie dziewczyny.

- Dzień dobry. – odezwały się razem.

- Hej. Jakie mamy mieć makijaże? – zagadała Aga, kręcąc się na swoim fotelu.

- A więc. Każda będzie miała taki sam makijaż. Czyli podkreślone oczy czarną kredką, powieki pomalowane lekko ciemno-szarym cieniem, czarny tusz na rzęsy i podkład. – wypowiedziała się, jak się okazało Anna.

- Jeżeli chodzi o fryzury, to tak. – Patricia, czy jakiej tam, zerknęła na jakieś kartki – Perkusistka włosy normalnie rozpuszczone, gitarzystka włosy związane w luźnego kucyka, basistce mamy podpiąć grzywkę do góry i włosy rozpuszczone, a wokalistce zrobić także luźnego kucyka, a krótsze włosy pozostawić wolno.

- No dziewczyny. Wychodzi na to, że pierwszy raz w życiu będziemy wyglądały jak normalne dziewczyny na teledysku, a nie przebierańce... – poruszałam brwiami, poczym każda usiadła na fotelach i oddałyśmy się w ręce dwóch dziewczyn. Po jakiejś godzinie byłyśmy gotowe, chwilę później przyszedł Mike i zabrał nas do głównej sali, w której faktycznie było lodowato.

- Zimno mi... – marudziła każda po kolei.

- Zaraz przyniosą wam kurtki. Tam macie kawę i herbatę. – manager pokazywał nam wszystko. W końcu przyniesiono nam kurtki.

- Taka kurtka to mi dużo da. – Kaha.

- Chodź. – Mike podszedł do niej, a ona się mocno wtuliła. Ciepło miłości, największe ciepło jakie może wystąpić na tym świecie.

- Ooo. Od razu lepiej. – zaśmiała się.

- Idę się napić herbaty... – przeszłam przez wejście, aby dojść na drugą stronę hali. Stały tam dwa takie same automaty do kawy, herbaty lub czekolady na gorąco. Jednak chyba nie działały.

U innych

- W ogóle. Nie wierzę, że to mówię, ale przydałby się jej jakiś chłopak. – Kaha.

- Hmm... Wydaje mi się, że ją może uratować tylko jeden chłopak, którego już sama zna... – Kath.

- Czyżbyś mówiła o Billu? – Aga.

- Eee tam, Bill. – rozmowę przerwały im głośne śmiechy osób, które właśnie podchodziły do nich.

- A co wy tutaj robicie? – zapytała basistka wtulając się w Georga.

- Przyjechaliśmy obserwować waszą pracę. – wyszczerzył się Bill.

- Super. Wam przynajmniej jest ciepło... – mruknęły niemal równocześnie – Nic nie dają te kurtki...

- No właśnie widzimy, że macie bardzo zimowe stroje na sobie. – Tom – Ale kogoś mi tutaj brakuje.

- Tam jest. Właśnie toczy wojnę z automatem do herbaty. – Kaha wskazała na swoją przyjaciółkę.

- Idę jej pomóc, bo jeszcze przegra. – zaśmiał się i poszedł w kierunku dziewczyny z małym uśmiechem. Uśmiechem, bo znowu zobaczy osobę, którą kocha, z małym, bo cały czas pamięta, że ta osoba nie będzie jego.

- Gdzie tutaj jest toaleta? – odezwał się Bill, rozglądając się na wszystkie strony, dopóki nie znalazł tabliczki z napisem "WC", gdzie szybko się udał.

- Hmm. Coś kogoś ciśnie... – mruknął Gustav, czerwieniąc się ze śmiechu.

- Kath. Myślisz, że Isa w Tomie... – Kaha.

- ...zakochała się? Jestem tego pewna. Z resztą. Nie tylko ona w nim. – gitarzystka spojrzała na Toma, który właśnie skradał się do wokalistki.

- Ale przecież to było tylko zauroczenie... – Georg.

- Dokładnie. Tak oboje mówili. – Gusti.

- A jednak. – Aga z lekkim uśmiechem.

U mnie

Nagle poczułam ten znany mi doskonale zapach męskich perfum.

- Wygrywasz? – usłyszałam wesoły głos. Humor mi się od razu poprawił, a wszystko w moim żołądku zrobiło przewrót.

- Przeciwnie. Z tego automatu nic nie chce lecieć... – oparłam się o ścianę.

- Moment. – Tom przyciskał guziczki z nadzieją, że w końcu coś poleci. W końcu zrezygnował. – Może to jest zepsute?

- Wątpię... – przechodził koło nas jakiś dźwiękowiec, chyba – Przepraszam bardzo. Wie pan może, dlaczego ten automat nie działa?

- Zobaczmy. – przycisnął kilka razy te same guziki, co my, poczym zajrzał za automat. Automat zabrzęczał i zaczął przygotowywać napój. – Nie był podłączony do prądu.

- A...aha. Dziękuję bardzo. – uśmiechnęłam się, a od środka czułam jak spalam się ze wstydu.

- Podłączenie automatu do prądu. To jest myśl... – Tom podrapał się po głowie, poczym wybuchliśmy śmiechem. Zrobiliśmy szybko 2 herbaty i wróciliśmy do reszty. Georg przytulał Agę, Mike Kahę, Bill Kath, a Gusti ścianę(?!).
- Gusti...co ty robisz tej ścianie? – zapytałam, próbując się nie roześmiać.

- Każdy kogoś ma. Tak więc, ja mam ścianę. Wiesz, jaka ona jest czuła? – mówił dosyć poważnie, pokazując narysowaną twarz na ścianie, jakimś markerem.

- Aha. Fajnie.

- Po co tam stoi szklana klatka? – Georg.

- Zaczynamy! Prosimy zespół na plan. – rozległ się krzyk, jakiegoś faceta. Po chwili byłyśmy koło, jak to Geo nazwał klatki, gotowe i bez kurtek. Brr.

- Witam wszystkich. Nazywam się Andreas Drawberick i będę reżyserował teledysk do nowej piosenki The BuTTerfliez "Love or hate us" – tutaj oklaski dla nas, rzecz jasna – Będziemy nagrywać wszystko po kolei. Wyjątkiem będzie tylko scena, w której Kath niszczy swoją gitarę. Nagramy ją na samym końcu. Dzisiaj zaczynamy, jutro kończymy. Dziewczyny do instrumentów. Iska zapoznaj się ze skrzynką i usiądź w środku.

- Tutaj jest tak.......przestronno... – zaśmiałam się i oparłam o szybę. Wrócił do mnie reżyser.

- Najpierw nagramy wstęp piosenki, gdzie widać tylko dziewczyny. Ty tutaj sobie posiedź.

- Mam pytanie. Mam później kopnąć w jedną z tych ścian i ona ma się rozlecieć. Jak to będzie dokładnie? – zapytałam.

- Ściana, w którą będziesz kopać jest podzielona na kilka kawałków. Walnięciem w którekolwiek miejsce tutaj spowoduje, wypadnięcie. Podczas montowania jeszcze dorobimy kilka szczegółów komputerowo.

- Aha. No dobra. Czy muszę tutaj cały czas siedzieć, czy mogę iść?

- Na razie będziemy nagrywać dziewczyny, więc masz chwilę wolnego jeszcze.

- Ok. – wywlokłam się z tego pudełeczka i skierowałam się do chłopaków.

- Witamy ponownie. – zaśmiali się, a ja podeszłam do Gustava i się w niego wtuliłam.

- Ha! Zawsze wiedziałem, że to właśnie mnie kobiety najbardziej lubią.

- Jesteś po prostu najcieplejszy. – uśmiechnęłam się.

- Ej! Ja też jestem ciepły! – odezwał się Tom.

- Tak. Ty. Takie chucherko. – zaśmiałam się.

- Odezwała się. – obraził się, jednak po chwili uśmiechnął się i zarządził przytulanie grupowe.

- No i moją dziewczynę szlak trafił. – westchnął Gusti.

- Ty masz dziewczynę? – podniosłam szybko głowę do góry.

- No ba. Nazywa się Dona.

- Ooo. Kiedy ją poznam? – poruszałam śmiesznie brwiami, na co wszyscy wpadli w śmiech.

- Cisza! – rozległ się krzyk. Ucichliśmy.

- Więc? – ponowiłam pytanie.

- Nie wiem. Może pojutrze, jak skończycie teledysk?

- Jest wydanie płyty. Będziemy siedzieć od 11 w Music Taun 2 godziny, później w Domu Kultury w Magdeburgu też 2 godziny i podpisujemy nową płytę. O 17 mamy Viva Live, a o 20 mam samolot do Polski.

- Jak to samolot?! – zapiszczeli.

- Chcę odwiedzić rodziców w Polsce. Ale nie martwcie się. Za dwa dni znowu się zobaczymy. – pokazałam im język i wyswobodziłam się. W playback'u, który leciał podczas kręcenia zaczął się tekst, a reżyser wydał z siebie okrzyk zadowolenia. Wróciłam na swój plan.
*
- Zrobiliśmy dzisiaj kawał dobrej roboty. Świetnie się z wami pracuje. Widzimy się jutro o 8 w tym miejscu. – reżyser właśnie żegnał się z nami przez budynkiem. Była godzina 1:10. W domu będziemy przed 3. Suuuper.

- Dzięki. Do zobaczenia. – krzyknęłyśmy i każdy odjechał w swoją stronę. Nie wiem jakim cudem, ale do Kath wpakował się Bill. Mimo, że przez 15 minut próbowała go wykurzyć z samochodu i tak pojechał z nią. Oczywiście na drodze nie obyło się bez ścigania. No ale cóż. Taka już nasza natura.

Image Hosted by ImageShack.us

Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:
7 rano.
- Av, wstajemy... – zaczęłam walić ręką w coś miękkiego.

- Co robisz? – spytała osoba, stojąca w drzwiach pokoju.

- Budzę cię...

- Aaa... To fajnie. Chodź zrobiłam kanapki. – i poszła. Wstałam powoli i się przeciągnęłam. Zeszłam na dół.

- O której ty wstałaś? – zapytałam zabierając się za kanapkę.

- Jakieś pół godziny temu. O której ty będziesz wyjeżdżała do pracy?

- W pół do 9.

- A dałoby radę wyjechać trochę wcześniej i podwiozłabyś mnie do hotelu?

- Którego?

- Plaza.

- To blisko Universala. Ale czemu Plaza? Przecież to taki sobie hotel...

- I tak najlepszy w Magdeburgu. Gdybym zatrzymała się w Berlinie to bym miała tutaj ze 3 godziny jazdy.

- Czyli chciałaś być blisko naaaaaas.... – zaśmiałam się.

- No już. Nie podniecaj się tak.

- Ahh. Już orgazmu dostaję!! – oblałam się herbatą.

- Z kim ja się zadaję?! – spojrzała na mnie z rozbawieniem w oczach i poszła na górę. Dopiłam to co mi zostało z herbaty i poszłam w jej ślady. Wzięłam ubrania z szafy, które naszykowałam sobie wczoraj i udałam się do łazienki na dół. Na górze ubiegła mnie Avril.
Umyłam się, ubrałam i zdjęłam powoli opatrunek z moich dwóch nowych nabytków. Patrząc nie było tak źle. Krawędzie tatuaży były tylko lekko czerwone, ale już nic nie bolało. Na koniec uczesałam się, umalowałam i wyszłam.

- Myślałam, że cię już umywalka wciągnęła. Musimy już wychodzić. – Av stanęła przede mną.

- Jak tam twój tatuaż? Zdjęłaś opatrunek? – zapytałam.

- Zdjęłam. Myślałam, że będzie gorzej. Ale patrzę, a tutaj prawie nie widać, że jest świeży. Widać tylko lekkie zaczerwienienie. A jak tam twoje?

- Tak samo. Pokaż swój. – odsłoniła małego, kolorowego diabełka, którego miała na ramieniu. Ja pokazałam swoje dwa, poczym zadzwonił telefon.

- Założę kolczyki, wezmę komórkę, odbiorę telefon i idziemy. – puściłam do niej oczko i poszłam do telefonu.

- Jestem spóźniona... – usłyszałam jeszcze mruknięcie Av.

- Halo? – odebrałam. Usłyszałam spokojny, delikatny głos, mówiący po polsku.

~ Tak myślałam, że dodzwonię się do ciebie tylko rano. Cześć córciu. – mama.

- Miałam do was zadzwonić, ale jakoś zabrakło mi czasu. Przepraszam.

~ No tak. Mieć córkę, jako gwiazdę nie jest łatwe.

- Nie mów tak. Stęskniłam się za wami... – posmutniałam.

~ My też za tobą tęsknimy. Będziesz miała czas, żeby zobaczyć się z nami, jak będziecie w Warszawie?

- Zrobię wszystko, aby wstąpić do domu. Mamy 9 marca. Dzisiaj i jutro kręcimy teledysk, 11-ego i 12-ego mamy wydanie płyty, 13-ego i 14-ego mamy wolne, a 15-ego koncert w Warszawie. Może uda mi się przylecieć 12-ego wieczorem.

~ Byłoby cudownie. Tata się ucieszy. Ale będzie się działo. Ty przyjeżdżasz, a 15-ego Ania przyjedzie. – ucieszyła się.

- Jak ja jej dawno nie widziałam. O której będzie w Polsce?

~ O 9. Do kiedy jesteście w Polsce?

- 16-ego wieczorem wylatujemy do Austrii.

- Iska! Jak się spóźnię to Cliff mnie zabije!! – blondynka marudziła mi nad uchem.

- Przynieś mi kolczyki i komórkę z góry. Już kończę.

- Mamo, ja muszę kończyć. Zobaczymy się za kilka dni.

~ Może w końcu będę mogła porozmawiać z własnym dzieckiem normalnie, bez pośpiechu.

- Na pewno. Pa mamuś.

~ Pa kochanie. – rozłączyłyśmy się.

- No nareszcie! Masz tutaj kolczyki, komórkę, kluczyki i idziemy. Raz! – wypchnęła mnie do garażu.

- A kurtka?

- Pieprzyć kurtkę! Jest 8:45. Za 15 minut muszę być w hotelu. – wskoczyła do samochodu, a ja za nią.

- Zdążymy. – dokładnie o 9:10 stanęłam pod dość dużym budynkiem z napisem Plaza Hotel. – I jesteśmy.

- Dobra. Dzięki. Widzimy się na Sapporo i Tokio Dome. Tak?

- Dokładnie. Szybko zleci.

- Taaak. Miłej pracy i udanej trasy. Do zobaczenia. – uścisnęłyśmy się, poczym Avril pognała do hotelu. Pojechałam do Universala. Zaparkowałam i udałam się do budynku.

- Cześć Mała. – usłyszałam i ujrzałam zaraz uśmiechniętego Toma.

- Cześć Duży. – uśmiechnęłam się tak samo.

- Cześć Mała. – trącił mnie łokciem.

- Cześć Duży. – też go trąciłam.

- Mała. Ja ci tu mnie trącę. – zaśmiał się.

- Duży. To ty zacząłeś. – wystawiłam mu język.

- Mała..

- Chodźmy lepiej do windy. Muszę jechać na górę....Duży.

- Robi się.....Mała. – złapał mnie pod rękę – Jaka ty jesteś zimna.

- Przez Avril nie zdążyłam wziąć kurtki. – spojrzał na nadgarstek.

- A tutaj co masz? – weszliśmy do windy, a ja nacisnęłam odpowiedni guziczek.

- Tatuaż.

- Świeży?

- Aga wczoraj zaciągnęłam mnie i Av. I tym sposobem mam już trzy – poruszałam brwiami.

- Trzy? Miałaś jeden na lędźwiach o ile się nie mylę.

- Wczoraj zrobiłam dwa. Dobra, moje piętro. Żegnam pana Dużego.

- Żegnam panią Małą. – z uśmiechem na twarzy weszłam do naszego pokoju "obrad". Zawsze tutaj rozmawiamy o różnych rzeczach i zawsze tutaj podejmujemy decyzje związane z zespołem.

- Witam wszystkich. – krzyknęłam.

- Aaaa! Isa. – Aga zaczęła skakać koło mnie.

- Boże, jesteś chora. Co się stało? – patrzyłam na nią z rozbawieniem.

- Jadą z nami! Jadą z nami! Jadą z nami! – cieszyła się.

- Skarbie, ale kto? – złapałam ją za ramiona, aby stanęła w miejscu.

- Jak to kto? Chłopaki. Geo, Bill, Tom i Gusti. Jadą z nami.

- Ale jak to? Znowu połączona trasa?

- Nie. Jako po prostu przyjaciele. – Mike.

- A co z Tokio Hotel? Mają urlop? – dopytywałam się, ponieważ było to trochę dziwne.

- Tokio Hotel już nie istnieje. – Kaha.

- Że jak?

- Usiądź. – zrobiłam to co mi Mike kazał – Od kilku miesięcy TH już nie budziło się z wielkim zainteresowaniem. Wszystkie piosenki powypadały drastycznie z list przebojów, żadna gazeta już o nich nie pisze, nie robią im sesji, nie chcą wywiadów. Główni producenci całej wytwórni w tym prezes Universal Music, podjęli decyzję, że zespół już się wyczerpał i rozwiązano Tokio Hotel.

- Boże... – wydusiłam z siebie – Chłopaki już wiedzą?

- Od wczoraj.

- Dziwne. Widziałam się z Tomem, jak jechałam na górę i był szczęśliwy...

- David mówił, że chłopaki to przyjęli spokojnie. Wręcz powiedzieli, że się spodziewali i się z tego cieszą.

- Ale z czego się tu cieszyć? – Kath się zdziwiła. Z resztą nie tylko ona.

- Na przykład z wolności. Powoli staną się znowu normalnymi ludźmi. Pieniędzy też dosyć sporo zarobili, więc kilka lat mają bezpieczne, a to wszystko co przeżyli nikt im nie odbierze.

- Ale skoro nie jadą z nami, przez wytwórnię, to kto za nich zapłaci? Przecież te wszystkie podróże kosztują. – zauważyła już poważnie Aga.

- Dzisiaj rano rozmawiałem razem z Davidem z prezesem. Postanowiliśmy, że nasz piątka plus David składa się po 15 tysięcy, a resztę płaci wytwórnia. – spojrzał na nas.

- A czemu oni nie płacą? – zapytałam.

- Ujmijmy to tak. Taka niespodzianka dla nich. Aga będzie miała przy sobie chłopaka, więc będą razem, wy będziecie miały przyjaciół koło siebie, a i jak coś to mamy Toma, jako gitarzystę. – Mike.

- To wszystko jest takie trochę dziwne... – Kaha.

- David też się do tego przyłączył, a przecież już go nic nie łączy z chłopakami... – Kath.

- Pracowali ze sobą przez długi czas. Są przyjaciółmi. David robił wszystko, aby jeszcze przetrzymać chłopaków na rynku.

- I on też jedzie? – zapytałyśmy razem.

- Nie. On nie. – uśmiechnął się – Tak więc, zgadzacie się? – spojrzałyśmy na siebie i nastała cisza. Każda myślała nad tym, czy to na pewno jest dobry pomysł. W końcu przytaknęłyśmy zgodnie.

- Super. Idę powiedzieć Davidowi, a wy zjeżdżajcie na dół. Zaraz do was dołączę i dam wam dokładny adres hali, gdzie mamy kręcić teledysk. Tam jest już wszystko gotowe, a ekipa niedługo będzie. – chłopak pojechał piętro wyżej, a my na parking. Po jakichś 20 minutach dołączył do nas menager.

- Jedziemy własnymi samochodami. Bez sensu by było bawić się w bus. Oczywiście Kaha, ty jedziesz ze mną. Wjeżdżamy na autostradę i jedziemy do Berlina. Jedziemy pierwsi i nas nie wyprzedzać. Inaczej nie traficie na miejsce. – ogłosił.

- Tak jest, Sir! – zaśmiałyśmy się i udaliśmy się w drogę. Do autostrady jechałyśmy grzecznie za Mikiem i Kahą, jednak później miałam dość ślamazarnej jazdy, jaką Mike tym razem zastosował. Wybrałam jego numer w komórce, przełączyłam na głośno mówiący i wcisnęłam znacznie pedał gazu. Po chwili mogłam podziwiać bordowego Mercedesa we wstecznym lusterku.

- Ja chyba coś mówiłem... – odezwał się Mike w telefonie.

- Przepraszam, ale mój samochód źle się czuję jadąc 50 na godzinę w chwili, gdy może 130. – zaśmiałam się – Zaczekam przy wjeździe do Berlina. Pa. – i nie pozwoliłam mu dokończyć. W moje ślady poszły dziewczyny i już za chwilę, próbowały mnie dogonić. Po 1,5 godzinnej jazdy zauważyłam tabliczkę z napisem Berlin i zwolniłam z zamiarem poczekania na Mike i Kahę. Po chwili pojawili się i dojechaliśmy już pod halę.

Image Hosted by ImageShack.us

Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Seria druga - Rozdział 32 - Tatuaże.

piątek, 10.sierpnia.2007, 21:25
Dzień wolny. Od samego rana chodziłam po domu, pustym domu i próbowałam czymś się zająć. Była coś koło 11, kiedy usłyszałam pukanie do drzwi.

- Co ty tutaj robisz? - wpuściłam Avril do domu, a ta zdjęła buty itd.

- Pff. Jak to co ja tutaj robię? Dzisiaj mam wolne i przyszłam do przyjaciółki z branży, której nie widziałam już pół roku. Czy to takie dziwne? – zaśmiała się, tak jak to ona i tylko ona robi i przeniosła się do salonu. Tam wskoczyła na kanapę i usiadła na jej oparciu.

- Masz rację to nie jest dziwne. Szczególnie w twoim wykonaniu. - zaśmiałam się i usiadłam koło niej.

- Jak zaraz puszczę focha to chyba tak cię kopnę, że na Marsa wyfruniesz.

- A czy to jest bezpieczne? - podniosłam brew.

- Ta od bezpieczności się znalazła. - uśmiechnęła się pod nosem i schwytawszy pilota od telewizora w swoje ręce włączyła na Vivę - Co to w ogóle jest?

- To jest niejaka Lafee. Nawet przyjemna dziewczyna. Rozmawiałam z nią z dwa czy trzy razy. - przełączyła na MTV.

- O. Znam to skądś - zaśmiała się głośno na widok teledysku „Girlfriend”.

- Hmm. Ciekawe skąd. - zmrużyłam oczy.

- A pamiętasz rozdanie nagród MTV w tamtym roku? Dzień przed w hotelu? - zapytała podejrzliwie, patrząc na mnie.

- O nie. Avril proszę. - i się zaczęło. Otóż w nocy przed uroczystością, w jednym wielkim pokoju zebrało się TB i dołączyła do nich Avril Lavigne. Wszystko skończyło się na tym, że został włączony program muzyczny w telewizji, a Av i ja, siedząc na kanapie śpiewałyśmy głośno każdą piosenkę.

- "Hej! Hej! You! You! I don’t like your girlfriend. No way! No way! I think you need a new one. Hej! Hej! You! You! I could be your girlfriend…" - przyłączyłam się do niej i tak rzucając się po całym oparciu śpiewałyśmy wszystkie piosenki, które leciały na MTV. Mniej więcej: Beyonce, Good Charlotte, Green Day, Rihanna, Jennifer Lopez, The BuTTerfliez, Avril Lavigne, Pink, Pussycat Dolls, a nawet US5 i Tokio Hotel. TH trochę nam się nie udało, bo tekstów kompletnie nie znałyśmy. Ale bawiłyśmy się dobrze. Na ekranie wyświetlił się początek pierwszego singla US5-Maria.

- Aaaa! Mój ulubiony kawałek. – wykrzyknęła cała czerwona ze śmiechu Av i zaczęła śpiewać, a ja patrząc się na nią i śmiejąc w pewnej chwili z wielkim hałasem spadłam z oparcia prosto na twardą podłogę. Jednak od wszystkich podskoków, które wykonywała blondynka nie musiałam czuć się samotna.

- Mój tyłek. - powiedziałyśmy obie i zaczęłyśmy się śmiać.

- Ja wiem, że się świetnie bawicie, ale gości powinno się przyjmować. No chociaż otwierać im drzwi. - w wejściu do salonu śmiejąc się, stała Aga.

- Zapamiętam na przyszłość. - wystawiłam jej język i jakoś powoli wstałam z podłogi. Av zrobiła to samo. - ale mnie wszystko boli... - jęczałam.

- To zaraz będzie cię bardziej boleć. Idziemy zrobić sobie tatuaż. - basistka się uśmiechnęła, mimo tego wyglądała jakby mówiła poważnie.

- No to się Iska wkopałaś. - zachichotała Kanadyjka i poszła do kuchni.

- Av! Nie ciesz się tak. Ty też idziesz. Zawsze mówiłaś, że chciałabyś sobie zrobić jakiś tatuaż. - krzyknęła Aga.

- Ale jak?! Tak teraz? Przecież Mike nas zabije. Jutro kręcimy teledysk. Przecież to boooooooli. - zawyłam, patrząc na nią, jak idiotka.

- Dobra. Ja mogę sobie zrobić. Na ramieniu. Tak jak kiedyś mówiłam. - oznajmiła pewnie Av, stając w przedpokoju i ubierając buty.

- No widzisz. Jest odważniejsza od ciebie. - Aga.

- Pff. Odważniejsza? Ja sobie zrobię 2. I będzie fajnie. - uśmiechnęłam się i poszłam założyć buty, kurtkę i na końcu czarne okulary. To samo zrobiły dziewczyny i już po chwili wszystkie trzy wchodziłyśmy do samochodu Agi. Cały czas gadałyśmy o tym, gdzie i jakie tatuaże chcemy. Wreszcie po jakiejś 1,5 godzinie zatrzymałyśmy się przy najlepszym studiu tatuaży w Magdeburgu. Weszłyśmy do białego pomieszczenia, gdzie były kanapy i stoliki z albumami tatuaży, oraz 5 par drzwi. Pierwszy tatuaż też tutaj robiłam. Drzwi prowadzą do oddzielnych gabinetów, gdzie wykonywane są tzw. dziary. Powiesiłyśmy nasze kurtki na wieszaku przy drzwiach i zdjęłyśmy okulary, poczym usiadłyśmy na jednej z kanap i każda zaczęła szukać jakiegoś tatuażu, który jej się spodoba. Po ok. godzinie wzory były wybrane. Przyszedł facet pełen różnorodnych tatuaży i po uzgodnieniu z basistką tatuażu, zabrał ją ze sobą do gabinetu numer 3. Po chwili wyszła też kobieta i mężczyzna. Ja poszłam za obtatułowaną dziewczyną, a Av za facetem.

- Tak więc zdecydowałaś się na 2 tatuaże. – przytaknęłam – W jakich miejscach?

- Na prawym biodrze i na lewym nadgarstku. Wybrałam już dwa wzory. – podałam dwa papierki, które było trzeba wyjąć z albumów.

- Ok. Dobry wybór. To serce na biodrze, tak? – przytaknęłam – Będzie z nim trochę roboty. Ale ciekawy tatuaż będzie. Aha. Jeszcze jedno. O ile się nie mylę masz już jeden. – w takich momentach przeklinam gazety. Nie cierpię, kiedy obcy ludzie wiedzą, co mam, a czego nie.

- Tak. Na lędźwiach. Zapewne pani wie, jak on wygląda... – uśmiechnęłam się krzywo.

- Będzie nam łatwiej, jak będziemy mówić sobie na "TY".

- Mi tam i tak wszystko jedno.

- Dobra. Nie ma co tracić czasu. Najpierw biodro, czy nadgarstek?

- Najdłużej chyba będzie biodro. Więc od tego zaczniemy.

- Ok. W takim razie połóż się tutaj na plecach, podciągnij albo zdejmij bluzkę. Jak ci tam wygodnie i opuść trochę spodnie. Zaraz wracam. – zrobiłam to, co mi kazała. Po 15 minutach wróciła z gotowym wzorem, który po chwili odbiła mi na brzuchu. Uprzednio oczywiście przemywając miejsce na tatuaż spirytusem. – W tym miejscu? Czy chciałabyś w innym? – podała mi lusterko. Przyjrzałam się dokładnie lekko widocznemu szkicowi.

- Doskonale. Jestem gotowa. – powiedziałam pewnie i zacisnęłam zęby. Po chwili usłyszałam znane mi już piknięcie ładowanego pistoletu i ciche brzęczenie gotowej już igły. Jedyne co później czułam to ból. Dziewczyna robiła wszystko powoli i starannie. Miałam ochotę się drzeć.

- Już prawie koniec. Dzielna jesteś. Właśnie skończyłam robić wstęgę na sercu. Już niedługo. – mówiła do mnie. Wszystko trwało już 1,5 godziny. Plus jest taki, że po pół godzinie przyzwyczajasz się trochę do bólu i tak bardzo już go nie czujesz. Minęła godzina.

- Gotowe. Dzielna dziewczyna. Chcesz zobaczyć, zanim założę opatrunek?

- Tak. W końcu jak tyle się nacierpiałam musi być jakaś nagroda. – uśmiechnęłam się, na co kobieta podając mi lusterko zaśmiała się – Ładnie wyszło. Dzięki.

- Cieszę się, że ci się podoba. A podziękujesz na końcu. Jeszcze nadgarstek robimy. – założyła mi jeszcze opatrunek na biodro i pomogła wstać do pozycji siedzącej. Następnie poszła odbić następny wzór. Tym razem wróciła wcześniej. Przemyła mi miejsce na tatuaż i odbiła jego wzór. Oparłam rękę na specjalnym stojaku i wszystko zaczęło się od nowa. Pyknięcie i brzęczenie. I znowu początkowy ból. Ten tatuaż zajął był gotowy po ok. 1,5 godzinie.

- Chłopak musi być wyjątkowy, jeżeli tatuujesz sobie jego imię na nadgarstku. – uśmiechnęła się.

- I tak jest. Ten też ładnie wyszedł. – obejrzałam, poczym tatuażystka założyła mi drugi opatrunek.

- Wszystko gotowe. Mamy już 20. Opatrunki możesz spokojnie zdjąć jutro rano. O pielęgnacji chyba wiesz wszystko.

- Tak. Pamiętam wszystko. Ile płacę?

- Ten na biodrze był za 150, nadgarstek 90 i moja praca 50, czyli 290 €. Gotówka, czy karta?

- Karta. – wyjęłam z torebki portfel i kartę. Zapłaciłam, podziękowałam i poszłam do pomieszczenia, w którym zostawiłam Agę i Avril.

- Matko kochana. Czekałyśmy na ciebie 2 godziny. Co ty robiłaś sobie całe ramię, czy jak? Co oni ci robili przez 4 godziny, co? - zasypała mnie pytaniami Aga.

- Zobaczysz jutro, jak zdejmę opatrunek. - poruszałam brwiami.

- Nie wiem, jak wy, ale ja chcę iść już spać. Jutro czeka nas męczący dzień. Zamarzniemy. - mruknęła Aga i ubierając kurtkę poszła do samochodu, a Av i ja za chwilę do niej dołączyłyśmy. Basistka podjechała pod mój dom.

- Iska. Śpię u ciebie. - odparła Avril i wyszła razem ze mną. Pożegnałyśmy się z Agą i poszłyśmy do środka.

- Av. Wiesz, że ja cię nie wyrzucam, ale nie wiem, czy Cliff będzie zadowolony z tego, że nie śpisz w hotelu... - zdjęłam kurtkę uważając na nadgarstek.

- Oczywiście, że nie będzie zadowolony. Ale mam go gdzieś. Mam wolne i mogę robić co chcę. Sesję zdjęciową mam jutro o 9, więc pojadę od ciebie. I już. - powiedziała przechodząc do kuchni, a ja za nią. – Chcesz herbaty?

- Tak, poproszę. To ja ci idę poszukać, jakichś spodni dresowych, czy piżamy. - poleciałam szybko do swojej garderoby. W końcu wygrzebałam jakąś piżamę z długimi rękawami i zeszłam na dół do kuchni. Blondynka siedziała przy stole i popijała ciepłą herbatę. Dałam jej nocne ubranie.

- Ej. Może ja trochę podkręcę ogrzewanie, co? Jest -10 na dworze, a w domu ustawione mam na 15 stopni. - podrapałam się po głowie.

- Masz rację. Trochę chłodno tutaj. Cholera, w Stanach jest ciepło. - skrzywiła się, a ja podeszłam do białej skrzyneczki na ścianie w przedpokoju, która była odpowiedzialna za ogrzewanie oraz klimatyzację w całym domu. Zwiększyłam temperaturę i wróciłam do przyjaciółki. - Ale mnie boli to ramię...

- Pff. Ja mam wydziergane biodro i nadgarstek. Co ja mam powiedzieć? - zaśmiałam się - Z resztą. Jutro będziemy mogły zdjąć opatrunek. Oby zasnąć. Rano nie powinno już nic boleć.

- No ja myślę. Jutro mam koncert. Z resztą wy nagrywacie teledysk. Zapowiada się ciężki dzień. - oparła się o oparcie i na chwilę spuściła głowę do tyłu - Jaki jest plan na teledysk?

- Piosenka promująca "Love or Hate Us". Motyw przewodni jest taki, że będziemy uwięzione w jakimś starym magazynie przez szalonego chłopaka, który jest naszym fanem. Na środku jakiegoś ciemnego pokoju będę siedziała w szklanym pudełku. Za mną będzie perkusja, po prawej jej stronie gitara, a po lewej bas. Piosenka zaczyna się cichymi dźwiękami gitary i cichym śpiewem. Po chwili włącza się reszta instrumentów. Podczas tego momentu uwaga będzie skierowana na muzyczną stronę zespołu. Pod koniec pierwszej zwrotki muzyka robi się ostrzejsza, a kamera kieruję się na mnie. A ja siedzę oparta o ścianę gablotki i nie przejmując się niczym śpiewam lekko znudzonym głosem refren. W końcu podczas drugiej zwrotki prostuję się i patrzę prosto w kamerę, która została ustawiona przez chłopaka i zaczynam w refrenie wyrzucać mu wszystko, co leży mi na sercu. Pod koniec od tego wszystkiego kamera po prostu eksploduje. A ja wkurzona kopię w szklaną ścianę i rozbijam ją, podczas mocnej solówki Kath. Patrzę na wszystko co zrobiłam z dumą i zaczyna się trzecia zwrotka, w której krzyczę, że nikt nie może nas mieć i że zawsze uciekniemy. Przeszukuję wszystkie drzwi, aż w końcu któreś się otwierają. Uciekam. W tle tylko muzyka. Biegnę sama jakimś korytarzem, nagle łapie mnie ten chłopak. Gitara cichnie. Gra tylko bas i perkusja. Śpiewam refren, że jeżeli jest naszym fanem to czy tak naprawdę kocha nas, czy nienawidzi. Chłopak upada. Za nim stoi uśmiechnięta Kath z gitarą w ręku. Biegniemy razem korytarzem. Znajdujemy drzwi. Wokalu już nie ma, gitary też. Jest tylko mocna perkusja i bas. Otwieramy drzwi i wydostajemy się na zewnątrz. Promienie "słońca" nas oślepiają, więc kierujemy z Kath głowy do dołu. Kamera wraca do magazynu. Tam Aga rzuca bas, Kaha łapie pałeczki i szybko znajdują się obok nas. Podnoszę gwałtownie głowę i krzyczę KONIEC. - zakończyłam dłuuuugą opowieść - Nie da się tego opowiedzieć. Całe to moje gadanie będzie przedstawione przez niecałe 4 minuty, więc dopiero wtedy będzie dokładnie wiadomo o co chodzi...

- Wiesz. Za bardzo nie umiesz opowiadać, ale teledysk będzie i tak fajny. Ale i tak ja mam lepsze< - pokazała mi język.

- A nie lubię cię. Idę spać. - zaśmiałam się, dopiłam herbatę i poszłam na górę. Po chwili usłyszałam wodę lejącą się w łazience na dole. Poszłam w ślady dziewczyny. Chwyciłam swoją piżamę i z racji, że tatuaży nie należy moczyć, obmyłam się tylko i poszłam do łóżka. Przyszła Av i wśliznęła się pod kołdrę obok. - Z racji tego, że w tym domu są jeszcze 4 puste sypialnie możesz spać i tutaj - zaśmiałam się.

- A czy ja się pytam o pozwolenie? - pokazała mi język i ze śmiechem odwróciła się do mnie plecami wtulając się w poduszkę. Zgasiłam lampkę przy łóżku i zrobiłam to samo. Jutro ciężki dzień.

Image Hosted by ImageShack.us

Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:
- Jestem jej narzeczonym! – wyrwał się nagle Bill razem z Tomem. Lekarz spojrzał na nich.

- No to który z Panów jest narzeczonym? – doktor uniósł brew. Cisza. – No właśnie. Do widzenia Państwu. – i odszedł.

- Cholera. – zaklął Mike i podążył za lekarzem.

- Musiałeś się wyrwać? – krzyknął Bill.

- A ty musiałeś? – odegrał się Tom.

- Oboje się uspokójcie. – no tak. Jak Kaha się wydrze, to nie ma przebacz. Wszyscy stali już w ciszy, dopóki po 20 minutach nie wrócił menager TB.

- Ten lekarz, to jakiś gbur. – odparł opadając na krzesło, stojące na korytarzu.

- To nieważne. Co z nią? – Kath.

- Nic takiego. Zwykłe osłabienie. Za godzinę będzie wolna. Jeszcze w drodze do szpitala oprzytomniała.

- A gdzie Avril? – Aga.

- Siedzi z nią i śpiewa jej piosenki... – wszyscy spojrzeli na Mike’a - ...żeby Isce się nie nudziło. – Nikt już o nic nie pytał. Wszyscy udali się do wokalistki i przeczekali z nią tę obiecaną godzinę. Następnie porozjeżdżali się busem wytwórni. Avril do hotelu, Kaha i Mike do domu chłopaka, Aga, Iska i Bill do siebie, Tom i Kath (?) do centrum.


U KATH I TOMA

Dwoje 19-latków, którzy wysiedli z samochodu oznaczonym logiem Universal, przy głównym parku w Magdeburgu.

- O czym musimy porozmawiać? – zapytał Dredowłosy chłopak wchodząc do parku.

- Mam problem. – odpowiedziała.

- Ale co ja mam z tym wspólnego? – zdziwił się.

- Wiem, że nie masz ochoty ze mną rozmawiać, ale mógłbyś trochę uprzejmiej do wszystkiego podchodzić. – Kath stanęła.

- To nie tak... Chcę z tobą rozmawiać, ale... jest wieczór. Jestem już trochę zmęczony. Niepokoję się tym, co się dzieje z Izą, a na dodatek mam. Nie. Nic nie mam. – zrezygnował.

- Co masz?

- Nieważne.

- Ej. Mamy rozmawiać. Natomiast ty nie chcesz się przed nikim otworzyć.

- Problemy emocjonalne. Zadowolona?

- Nie. A z resztą... Mieliśmy...to znaczy ja miałam...to znaczy my...ty...ja... – dukała tak jeszcze chwilę, aż w końcu zrezygnowana usiadła na pierwszej lepszej ławce i wyglądała, jakby miała się zaraz rozpłakać.

- Kath. Jeżeli nie chcesz to nie musisz mówić. Tak naprawdę, czemu o swoich problemach mówisz mi? – dziewczyna nic nie powiedziała, tylko ukryła twarz w dłoniach, a po jej policzkach zaczęły spływać pojedyncze łzy. – Czy to ma coś wspólnego ze mną?
Dziewczyna spojrzała na chłopaka czerwonymi już oczami, poczym po paru minutach powiedziała:

- To ma cholernie dużo wspólnego z tobą. – nastała cisza. W końcu Tom się odezwał:

- Co się stało? – nastała długa cisza. Tom nie chciał nalegać, a Kath nie mogła nic z siebie wydobyć. W końcu po ok. 20-minutowej ciszy przełamała się.

- Jestem w ciąży. – powiedziała na jednym tchu – z tobą. – Chłopak wstał, poczym usiadł ponownie. I tak kilka razy. Dziewczyna patrzyła na to wszystko i nie miała pojęcia, czy to zachowanie jest bardziej dobre, czy złe... Nagle odszedł na niewielką odległość i stał nieruchomo przez jakieś pół godziny i wrócił do Kath.

- Jesteś tego pewna? – zapytał cicho.

- Byłam u lekarza. Potwierdził. Nie myśl, że oczekuję czegoś od ciebie. Związku powstałe tylko ze względu na dziecko są bezsensowne. Ja nie kocham ciebie, a ty mnie. Chciałam, abyś tylko wiedział.

- Zgadzam się. Isa wie?

- O ciąży tak. O tobie nic. Sam zadecydujesz o tym, czy chcesz aby wiedziała.

- Czemu właśnie ja?

- Tom, Tom. Myślisz, że niczego nie widać?

- Czego nie widać?

- Uwierz w to, że ją kochasz. Możesz oszukiwać innych, ale nigdy nie oszukasz samego siebie.

- Jesteśmy tylko przyjaciółmi. Ona chce tylko przyjaźni. Widzi tylko przyjaźń.

- Przyjaźń to była. Rok temu, kiedy się naprawdę poznaliśmy. A Isa. Ona jest jaka jest. Nie zrozum mnie źle, ale ona jest za głupiutka, aby naprawdę zrozumieć, że to miłość.

- To co mam zrobić, aby zrozumiała? – oboje patrzyli, gdzieś w przestrzeń.

- Poczekać.

- Ale ile? Jedziecie na pół roku na trasę. Później ona wyjeżdża do U.S.A. na 3 miesiące. Znajdzie sobie innego. Ba. Innych.

- O to się nie martw. Wydaję mi się, że ona nie jest już tą samą osobą, co kiedyś. Może to głupie, ale ona nareszcie dojrzała.

- Może i dojrzała, ale natury nie da się zmienić. Jesteśmy tacy sami. Wolimy związki krótkodystansowe.

- Mówisz tak, bo nigdy nie miałeś poważnego długiego związku. Ludzie różnie szukają miłości. Jedni tak jak ty i Isa szukają poprzez regułę, Nic samo nie przyjdzie, a drudzy wiernie czekają, aż miłość ich sama odnajdzie. A wy już znaleźliście miłość.

- To nie ma sensu. Tego nie da się zaprzestać. Częste związki są jak narkotyk. Uzależniają.

- Dlatego potrzeba dużo silnej woli, aby wygrać. Ona ma taką siłę, ale czy ty ją masz?

- Zrobię wszystko, aby ją zdobyć.

- I właśnie tak masz postępować.

- Wytrzymałem już tyle to wytrzymam więcej. A my mieliśmy chyba rozmawiać o ciąży...

- A o czym jeszcze musimy porozmawiać?

- O tym, co będzie dalej. Wychodzi na to, że jesteś gdzieś w 3 miesiącu, tak? – przytaknęła – Powiedziałaś już rodzicom?

- 2 dni temu byłam u nich. Z radości nie skakali, ale są ze mną.

- U mnie z ojcem i ojczymem będzie, jak będzie, ale matka mnie chyba zabije. Z resztą Bill tak samo.

- Nie mów Billowi. Ani nikomu, no oprócz rodziców. U mnie wie tylko zespół, Mike, ty i rodzice. I niech tak na razie zostanie.

- A prasa? Nie odkryją nic?

- Iska jest przykrywką. Wszyscy podejrzewają, że to ona jest w ciąży.

- Bill też tak myśli.

- I niech tak pozostanie.

- Rozumiem. Jeżeli będzie potrzebna jakaś pomoc. Wsparcie, czy pieniądze to mów.

- Pieniądze? Tom bez urazy, ale zarabiam 3 razy więcej od ciebie. Po co mi twoje pieniądze. – uśmiechnęła się do niego.

- Po prostu nie wiem, co mam robić...jak pomóc.

- Na początku wystarczy, że nie uciekłeś od razu, gdzie pieprz rośnie. Martwisz się i o to chodzi.

- Chciałaś mi dopiec? – zaśmiał się.

- Tak, marzyłam o tym. – spojrzała na niego – Chodziło mi raczej o to, że się tym zainteresowałeś.

- Co jak co, ale chamem nie jestem. Jestem współwinnym i będę odpowiadał za siebie.

- I bardzo dobrze. – Kath wstała – Robi się późno. Jesteśmy niedaleko wytwórni. Mam tam samochód. Jak chcesz mogę cię odwieźć. – Tom się zgodził i ruszyli do Universala, poczym pojechali do domu.

Image Hosted by ImageShack.us

Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Seria druga - Rozdział 30 - Niewinność.

piątek, 13.lipca.2007, 18:07
Isabella Breckman, wokalistka-skandalistka sławnego zespołu The BuTTerfliez. Zawsze mieliśmy możliwość spoglądać na jej związki, które szybko się zaczynały i jeszcze szybciej kończyły. Jednak od kilku tygodni artystka jest widywana samotnie lub ze swoimi przyjaciółkami z zespołu. Ostatnim mężczyzną w jej życiu był sławny w Europie wokalista, Bill Kaulitz. Czyżby to właśnie on zaburzył równowagę dziewczyny? Może chłopakowi nie podobał się sposób życia jego ukochanej? A może wykorzystał znajomość, aby razem z zespołem zabłysnąć za Oceanem? Jeżeli tak, to częściowo udało się. W samym Nowym Jorku zaczęto się interesować, co za zespół tak często występuje u boku TB. Lecz wszystko nie trwało długo. Głównym zainteresowaniem kolorowych gazet jest sprawa, czemu Isa zakończyła swoje aktywne życie towarzyskie. Według nas są trzy możliwości. Pierwsza odnosi się do upadłego związku wokalistki. Druga-może nikt już nie chce atrakcyjnej artystki. I ostatnia tyczy się zdjęć, które niedawno ukazywały się w naszej gazecie, jak i w Internecie. Panna Breckman wychodziła razem z gitarzystką zespołu, Kath Braun z prywatnej kliniki ginekologicznej. Być może skandalistka spodziewa się dziecka i jak na kobietę w ciąży przystało, przestała szaleć. Będziemy cały czas obserwować tę sytuację i jak zawsze poinformujemy was pierwsi o życiu wokalistki The BuTTerfliez. - przeczytał nagłos Mike, siedząc z nami w studiu, poczym spojrzał na nas – Kath. Musisz się pilnować. Jak na razie wszystko idzie na Iskę, więc masz łatwiej.

- Ale normalnie znowu mnie obsmarowali. – oburzyłam się dla żartu.

- A czy kiedykolwiek pisali o tobie coś dobrego? – Aga wystawiła mi język.

- Kiedyś cię uduszę – spojrzałam na nią.

- Też cię kocham – zaśmiała się.

- Aga, ty nie bądź taka hop do przodu. Mamy gazetę hmm...Yam. Piszą: Basistka popularnego zespołu z Niemiec zakochana! Jej wybrankiem jest inny basista z zaprzyjaźnionego zespołu Tokio Hotel, Georg Listing. Jak widać na zdjęciach związek wydaję się być poważnym. Związki w show-bizniesie są trudne. Ile przetrwa miłość basistów? To się dopiero okaże. Jednak my życzymy im wszystkiego najlepszego. No ładnie, ładnie.

- Pff. Mnie przynajmniej nie obsmarowali. Lepiej. Życzyli mi szczęścia. – ucieszyła się – No to będzie, jak Geo się o tym dowie. – była szczęśliwa.

- A co z rozpiską trasy koncertowej? – KaHa.

- A. Już wam rozdaję. – Mike rozdał nam kartki A4, na których było mnóstwo dat i miejsc, w których będziemy – Jak widzicie trasa będzie trwała dokładnie 3 miesiące i 15 dni.

- A co ze mną? Jak będę grała z wielkim brzuchem, co? – Kath.

- Robiłem wszystko, aby się z tym uporać. Zakończymy, gdy będziesz w 6 miesiącu. Będziemy wtedy już w Niemczech, więc jakoś sobie poradzimy. Na wszelki wypadek będzie od 5 miesiąca jeździła z nami jeszcze jedna gitarzystka. Nazywa się Monic.

- Nie chcę, żeby miała mnie zastąpić jakaś blondyna, która zrobi z siebie wielką gwiazdę. Nie potrzebna nam ona. Ja sobie dam radę. – gitarzystka sprzeciwiła się.

- Musimy mieć zastępową gitarzystkę. A ona nie jest taka zła.

- Trudno. Ja jestem gitarzystką i to ja mam prawo wybrać moją zastępczyni, jeżeli ja nie będę mogła grać. Najwyżej zagra Iska. – powiedziała, patrząc na mnie.

- Ona śpiewa, a nie gra na gitarze. – upierał się Mike.

- Mein Gott. To zagra. Umie grać i dobrze jej to wychodzi. Jak raz zagra w razie potrzeby to nic się nie stanie. Nie będziemy brać żadnej Monic, ani nikogo innego. Koniec kropka. – pięknie. Szkoda, że mnie nikt o zdanie nie pyta.

- Dobra. Zrobimy jak chcesz. A teraz musimy omówić trasę. Wyjeżdżamy w marcu. Jesteśmy w Europie, a koncerty mamy codziennie lub co 2 dni. Będzie ostro. Kwiecień też w Europie z jednym wyjątkiem pod koniec. 27 kwietnia zawitamy do Japonii. Występy tak samo codziennie lub co 2 dni. W maju jesteśmy w Chinach, Australii i przeskok do Ameryki, zaczynając od Południowej. Zrobi się łagodniej, ponieważ między koncertami będziecie miały 2 dni wolnego. A w czerwcu tylko na samym początku zawitamy do Islandii i wracamy do Niemiec. Tak samo macie 2 dni wolnego. Koniec trasy w Niemczech w Magdeburgu 30 czerwca. Mam nadzieję, że ze wszystkim się zgadzacie. – wszystkie przytaknęłyśmy – Cieszę się. Płyta wychodzi za 2 dni. Macie 2 dni wolnego, a później jeden dzień na podpisywanie płyt w Magdeburgu i Berlinie i wolne do trasy. Dzisiaj mamy 5 marca, wyjeżdżamy 14 marca o godzinie 12 sprzed naszego Universalu. Podczas tej trasy przemieszczamy się prywatnym samolotem wytwórni. Chyba już wszystko wam powiedziałem. – Mike odetchnął z ulgą.

- Zapowiada się ciekawie. – odrzekły zgodnie dziewczyny, natomiast ze mną działo się coś dziwnego.

- Iska, coś ci jest? Źle się czujesz? – Mike zwrócił uwagę.

- Wszystko dobrze. Wyjdę na świeże powietrze. Zaraz wrócę... – podniosłam się i lekko się zataczając skierowałam się ku wyjściu.

- Na pewno poradzisz sobie sama? – dopytywali się jeszcze, a ja tylko pokiwałam głową i wyszłam. Szłam powoli podpierając się ściany korytarzem, który prowadzi do windy.

- Iza! Poczekaj... – zatrzymałam się i oparłam bardziej o ścianę, poczym spojrzałam na czarnowłosego chłopaka, który właśnie zmierzał do mnie.

- Co chcesz? – zapytałam.

- Na początku przeprosić. Zachowywałem się, jak jakiś....kretyn. Te wszystkie słowa, zarzuty. Naprawdę przepraszam. Wybaczysz? – słuchałam nie odzywając się, ani słowem. Cały czas szumiało mi w uszach i czułam się tak, jakby miała zaraz przekręcić się na drugą stronę.

- Miałeś rację. To wszystko, co słyszałeś to prawda. Wybacz.

- Dlaczego?

- Chciałam chronić Kath przed cierpieniem. Nie udało się. Popełniłam błąd i rozumiem go.
- Dobrze. Wybaczę. Ale już żadnych kłamstw. Przyjaciele?

- Na to mogę się zgodzić. Dziękuję. – uśmiechnęłam się blado.

- Nie ma o czym mówić. Ale.....Iza. Coś ci jest? Wyglądasz, jak trup.

- W głowie mi się trochę kręci. Kierowałam się właśnie na dwór. Zaraz mi przejdzie. Ale ty chyba coś jeszcze chciałeś...

- Tak. Mam pytanie.... Czytałem gazetę dzisiaj... Były tak twoje zdjęcia, jak razem z Kath wychodzicie z jakiejś kliniki.

- Do rzeczy Bill.

- Czy ja...czy ty...jesteśwciąży? – powiedział na jednym wdechu. W tym momencie moja głowa chyba nie wytrzymała. Usłyszałam tylko jakiś znajomy krzyk. A nawet dwa i upadłam.


Bill zadał pytanie, poczym stało się coś, czego by się w życiu nie spodziewał. Iza nagle upadła. Z jednego końca korytarza zaczął biec Tom, a z drugiego jakaś niewysoka blondynka z kilkoma różowymi pasemkami przy twarzy. Natomiast wokalista stał i kompletnie nie wiedział co robić. Czy to, że zemdlała ma rozumieć, że jego była dziewczyna jest w ciąży? Jednak pomyślał, że to by było takie głupie trochę.

- Iza! Iza odezwij się! – przy wokalistce uklęknęła nieznajoma dziewczyna. Tom zadzwonił po karetkę.

- Co jej jest? Co się w ogóle stało? – starszy Kaulitz zaczął się wypytywać brata o zdarzenie, jednak on wyglądał, jakby w ogóle przestał kontaktować.

- Kiedy będzie karetka? - zapytała Blondynka. Mówiła po angielsku.

- Mówisz po niemiecku? – Bill.

- Nie – chyba jedynie to umiała. Czarnowłosy z anglika jest kiepski, a Tom nie lepszy.

- Kim jesteś? - zapytał Tom.

- Przyjaciółką dziewczyn z TB. Gdzie jest reszta?

- Nie wiem. Szukałem brata
– wskazał na Billa - i znalazłem go przy niej, jak już tutaj leżała.

- No dobra. Gdzie jest ta karetka?!
– zdenerwowała się.

- Zaraz będzie. Bill, idź poszukać reszty, zamiast tak siedzieć pod tą ścianą. – no i poszedł. Na początek ruszył na piętro wyżej, ponieważ wydawało mu się, że właśnie tam TB ma swoje studio. Zaglądał do każdego pomieszczenia, jednak nie znalazł, ani dziewczyn, ani ich menagera. Powrócił na piętro, gdzie rozmawiał z Izą. Jej oraz blondynki już nie było. Stał tylko zniecierpliwiony Tom.

- Znalazłeś je? – zapytał.

- Nie. Chociaż moment. – chłopak cofnął się o kilka drzwi wstecz i zobaczył, jakim jestem idiotą. Otóż na drzwiach było napisane wielkimi literami „Studio The BuTTerfliez”. – Znalazłem.

- Ty to chyba ślepy jesteś! – zapukali, poczym ujrzeli całą załogę TB, bez wokalistki rzecz jasna.

- Witamy. Co was tutaj sprowadza? – zapytał Mike ze śmiechem.

- Izka zemdlała. Karetka zabrała ją do szpitala. – Tom.

- Ale...ale...ale jak to? – wszystkim uśmiech spełzł z ust – Do którego szpitala ją zabrano?

- Sama pojechała? – Aga.

- Nie. Jak Iza zemdlała, to przybiegła jakaś blondynka. Powiedziała, że jest przyjaciółką zespołu. – wyjaśnił Dredowłosy.

- Boże, dałeś jechać z nią jakiejś blondynce?! Jeżeli nawet nie wiesz, kim ona jest?! Mój Boże... Jak wyglądała? – Mike trochę się wkurzył.

- Niska, miała ze dwa, czy trzy pasemka różowe przy twarzy. Podobna do takiej jednej piosenkarki... Cholera, nie pamiętam jak się nazywa.

- To Avril. Miała przyjechać. Ale co ona robiła w naszej wytwórni? – KaHa.

- Nie czas na to. Który to szpital? – wszyscy udali się na dół, gdzie na parkingu stały busy wytwórni. Bliźniaki pojechali razem z nimi.



W SZPITALU


- Dzień dobry. Przywieziono tutaj Isabell Breckman? – Mike skierował się do recepcji, gdzie został skierowany na 4 piętro budynku. Znajdowała się tam Izba Przyjęć. Cała gromadka szybko tam doszła i ujrzeli wychodzącego lekarza. – Przepraszam. Co się dzieję z Isą Breckman?

- A jest pan z rodziny? – zapytał lekarz.

- Jestem jej menagerem.

- Niestety informacje można podawać tylko rodzinie. – lekarz spojrzał na Mike’a i chciał odejść.

- Jestem jej narzeczonym! – wyrwał się...

**
*wypowiedzi podkreślone zostały wypowiedziane w języku angielskim

Image Hosted by ImageShack.us

Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi: